Z oficerem drzewnym zbadaliśmy tomografem wielki klon jawor

Z oficerem drzewnym zbadaliśmy tomografem wielki klon jawor

Arkadiusz Maciejowski

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Krzysztof Wcisło podczas badania drzewa przy ul. Rydla 5
1/3
przejdź do galerii

Krzysztof Wcisło podczas badania drzewa przy ul. Rydla 5 ©fot. Adam Wojnar

Reportaż. I udało nam się uratować to drzewo. Pomogło w tym specjalne urządzenie, które - bez wiercenia w pniu - pozwala precyzyjnie ocenić jego stan. Nawet bowiem, jeśli na pierwszy rzut oka drzewo nadaje się do wycinki, to tak naprawdę może ono żyć jeszcze bardzo długo.
Zaczęło się od... małej awantury. Najpierw było stukanie w okna, a potem bezpośrednia „interwencja”. W pierwszej chwili pomyśleliśmy: „Mieszkańcy obawiają się, że przyszliśmy wyciąć ich drzewo”. Okazało się jednak, że ich intencje są zupełnie odwrotne. - We czwórkę stoicie i oglądacie to spróchniałe drzewo, zamiast już dawno je wyciąć - tak przywitali nas oraz pracowników Zarządu Zieleni Miejskiej (ZZM) lokatorzy bloku przy ul. Rydla 5.

Gdy zaczęliśmy tłumaczyć, że przyjechaliśmy zbadać stan drzewa, starszy mężczyzna jeszcze bardziej się obruszył. - Zamiast je badać i fotografować, trzeba je wyciąć bo jest zgniłe. Ludzie się z was śmieją - grzmiał. Jeśli przeczyta ten artykuł, na pewno przekona się, jak bardzo się mylił...

Już nie trzeba wiercić w drzewie

Z Krzysztofem Wcisło, czyli tzw. oficerem drzewnym pracującym w ZZM, nieprzypadkowo spotkaliśmy się przy ulicy Rydla 5 w Bronowicach.

- Nasi inspektorzy prowadzą patrole w całym Krakowie. I zgłaszają, które z drzew są w „podejrzanym stanie”. Przyjmujemy również zgłoszenia od mieszkańców. Dokonujemy najpierw oceny wizualnej, a następnie, dzięki nowemu urządzeniu, możemy szybko i dokładnie sprawdzić wnętrze drzewa. Jedno ze zgłoszeń dotyczyło właśnie okazu przy ul. Rydla - tłumaczy oficer drzewny, który z wykształcenia jest leśnikiem a wcześniej pracował m.in. w Lasach Państwowych.

Urządzenie, o którym wspomina, to tzw. tomograf (ZZM kupił go za ponad 70 tys. zł), pozwalający bez wiercenia w drzewie - a tym samym osłabiania go - sprawdzić jego stan. Dzięki tej metodzie, niestosowanej dotychczas powszechnie w Krakowie, można zapobiec wycinaniu drzew, które pozornie wydają się chore, a tak naprawdę mogłyby jeszcze przez lata rosnąć. Przez ostatnie dziesięciolecia albo wiercono dziurę w drzewie, żeby zobaczyć jego wnętrze, albo diagnostykę kończono na tzw. wizualnej ocenie drzew. I tutaj wiele zależało po prostu od doświadczenia osoby, która takiej oceny dokonywała.

Najważniejsze jest precyzyjne stukanie

Na oficera drzewnego czekamy przy ul. Rydla 5. Przed godz. 9 zjawia się z wielką czarną skrzynką. Najpierw wyjmuje z niej jednak... młotek, którym zaczyna ostukiwać wytypowane drzewo: wielki, kilkunastometrowy, znacznie pochylony w południową stronę klon jawor. Uważnie wsłuchuje się przy tym w odgłosy. - Chodzi o to, by wybrać do badania najsłabszy punkt drzewa, w którym mamy najwięcej spróchniałych, pustych przestrzeni - tłumaczy Krzysztof Wcisło.

W tym przypadku już na pierwszy rzut oka widać, że ten najsłabszy punkt, w którym drzewo teoretycznie mogłoby się złamać, znajduje się zaledwie kilkadziesiąt centymetrów nad gruntem. Potwierdza to charakterystyczny, głuchy dźwięk podczas ostukiwania. Oficer przyznaje jednak, że zdarzają się przypadki drzew, których „chore” części znajdują się kilkanaście metrów nad ziemią. I wówczas w tym właśnie punkcie trzeba przeprowadzić badanie.

Po zakończonym ostukiwaniu w ruch poszły kilkucentymetrowe gwoździe. Zanim Krzysztof Wcisło wyjmie je z foliowej saszetki, wtryskuje do środka specjalny preparat odkażający. Chodzi bowiem o to, aby nie przenosić chorób z poprzedniego na kolejne drzewo.

Gwoździ jest 12. Są delikatnie wbijane w pień, w równych odległościach. Tworzą one tzw. punkty pomiarowe. Tuż nad nimi, na niebieskiej taśmie oficer drzewny zawiesza główną część tomografu, czyli przenośny komputer z kolorowym wyświetlaczem przypominający tablet - i tak nazwijmy go na potrzeby tego tekstu (aby uniknąć bardzo specjalistycznych określeń).

Następnie do kolejnych wbitych gwoździ Krzysztof Wcisło przykłada tzw. średnicomierz elektroniczny, kształtem przypominający wielki cyrkiel. Połączony jest przez bluetooth z „tabletem”. Średnicomierz automatycznie tworzy komputerowy przekrój drzewa. Po chwili na wyświetlaczu możemy go zobaczyć. Widać, że pień nie jest idealnie okrągły, tylko ma nieregularny kształt. Po tej czynności zaczyna się główna część badania drzewa. Do wbitych gwoździ przyczepiane są specjalne, małe, czarne czujniki (również połączone z „tabletem”). Następnie oficer drzewny w każdy z 12 punktów stuka kilka razy małym młotkiem. W tym momencie czujniki rejestrują, w jaki sposób wewnątrz drzewa rozchodzi się dźwięk.

- Komputer automatycznie tworzy nam z tych danych kolorowy przekrój drzewa. Miejsca, w których dźwięk rozchodzi się szybciej - co oznacza, że drzewo nie jest zgniłe i nie ma pustych przestrzeni - komputer oznacza ciemnym kolorem - tłumaczy Krzysztof Wcisło. Jaśniejsze kolory, czyli różowy, zielony czy niebieski, oznaczają puste przestrzenie. Tam dźwięk rozchodzi się wolniej.

Ostukiwanie 12 punktów trwa zaledwie kilka minut. Badanie jest jednak dla pewności powtarzane. Wstępne wyniki można odczytać na „tablecie”, ale by dokładnie je przeanalizować, należy podpiąć go do tradycyjnego komputera lub laptopa. Jedziemy więc od razu na stadion Wisły przy ul. Reymonta. Tam swoją siedzibę ma Zarząd Zieleni Miejskiej.

Po drodze oficer drzewny podkreśla, że nowym urządzeniem przebadał już ponad 30 drzew. I tylko dwa faktycznie okazały się być tak chore, że muszą zostać wycięte. Pozostałe zostały ochronione, mimo że pojawiały się wnioski o ich wycięcie.

- Bardzo często ludzie uważają, że jeśli drzewo z zewnątrz źle wygląda, to jest słabe i zaraz się wywróci. A często to mylne wrażenie - podkreśla Krzysztof Wcisło. Przekonuje nas również, że w Krakowie drzewa bardzo rzadko chorują z przyczyn naturalnych. W większości przypadków kłopoty drzewa zaczynają się po tym, jak zostaje uszkodzone - np. przez samochód lub w wyniku bez- pośredniej działalności człowieka, np. podczas remontów chodnika.

Czerń i brąz, czyli mamy dobre informacje

Gdy docieramy do siedziby ZZM, od razu podłączamy tomograf do komputera stacjonarnego i importujemy do niego dane. Mija zaledwie kilka minut, a na ekranie monitora pojawia się przekrój drzewa (patrz dolne zdjęcie). Dominuje czerń i brąz. To bardzo dobra wiadomość! Komputer obliczył, że w aż 83 proc. drzewa jest zupełnie zdrowe.

Jak tłumaczą nam w ZZM, w Polsce nie ma sztywnych wytycznych mówiących o tym ile procent drzewa musi być zdrowe, aby wykluczyć dany okaz z wycinki. Przyjmuje się jednak, że nawet jeśli jest to jedynie kilkanaście procent, to można już zastanawiać się nad pozostawieniem drzewa - jeżeli tylko pozwala na to jego statyka.

- W przypadku drzewa, które dziś badaliśmy, na grafice widać wyraźnie, że zgnilizna pojawiła się tylko w bocznej części pnia. I nie zagraża ona stabilności drzewa - mówi oficer drzewny.

I zapowiada, że nie wyda polecenia jego wycinki. Mimo apeli mieszkańców, którzy byli przekonani, że jest ono w znacznym stopniu zgniłe i spróchniałe, którzy - gdyby sami mogli decydować - już dawno pozbyliby się zdrowego klona jawora...

arkadiusz.maciejowski@dziennik.krakow.pl

Czytaj także

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Ale wymyślili nazwę !

    jan (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2

    A dlaczego w Polsce ten urzędnik jest teraz nazywany "oficerem"?
    Rozumiem, że w krajach anglojęzycznych jest "office" => "officer"!
    Ale u nas oficer jest tylko w wojsku !!!

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama