Zagórzany. Tam, gdzie nie słychać „Addio pomidory”

Zagórzany. Tam, gdzie nie słychać „Addio pomidory”

Barbara Rotter-Stankiewicz

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Janusz Dudek spędza teraz w szklarni po kilkanaście godzin dziennie
1/2

Przejdź do
galerii zdjęć

©fot. Barbara Rotter-Stankiewicz

To nie tylko praca, ale też pasja Zofii i Janusza Dudków. Inaczej trudno byłoby znieść pracę w upale, od świtu do nocy. Cały rok.
Pan Janusz przedstawia swoich podopiecznych - tych z Polski, z Izraela, z Holandii. Drobniutkich i potężnych. Czerwonych i żółtych. Zna rodowód każdej z kilkunastu rodzin, jej pochodzenie, zalety, problemy. Dba o ich zdrowie i wygląd. Nigdy mu nie brzydną. W ich towarzystwie spędza czasem kilkanaście godzin dziennie i to prawie przez cały rok na okrągło, nic więc dziwnego, że mógłby o nich z pasją opowiadać godzinami.


Pół hektara pagórka pod szkłem

Pomidory rosną na półhektarowej działce, w dwóch ogromnych szklarniach, kojarzących się bardziej z ogrodem botanicznym niż z gospodarstwem warzywniczym. Są zbudowane na dwóch poziomach - gdyby nie to, trzeba by zryć jeszcze ponad półtora metra ziemi, żeby wyrównać teren. I tak trzeba było wypoziomować niezły kawałek pagórka; widać to doskonale za szybą z jednej strony, bo tam piętrzy się naturalna ściana z ziemi. Ale głębiej była już skała, więc trzeba było wziąć się na sposób.

Sześć lat temu Zofia i Janusz Dudkowie zdecydowali się przenieść swoje pomidorowe gospodarstwo, którego początki sięgają roku 1978, z Gdowa do odległych o kilka kilometrów Zagórzan, gdzie mieli rodzinną działkę. W decyzji pomogły im dwie rzeczy: budowa obwodnicy Gdowa, która pochłonęła ich dotychczasowe miejsce pracy, a dużo wcześniej - ostra zima, która sprawiła, że jednego roku wymarzł sad, który tam mieli. Wtedy postanowili uniezależnić się od kaprysów pogody i nastawili na produkcję pomidorów w tunelach, których kilka założyli koło Gdowa. To było jednak coś innego, niż nowoczesne, ogromne gospodarstwo w Zagórzanach. Jedyne takie w całej gminie.

- Zwykle warzywa pod folią, pomidory czy ogórki, zajmują około 10-12 arów. Gospodarstwo w Zagórzanach jest w naszej gminie poza wszelką konkurencją. Większe są tylko hodowle kwiatów, bo pod róże pod osłonami przeznacza się nawet hektar... - mówi Henryk Hankus, szef referatu rolnictwa w Urzędzie Gminy Gdów

- To jest imponujące, nowoczesne gospodarstwo.

„Skalpele” zamiast maczety

Najbardziej zaskakujące dla laika jest to, że pomidorów nie sieje się w ziemi, ale na podłożu mineralnym, podlewa wodą z minerałami, wśród których - co podkreśla pan Janusz - jest dużo potasu, natomiast mało azotu. Woda jest krystaliczna - ze studni i jeszcze dodatkowo przefiltrowana przez piasek. W szklarni znajdują się trzy gigantyczne zbiorniki, w których zgromadzono po 1800 litrów wody na wszelki wypadek, gdyby nagle jej zabrakło. Na to nie można sobie pozwolić, chodzi o życie 12 tysięcy roślin.

W rzędach pod szklanym dachem rosną krzaki liczące nawet 10 metrów wysokości. Gdy dojrzeją pomidory na dole, zbiera się je, a ogołoconą łodygę delikatnie układa na podłożu. Nowe owoce rodzą się na kolejnych kondygnacjach. Aby mogły dojrzeć, trzeba je odsłonić, obcinając liście. To bardzo precyzyjna, wręcz chirurgiczna robota, wykonywana za pomocą specjalnego nożyka osadzonego w ten sposób, by nie uszkodził owoców. Na wyższe piętra pomidorowej gęstwiny można dostać się ze specjalnej platformy.

To tam teraz skupia się praca, w którą zaangażowani są państwo Dudkowie i trójka - spośród sześciorga - ich dzieci. Syn, zamiłowany informatyk, wymyślił dodatkowe ułatwienie: na platformie zamontował zestawy komputerowych wiatraczków, które chłodzą powietrze.

Taki wniosek racjonalizatorski jest bardzo cenny, zważywszy, że w czasie upałów temperatura w szklarni osiąga nawet 35 stopni. Nie pomagają automatyczne wywietrzniki albo osłony. Jest gorąco i wilgotno. Aby uniknąć pracy w najgorszym czasie, rozpoczyna się ją o świcie, w południe robiąc przerwę, a potem znów pracuje, póki tylko jest jasno. Na przygotowanie towaru do sprzedaży jest czas późnym wieczorem, a czasem dopiero nocą.

Pierwszy owoc - w prezencie dla żony

Kiedy pojawia się w szklarni pierwszy pomidor? Pan Janusz odpowiada od razu : - Na urodziny żony… Byłaby bardzo niezadowolona, gdyby było inaczej. A urodziny pani Zofii są 21 marca. Cykl rozpoczyna się jednak w grudniu.

- Każde nasionko wkładamy do małego ,,paluszka”, zasypujemy minerałem stosowanym jako suplement gleby i nawadniamy. Przez dwa tygodnie utrzymuje się je w temperaturze 30 st. C, pod specjalnymi lampami. Kiedy pokazują się pierwsze pędy, zaczyna się obniżanie temperatury - mówi Janusz Dudek.

A potem już „tylko” trzeba przycinać liście, zbierać owoce. Jeden krzak może dać ich nawet 10 kilogramów. Ostatni pomidor z Zagórzan trafia na stół w styczniu. Najobficiej owocują jednak od kwietnia do września. Jest ich w sumie około 10 odmian, chociaż bywały lata, że było ich więcej. Najmniejsze, coctailowe mają średnicę ok. 1,5 cm, największe, B3 około 8. Gdy szklarnię opuści ostatnia partia, trzeba wszystko posprzątać i zdezynfekować. Łodygi krzaków tworzą dosłownie hałdy.

Naturalni sprzymierzeńcy

Powodem do dumy właścicieli jest to, że produkcja obywa się bez chemii. Krzaki zapylane są przez trzmiele, a szkodniki zwalczane dzięki pomocy naturalnych sprzymierzeńców - macrolophus - „robaków”, które zżerają mszyce i inne paskudztwa. Maleństwa mieszkają sobie spokojnie w szklarni, mając zapewniony nie tylko dach nad głową, ale równiez wikt. Pomidory z Zagórzan nie posiadają wprawdzie oficjalnie atestu produktu ekologicznego, lecz rodzą się w komfortowych i bezpiecznych warunkach. Sprzedawane są nie tylko w sklepach w Gdowie czy okolicy, ale w Krakowie, Polsce południowej, wędrują też za granicę.

Ambicją państwa Dudków jest, by ich towar stał się rozpoznawalny - stąd małe naklejki od niedawna umieszczane na skrzynkach.

- Klienci są bardzo podejrzliwi. Widząc nasz towar i naklejki, dopytują się, czy to naprawdę jest z gospodarstwa koło Gdowa, czy z jakiegoś kombinatu. Ale gdy przekroją naszego pomidora i go spróbują, przestają mieć wątpliwości - mówi pani Zofia, która serwuje rodzinie zupę pomidorową co najmniej raz w tygodniu.

WIDEO: Magnes. Kultura Gazura - odcinek 12

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto




Czytaj także

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Ja mam na polu, bez chemii, w sloncu caly dzien

    te maja zdrowie i smak (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    tez z roznych krajow, a najsmaczniejsza odmiana Polski i Old German, sliczny dwukolorowy, czarne tez mam. Zaczynaja dojrzewac, jak zarazy nie dostana to wkrotce przyjdzie paluszki lizac. W tym roku...rozwiń całość

    tez z roznych krajow, a najsmaczniejsza odmiana Polski i Old German, sliczny dwukolorowy, czarne tez mam. Zaczynaja dojrzewac, jak zarazy nie dostana to wkrotce przyjdzie paluszki lizac. W tym roku pogoda sluzy, w zeszlym wszystko na marne poszlo, my sadzimy, reszta od Pana Boga zalezy. Gratuluje panstwu, i wiem jaka to ciezka praca, ale satysfakcja pelna i samo zdrowie.zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo