Dziennik Polski - Wiadomości Kraków, Informacje Kraków | Dziennik Polski

Fąfara przez „on”!

Fąfara przez „on”!

Oczytany Czytelnik - Maciej Wicherek, ze stażem w korektorskim fachu, wskazał na moją niepełnosprawność w opisywaniu świata sportu. Wykazał, że nie odróżniam Wiesława Fąfary - ulubionego pięściarza Wisły z lat 60-tych, od Andrzeja Fonfary - współczesnego herosa ringu, którego starania o pas mistrza świata federacji WBC starałem się twórczo wyśmiać w ostatnich „Pretekstach”.
Moja wina, bardzo jednak niewielka wina, albowiem tekst eksploatował wątek heraldyczny tego drugiego sportowca, uchodzącego w medialnych przekazach za „polskiego księcia”.

Bardziej winny poczułem się z powodu listu Anonima z Nowej Huty, zarzucającego mi uprawianie monokultury futbolowej, podczas gdy w małopolskim sporcie tak pięknie rozwija się dyscyplina, zwana przez lud podtarnowski „hasiem”, co oznacza żużel (ang. speedway). Korespondent musi być leciwy, bo zaliczywszy mnie do publicystów nienadążających, odwołał się do obiektu przy ulicy Odmogile, gdzie w czasach studenckich grywałem w koszykówkę.

„Halę pan zna, a pod jej bokiem stoi stadion żużlowy, na którym Wanda jedzie do elity żużlowej. I nad tym warto się pochylić…” - czytam w epistole, niestety, w kopercie z błędem (kierowanej do Zbigniewa N.). Mój kłopot z żużlem polega na tym, że żyję w traumie, zainstalowanej w psychice po okropnym wypadku Bogusława Nowaka - jeżdżącego trenera Unii Tarnów.

Wprawdzie od tragedii na rybnickim torze minęło trzy dekady, czarny sport wciąż budzi we mnie czarne myśli. Wprawdzie wypadałoby się wreszcie przełamać i popatrzeć na ścigantów z Odmogila, niestety, z dala od nich trzyma mnie wytknięta na wstępie mała głowa do nazwisk. Jeszcze kiedy w Nowej Hucie jeździł jakiś Ruski czy Ukrainiec, byłem w stanie zapamiętać jego godność, teraz kiedy na torze Wandy roi się od obcokrajowców z Zachodu, mój twardy dysk nie jest w stanie ich rejestrować. Ta zbieranina europejska, przetykana sprowadzanymi z Polski młodzieżowcami, tworzy nowohucką odmianę latającego cyrku, który po zrobieniu paru okrążeń toru staje w kolejce po kasę i odlatuje w siną dal. Człowiekowi robi się po prostu łyso.

Dziś jeździ Szwed, Duńczyk i Anglik, jutro Czech, Niemiec i Słoweniec… i weź tu widzu, ogarnij ich pamięcią i poprawnie zapisz! Ten feler wcale nie wynika ze sklerozy, ale z egzotyki bohaterów żużlowej pieśni. Mimo tych wewnętrznych oporów na Wandę się wybrałem, w celach rozpoznawczych, śmiało przekraczając granice parku maszyn. Z wizji lokalnej wyszło, że znalazłem się w kraterze iście księżycowego krajobrazu. Od strony kwalifikacji komunalnej, obiekt nawiązuje do trwałej ruiny, pozbawionej opieki konserwatorskiej.

Zapraszając mnie do „pochylenia się” nad fenomenem żużla, pan Anonim widać uodpornił się na brudne siedziska, zarosłe lasem bylin i krzaków, kiczem reklam na bandach, szpetotą zaniedbań mienia prawie porzuconego. W tej scenerii jedynym jasnym punktem byli piłkarze Wandy, wjeżdżający akurat do elity A-klasowej w stylu braci Gollobów. No, ale ten fakt podpada pod zarzut monokultury futbolowej…



 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się