Na święta dobili do swojej przystani. Wielkanoc spędzą z...

Na święta dobili do swojej przystani. Wielkanoc spędzą z najbliższymi

Marzena Rogozik

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Krakowscy podróżnicy Elżbieta i Andrzej Lisowscy już w odnowionym mieszkaniu

Krakowscy podróżnicy Elżbieta i Andrzej Lisowscy już w odnowionym mieszkaniu ©Andrzej Banaś

Ludzie. Krakowskim podróżnikom: Elżbiecie i Andrzejowi Lisowskim udało się podnieść ze zgliszczy spalone mieszkanie na Kazimierzu. Święta spędzą już u siebie. Wielkanoc to będzie czas spotkań z rodziną i przyjaciółmi, degustowania mazurków i szukania harmonii.
Krakowscy podróżnicy Elżbieta i Andrzej Lisowscy już w odnowionym mieszkaniu

Krakowscy podróżnicy Elżbieta i Andrzej Lisowscy już w odnowionym mieszkaniu ©Andrzej Banaś

W dużym pokoju, choć zmieniło się wszystko, jest prawie tak samo. Tylko jaśniej. Czarne, osmolone ściany są teraz śnieżnobiałe, a zwęglone podłogi pokryło jasne drewno. Dla krakowskich podróżników i dziennikarzy: Elżbiety i Andrzeja Lisowskich po koszmarze jaki przeżyli w sierpniu, gdy ich mieszkanie doszczętnie spłonęło, rozpoczyna się nowy rozdział w życiu.

Dom na gruzach, czyli zacząć od nowa


Przy ul. Jakuba wszystko powoli znajduje swoje miejsce. Wiszą już zasłony, trochę inne niż przed pożarem, ale w tym samym stylu. W jednym oknie zawisło sari - tak jak dawniej. Stół, szafki, łóżko, arabskie lampy i mnóstwo mniejszych bibelotów dostali od znajomych i przyjaciół. Nowy dom zbudowany jest więc z darów serca. Są też elementy dawnego domu, których nie zniszczyły płomienie. W sypialni stoją zielone szafki - pamiątka po zmarłej przyjaciółce. Były mocno nadpalone, ale udało się je zrekonstruować. Na łóżku rozkosznie przeciąga się Triszy - jedyna ocalała z pożaru mieszkania kotka.



Podróżnicy wciąż szukają kwietnika, ale nie mogą znaleźć takiego jaki był. No i półek na książki i płyty wciąż nie ma, bo nie mogą trafić na rzemieślnika, który lata temu wykonał poprzednie. - Ale najważniejsze, że już jesteśmy w domu - podkreśla Elżbieta Lisowska.

Teraz powoli odtwarzają swoje życie na nowo. Andrzej Lisowski nie chciał wracać do gotowego, w pełni urządzonego domu. - Chciałem powoli wchodzić w to nowe-stare wnętrze, Nie chciałem stanąć w progu i poczuć się jak w muzeum, w obcym miejscu już umeblowanym. Chcę po kolei dbać o każdy szczegół, odwzorowywać go - opowiada podróżnik.

W dużym pokoju stoi masywny, drewniany stół - to również prezent od przyjaciół, który teraz służy także tymczasowo za półkę i biurko. Właśnie przy nim usiądą do wielkanocnego śniadania. Dla nich to wielka radość, że Wielkanoc wreszcie spędzą u siebie. Liczyli, że uda się wprowadzić już na Boże Narodzenie, ale się nie udało. - Cieszę się z powrotu do domu przede wszystkim dlatego, że przerwał tymczasowość, która bardzo mi doskwierała. To było dla mnie najgorsze uczucie - przyznaje Andrzej Lisowski.

Święta to czas bez norm, to czas dla przyjaciół

Oboje uważają, że święta to czas nie tylko dla rodziny, ale i dla najbliższych: przyjaciół i znajomych. A przede wszystkim czas bardzo elastyczny, bez sztywnych zasad, którym trzeba się podporządkować.

- Andrzej bardzo nie lubi tego świątecznego reżimu, narzuconego rytmu i schematycznościm, dlatego nasze święta takie nie są - stwierdza Elżbieta Lisowska. - Choć to rodzinne święta, nie uważamy, że trzeba się zamykać na innych. Dla nas rodzina to też najbliżsi przyjaciele. Uwielbiamy spotkania z nimi, a zamiast biesiadowania przy jednym stole, które jest dość nudne wolimy stoły w różnych miejscach. Przez to polubiłam święta - podkreśla Ela.

A skład przy stole też nie jest sztywno ustalony. Wciąż jeszcze nie wiedzą, z kim przy nim usiądą. Na pewno z mamą pani Elżbiety, którą podróżniczka się opiekuje. - Nie ustalamy sobie żadnej konkretnej godziny, o której usiądziemy do stołu. Dopasowujemy ją do sytuacji, okoliczności i do potrzeb. Tak, by nie był to przykry obowiązek, ale radosny czas - zaznacza podróżniczka.

Święconka, która wcale nie pachnie Orientem

Choć krakowscy podróżnicy zafascynowani są kulturą wschodu ich święconka wcale nie jest orientalna. W koszyczku jest bardzo tradycyjnie: szynka, kiełbasa, chleb, sól, pieprz, chrzan i jajka. - Moim zdaniem, nawet same jajka by wystarczyły, bo przecież w Wielkanocy chodzi o symbol - zaznacza Andrzej Lisowski.

Pokarmy w koszyczku podróżnicy święcą w pobliskim kościele Bożego Ciała. Najczęściej wybierają się przez pół dnia, udaje im się więc zdążyć zwykle na ostatnią lub przedostatnią ceremonię. Zgodnie z wieloletnim zwyczajem zaraz po święceniu idą do kawiarni w sercu Kazimierza, gdzie spotykają się ze znajomymi, zwłaszcza tymi, z którymi nie uda im się zobaczyć podczas świąt.

Stałym punktem Wielkanocy jest dla podróżników również spotkanie w pierwszy dzień świąt u znajomych, którzy co roku przygotowują stół pełen... świątecznych mazurków. Bywa, że jest ich nawet ponad 20 rodzajów. Lisowscy jedzą u nich wspólny obiad, po którym następuje degustacja wielkanocnych smakołyków. Często, ale nie zawsze, pani Eli udaje się przed świętami spotkać z przyjaciółkami na wspólnym malowaniu jajek. - Chociaż tak naprawdę jajka są tylko pretekstem do spotkania - mówi podróżniczka.

Kulinarne eksperymenty na świątecznym stole

Na wielkanocnym stole u Lisowskich jak zwykle nie będzie przesadnie bogato. Po pierwsze dlatego, że nie lubią marnować jedzenia, a po drugie - nie zamierzają siedzieć przy uginającym się do jedzenia stole - będą odwiedzać też innych. Podobnie jak w poprzednich latach na ich stole królować mają tradycyjne potrawy, choć może w lżejszej niż klasyczna wersji. - Choć uwielbiam orientalną kuchnię, to jednak wiem, że nie wszystko dobrze się komponuje - mówi Elżbieta Lisowska, która nawet na moją wizytę przygotowała orientalne pyszności. - Kiedyś próbowałam co prawda połączyć tradycję z Orientem, ale... do białej kiełbasy pasuje chyba tylko polski chrzan i żurek - śmieje się podróżniczka. Zdecydowanie łatwiej jest z jajkami. Je można podawać na odrobinę bardziej orientalny sposób.

Zresztą Elżbieta doskonale czuje smaki i potrafi sobie wyobrazić, co będzie dobrze smakować, a gdzie może pojawić się kulinarny zgrzyt. Na te święta przygotuje na pewno prostą pastę z awokado, gotowanego jajka i białego serka.

Pewnie pojawią się też inne pasty, bo lubi kombinacje białego sera z nowalijkami. Będą też kotleciki z bakłażana czyli eksperyment jej mamy - pokrojone w paski bakłażany, podsmażone na oleju, z plasterkiem pomidora, kawałkiem sera oraz dodatkiem czosnku czy pietruszki.

- Może uda mi się także zrobić eliasz , czyli potrawę także wymyśloną przez moją mamę. Pamiętam jej smak jeszcze z dzieciństwa - wspomina Elżbieta. Przyrządza się ją dość prosto. Potrzebny jest wyluzowany (bez kości) kurczak, a do nadzienia zmielona pierś z kurczaka lub wieprzowina, gotowane jajka, groszek i marchewka. Nadzianego kurczaka gotuje się w gazie, a potem ściska między dwiema deseczkami. Gotowego kurczaka można kroić jak roladę.

Nawet w podróży święta są w sercu

Od lat podróżnicy starają się spędzać święta w domu, w Krakowie. - Ten czas doceniłam bardziej, odkąd sama zaczęłam przygotowywać święta w swoim domu, po tym jak przejęłam pałeczkę po mamie- stwierdza Elżbieta Lisowska.

Wcześniej święta zawsze spędzali u rodziców, jedli dwa śniadania, odwiedzali obie rodziny. - Teraz frajdę sprawia mi to, że to ja mogę zaprosić rodziców do siebie, zadbać o wszystko - podkreśla podróżniczka.

Nie zawsze ten czas spędzali w domu. Jako podróżnikom zdarzyło im się kilka razy świętować osobno i w innym kraju. Andrzejowi Lisowskiemu blisko 30 lat temu przydarzyło się świętować Wielkanoc w Indiach, a potem jeszcze raz w Turcji. - Za granicą zawsze odczuwa się tę tęsknotę za świętami w domu, ale święta przecież są w nas - tłumaczy Elżbieta Lisowska, której Wielkanoc zdarzyło się spędzić w Iranie. Z kolei w Indiach Andrzej wielkanocne śniadanie zjadł u znajomego sikha. Z tych świąt zapamiętał zajączki z czekolady w postkolonialnych sklepach, przy blisko 50-stopniowych upałach. Ale i starania znajomego, który chciał Polakom zrobić przyjemność i zdobyć jajka. - Niestety się nie udało, więc przygotował rybę, którą dzieliliśmy się przy stole - wspomina podróżnik. A w wielkanocne popołudnie pływał w basenie. Bo święta to wspólne przebywanie i chociaż symboliczne akcenty.

Elżbieta i Andrzej Lisowscy na święta dobili do swojej bezpiecznej przystani. To było ostatnio ich wielkie marzenie. Czego na święta życzą sobie i innym? Przede wszystkim harmonii i spokoju. By w tym zagonionym świecie znaleźć trochę czasu dla siebie: na myślenie, smakowanie, przeżywanie. - Żeby rzeczywistość wirtualna nie zdominowała tej, w której żyjemy i żebyśmy ze świąt coś wynieśli, zyskali - podsumowuje Andrzej Lisowski.

Czytaj także

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    kulinarne eksperymenty?

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 2

    Jeśli już kulinarne eksperymenty, to może kawa z cebulą. Jest w literaturze.


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Na zielonej Urainie, gdzie hiszpanski żyje lud ... !?

    Fajduli, fajduli ...... , (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 2

    Na takie "stare złoto" nikt się nie da "skusić" ! Jednak ... spokojnych ( w harmonii) Świąt Wielkanocnych !

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama