Gorlice. Dramat na Osiedlu Młodych

Gorlice. Dramat na Osiedlu Młodych

Lech Klimek

Aktualizacja:

Gazeta Krakowska

Strażacy błyskawicznie zlokalizowali ogień. Dzięki ich sprawności nie była potrzebna ewakuacja.

Strażacy błyskawicznie zlokalizowali ogień. Dzięki ich sprawności nie była potrzebna ewakuacja. ©halogorlice.info

Mieszkańcy bloku przy ulicy Konopnickiej cudem uniknęli śmierci w płomieniach. Według strażaków to było podpalenie. Teraz policja sprawdza jak było naprawdę.
Strażacy błyskawicznie zlokalizowali ogień. Dzięki ich sprawności nie była potrzebna ewakuacja.

Strażacy błyskawicznie zlokalizowali ogień. Dzięki ich sprawności nie była potrzebna ewakuacja. ©halogorlice.info

Mieszkam na parterze - opowiada Helena Wszołek, administratorka bloku. - Nie spałam od piątej rano i w całym bloku było cichutko i spokojnie. Nic nie zapowiadało nieszczęścia - dodaje.

Krzyk sąsiadów

Kilka minut po szóstej rano pani Helena usłyszała huk. Natychmiast podbiegła do okna, żeby sprawdzić, co się stało. Do jej uszu dotarło dramatyczne wołanie z naprzeciwka.

- Uciekajcie, ratujcie się, blok się pali - krzyczeli do nas nasi sąsiedzi, relacjonuje.

Kobieta wybiegła na klatkę schodową, skierowała się po schodach w górę. Dotarła tylko do pierwszego pietra. Dalej gesty, drapiący w gardle dym nie pozwolił jej wejść. Nie było nic widać.

- Cofnęłam się i natychmiast wyłączyłam prąd w bloku - mówi. - Pamiętałam, że tak należy postąpić w przypadku pożaru. Chwilę później pod blokiem byli już strażacy. Oni zakręcili główny zawór gazu, zaczęło się gaszenie - dodaje.

To było podpalenie

W sobotę wcześnie rano mieszkańców osiedla Młodych w Gorlicach obudził dźwięk syren wozów strażackich. Z jednego z okien bloku numer 17 przy ulicy Konopnickiej wydobywały się kłęby czarnego dymu i języki ognia.

- W naszej ocenie to musiało być podpalenie - mówi Dariusza Surmacz, oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Gorlicach. - Ciężko byłoby zakwalifikować tego rodzaju pożar jako samozapłon - dodaje.

Gdy pierwsi strażacy dojechali na miejsce zastali palącą się klatkę schodową na drugim pietrze bloku.

- Budynek był bardzo zadymiony, a lokatorzy znajdowali się na balkonach bloku - relacjonuje strażak. - Ze względu na duże zagrożenie dla mieszkańców do działań zostały skierowane spore siły straży pożarnej, tak by było możliwe szybkie przeprowadzenie ewakuacji zagrożonych mieszkańców - dodaje.

Łącznie w gaszeniu pożaru brało udział 43 strażaków zarówno z JRG w Gorlicach, jak i okolicznych jednostek OSP. Na miejsce pożaru wezwano również dwie karetki oraz policję.

- Bardzo szybko udało się nam zlokalizować miejsce pożaru - relacjonuje Dariusz Surmacz. - Błyskawicznie odcięliśmy wszystkie media, głównie oczywiście gaz i prąd. Zagrożenie było duże, ale udało nam się uniknąć ewakuacji mieszkańców. Nikt z lokatorów nie ucierpiał w czasie pożaru - kończy.

Pracujący na miejscu policjanci zabezpieczyli ślady. Na efekty ich pracy będziemy musieli jeszcze poczekać, dlatego nie można jednoznacznie stwierdzić, jaka naprawdę była przyczyna pożaru w bloku na ulicy Konopnickiej.

Wielkie straty

Spaleniu uległy zgromadzone na klatce schodowej meble. Okopcona została cała klatka chodowa, barierki, okna. Dym zniszczył też fragment elewacji budynku. Uszkodzeniu uległ fragmenty instalacji znajdującej się na klatce.

- To były dwie wersalki, meble i jakieś ubrania - opowiada Helena Wszołek. - Wystawiła je na klatkę schodowa jedna z sąsiadek, która się rozwiodła. Jej były mąż miał je zabrać, ale jakoś mu się to nie udawało - dodaje.

Pani Helena kilkakrotnie zwracała uwagę sąsiadce, by się pozbyła tego pozamałżeńskiego balastu. Sugerowała nawet, że powinna wywieźć meble do byłego męża na własny koszt. Nakaz osunięcia mebli z klatki schodowej wydała też spółdzielnia.

- Niestety nie posłuchała - mówi administratorka. - Ktoś może drastycznie chciał rozwiązać problem, a efekt mógł być bardzo tragiczny. Gdyby to było w nocy, to przecież mogliśmy zginać w ogniu, albo się zaczadzić. To cud, że nikomu nic się nie stało - dodaje.

Strażacy bardzo dokładnie sprawdzili cały blok i go przewietrzyli. Na pogorzelisku w poniedziałek trwały prace prowadzone przez spółdzielnię.

- Już udało nam się przywrócić zasilanie elektryczne w całym bloku - relacjonuje Andrzej Rąpała, prezes spółdzielni. - W większości mieszkań jest też już gaz. W poniedziałek od rana skuwaliśmy na kładce schodowej tynki, przecież trzeba je będzie położyć od nowa - dodaje.

Straty, jakie zostały poniesione, prezes szacuje bardzo oszczędnie na maksymalnie 50 tysięcy złotych, ale nie mnij niż 30 tysięcy.

- Robimy dopiero obmiary, więc ciężko mi to precyzyjnie oszacować - podkreśla. - W ogniu zniszczone zostały przecież nie tylko ściany, ale nawet liczniki gazu nie wspominając o stopionej częściowo elewacji - dodaje.

WIDEO: Będzie nowa droga Brzesko - Nowy Sącz

Źródło: Tarnowskie Media sp. z o.o.

Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama