Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Uwolnili trzy więzione psy

Robert Gąsiorek
Krzysztof Pabian, Klaudia Wielgus i Paulina Rojek uratowane  psiaki  przekazali do azylu
Krzysztof Pabian, Klaudia Wielgus i Paulina Rojek uratowane psiaki przekazali do azylu Fot. Robert Gąsiorek
Wojnicz. Bezdomne psy z gminy Wojnicz, zamiast w azylu, lądowały w ciemnej piwnicy gminnego budynku. Inspektorzy OTOZ Animals uratowali trzy zwierzęta przetrzymywane w okropnych warunkach.

Zaciemniona piwnica. Bez dostępu światła. Brak wody i jedzenia. Nie było nawet śladu po miskach świadczących, że psiaki były dokarmiane.

Dookoła potworny smród zwierzęcych odchodów, którymi zabrudzona była cała podłoga. Taki widok zastali wezwani na interwencję do Wojnicza inspektorzy Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt z Tarnowa. Trzy bezdomne psy tylko szczekaniem i zawodzeniem mogły błagać o pomoc. - Były strasznie głodne. Rzuciły się na jedzenie i na puste puszki po karmie. Mało brakowało, aby się o nie pokaleczyły - mówi Paulina Rojek z OTOZ Animals, wzburzona tym, co zastała na miejscu.

Szczekały w piwnicy

Podejrzenia o to, że wyłapywane w gminie bezdomne zwierzęta mogą być traktowane nieludzko, pochodziły od mieszkańców. Inspektorom Animals wskazywano piwnice starego budynku w parku Dąmbskich.

- Nasi wolontariusze udali się na miejsce wskazane w zgłoszeniu. Rzeczywiście, z piwnic dochodziło szczekanie psów - relacjonuje Paulina Rojek.

Aby dokładnie zweryfikować niepokojące informacje, miłośnicy zwierząt zaglądali do parku jeszcze kilka razy. Zawsze słyszeli szczekanie.

- Byliśmy pewni, że psy są tu przechowywane od miesiąca, ale dostawaliśmy sygnały, że proceder trwa już od grudnia - mówi pani Paulina.

Kilka dni temu, wczesnym rankiem, Animalsi podjęli już oficjalną interwencję. Upewnili się, że w piwnicach wciąż są czworonogi. Do środka pracownik gminy nie chciał jednak inspektorów wpuścić. Usłyszeli, że nie ma osoby odpowiedzialnej za przetrzymywanie psów, a nikt inny nie ma kluczy. Dopiero dwie godziny później przyjechał mężczyzna, który otworzył piwnicę.

Zapewniał, że zaledwie dzień wcześniej wyłapał trzy psy, a pomieszczenie jest tylko rotacyjne. - Boję się nawet myśleć, co się działo z tymi innymi zwierzakami, ponieważ do żadnego schroniska na pewno nie trafiały - kręci głową Paulina Rojek.

Uwolnione zwierzaki, po nakarmieniu, zostały z Wojnicza zabrane. Inspektorzy OTOZ Animals przekazali je do Azylu dla Psów i Kotów przy ulicy Cmentarnej w Tarnowie.

- To dwie suki i pies. Po tym wszystkim mają całkiem dobry kontakt z ludźmi i są w niezłej kondycji psychicznej - mówi Adrian Starzyk, kierownik tarnowskiej placówki.

Przestali oddawać psy.

Gmina Wojnicz ma obowiązującą umowę z azylem i to tam powinna odsyłać wszystkie wyłapywane u siebie bezdomne czworonogi. Takiego przypadku dawno już jednak nie odnotowano. - Od lipca ubiegłego roku nie trafił do nas żaden pies z gminy Wojnicz. Jest to o tyle dziwne, że każdego roku minimum kilka zwierząt z tamtej okolicy do nas przywożono. Szczerze wątpię, żeby wszystkim bezdomnym psom znajdowano tam nagle bardzo szybko nowych właścicieli - podkreśla Adrian Starzyk.

Burmistrz Wojnicza Tadeusz Bąk upiera się jednak przy wersji, jakoby psy więzione były w piwnicy najwyżej przez kilka dni, po czym wracały do właścicieli, od których uciekły, albo znajdowano im nowych opiekunów.

- Te pieski wcale nie były zagłodzone. Pracownik zapewnia mnie, że zwierzaki szybko znajdują u nas nowych właścicieli. Mamy na to zresztą potwierdzenie w dokumentach - przekonuje burmistrz.

To wina ustawy

Nawet jednak Tadeusz Bąk przyznaje, że warunki, w jakich przebywały czworonogi były skandaliczne.

- Bijemy się z tego powodu w piersi - zapewnia szef gminnego samorządu.

Winę za całą, opisaną wyżej, skandaliczną sytuację usiłuje tłumaczyć wadliwą - jego zdaniem - ustawą o ochronie zwierząt, która narzuca gminom dbanie o bezdomne zwierzęta. A to oznacza znaczne koszty, które ponosić muszą gminy.

- Żyjemy w takim miejscu, że co chwilę ktoś przyjeżdża samochodem i wyrzuca psy w rejonie Dunajca. Oddanie ich do azylu drogo nas kosztuje - rozkłada ręce Bąk.

Gmina Wojnicz rocznie tarnowskiemu azylowi płaci 15 tys. zł. Jest to kwota za gotowość placówki na udostępnienie boksów dla zwierząt przez cały rok. Dodatkowo, za każdego przekazanego do schroniska psa gmina powinna płacić miesięcznie 300 zł. To kwota na wyżywienie, opiekę oraz szczepienia.

- Gminy chcą oszczędzać, ale nie mogą tego robić, krzywdząc zwierzęta - komentuje patologiczną sytuację Adrian Starzyk.

Problemy w Wojniczu

Wojnicz od kilku lat ma problemy z utrzymywaniem bezdomnych zwierząt. W 2013 roku rolę boksu pełnił stary kojec.
Za schronienie psom służyły stare szafki kuchenne. Zamiast misek miały zniszczone garnki. Nie miały dostępu do wody, a do jedzenia otrzymywały chleb namoczony w wodzie. Po interwencji OTOZ Animals oraz mediów kojec został zlikwidowany.

W następnych latach gminni urzędnicy podrzucali psy mieszkańcom.
Tak było w przypadku Zofii Wójs z Zakrzowa, której wciśnięto porzuconą suczkę. Urzędnicy zostawili jej suchą karmę dla psa i odjechali. Kobieta miała już jednak dwa inne psy i nie była w stanie utrzymać kolejnego.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski