To był dzień, kiedy niebo obraziło się na ziemię. 20 lat...

To był dzień, kiedy niebo obraziło się na ziemię. 20 lat temu, Kamionka

Krystyna Trzupek

Gazeta Krakowska Plus

Aktualizacja:

Gazeta Krakowska Plus

To był dzień, kiedy niebo obraziło się na ziemię. 20 lat temu, Kamionka
Około godz. 17 nad Kamionką Małą zaczęły się zbierać czarne, złowieszcze chmury, z których lunął rzęsisty deszcz. Nagle ze zbocza osunęła się ziemia i uderzyła w dom.
To był dzień, kiedy niebo obraziło się na ziemię. 20 lat temu, Kamionka
Kiedy nadchodzi burza i słychać grzmoty, pana Kazimierza przeszywa dreszcz. Wracają wspomnienia jak senne koszmary. Zdaje mu się, że słyszy ten sam, złowieszczy huk i szum wody, która 20 lat temu zabrała mu wszystko: żonę, zdrowie i dorobek całego życia.

Apokalipsa



9 lipca 1997 roku. Takiej powodzi, jaka wtedy nawiedziła kraj, nie pamiętają najstarsi mieszkańcy Limanowszczyzny.

Niektórzy mówią, że niebo obraziło się na ziemię. Około godz. 17 nad Kamionką Małą zaczęły się zbierać czarne, złowieszcze chmury, z których lunął rzęsisty deszcz.

Rzeka Łososina wylała, odcinając mieszkańców od drogi. Zerwała most. Nie było prądu, w oknach świeciły się gromnice, które nie tylko dawały światło, ale i wznosiły błagalne wołanie o zmiłowanie.

47-letni Kazimierz Zelek (na zdjęciu) z żoną Teresą, 89-letnim ojcem Piotrem i 20-letnim synem Andrzejem z przerażeniem wpatrywali się w niebo. Pod ich dom podchodziła woda, coraz wyżej.

Nagle usłyszeli wielki huk. Lawina ziemi ze zbocza osunęła się i uderzyła w stodołę. 51-latka pobiegła do kuchni, by zobaczyć, co się stało. W tym momencie druga hałda ziemi uderzyła w dom. Górna ściana domu runęła. Strop w kuchni zapadł się grzebiąc kobietę. Ziemia wdarła się też do pokoju, zasypując znajdujących się tam mężczyzn.

Nie było nawet czasu, by uciec - wspomina pan Kazimierz.

- Byliśmy cali zasypani. Widziałem syna i tatę i nie mogłem im pomóc. Płakałem, modliłem się… Wydawało mi się, że za chwilę przyjdzie kolejna fala i pogrzebie nas żywcem - dodaje.

- Żony nie było nigdzie... - mężczyzna ścisza głos. Na próżno wołał jej imię, w odpowiedzi słychać było tylko szum wdzierającej się wody, grzmoty i rozdzierające niebo błyskawice.

- Proszę nie pytać, co się wtedy czuje, kiedy całe życie staje przed oczami. Jezu, zmiłuj się nad nami, szeptałem, a czas, kiedy modliliśmy się o pomoc, wydawał mi się wiecznością. Nie pamiętam, jak długo leżeliśmy pod tymi zwałami - wspomina.

Andrzej po jakimś czasie zdołał się odkopać, miał zwichniętą nogę i był potłuczony. Cudem wydostał się na balkon z nadzieją, że może ktoś zobaczy, co się wydarzyło, i przyjdzie z pomocą.
Żywioł zabrał mu wszystko, a zostawił strach, który wraca zawsze, kiedy nadchodzi burza. Ale nie ma żalu, bo i do kogo...

Pozostało jeszcze 65% treści

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł:

Masz dostęp? Zaloguj się

Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama