Punkt, set, mecz. Polski sędzia na ping-pongowych...

Punkt, set, mecz. Polski sędzia na ping-pongowych mistrzostwach

Tomasz Kolowca

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Sędzia Zlezarczyk pierwsze poważne mecze prowadził jeszcze przed zdaniem matury
1/2

Przejdź do
galerii zdjęć

©Fot. Archiwum Rafała Zlezarczyka

Ludzie. Rafał Zlezarczyk z Borzęty, znany już z wielu osiągnięć, może sobie dopisać do życiorysu kolejny sukces: wytypowanie jako jedynego Polaka do sędziowania podczas tegorocznych mistrzostw świata, które odbędą na przełomie maja i czerwca w Düsseldorfie.
- Udało mi się właśnie osiągnąć mój dotychczasowy cel: mistrzostwa świata - mówi 23-letni student Uniwersytetu Pedagogicznego. Jako jedyny Polak został wytypowany przez Komitet Sędziowski Polskiego Związku Tenisa Stołowego do prowadzenia zawodów podczas Indywidualnych Mistrzostw Świata w Düsseldorfie, które organizowane są późną wiosną. Będzie tam jednym ze 140 sędziów z całego świata.

- Procedura wyboru ma kilka szczebli - tłumaczy Marcin Fidala, członek Europejskiej Komisji Sędziowskiej.
- Najpierw arbitrzy z odpowiednimi kwalifikacjami zgłaszają się do związku. Następnie taka lista przekazywana jest do federacji światowej i federacja zatwierdza bądź od-rzuca kandydatury”. W tym przypadku federacja zaprosiła tylko Zlezarczyka.

To największy sukces polskiego sędziego w dotychczasowej karierze. A przed mistrzostwami może osiągnąć jeszcze jeden: zdobyć najwyższe uprawnienia sędziowskie na świecie, tak zwane Blue Badge. Można się o nie starać po dwóch latach od uzyskania stopnia sędziego międzynarodowego. Ten czas już minął i, jak mówi sam Rafał Zlezarczyk, jest na prostej drodze do otrzymania tego stopnia.

- Byłbym wtedy prawdopodobnie najmłodszym sędzią stopnia Blue Badge na świecie - dodaje. I jednym z niewielu w Polsce.

Droga na szczyt

Wszystko zaczęło się w czasach myślenickiego gimnazjum. Zlezarczyk zaczął w tamtym czasie trenowac w szkole tenis stołowy. Później podczas nauki w dobczyckim liceum doszedł do wniosku, że chciałby zostać sędzią sportowym. Myślał o siatkówce. - Ale nie był wtedy organizowany żaden kurs dla kandydatów na sędziów, więc padło na tenis stołowy, który uprawiałem już wcześniej jako zawodnik - opowiada.

- Zgłosiłem się na kurs i rozpocząłem swoją przygodę. Sprawnie ukończył kurs i dostał stopień sędziego-kandydata. Następnie piął się po kolejnych szczeblach rozgrywek i licencji, zdawał egzaminy i był obserwowany przez ewaluatorów światowej federacji. Wkrótce został sędzią okręgowym, a dzięki swojej aktywności po niedługim czasie został wytypowany do kierowania zawodami 1. ligi i ekstraklasy. Przed ukończeniem 18 lat sędziował już mecze ligowe. Akurat wtedy Polski Związek Tenisa Stołowego reformował środowisko sędziowskie.

Zlezarczyk znalazł się wśród trójki młodych arbitrów, których skierowano do udziału w projekcie Międzynarodowej Federacji Tenisa Stołowego „Young Umpires”. Po półrocznym kursie i kolejnym egzaminie został sędzią międzynarodowym stopnia White Badge (podobnych arbitrów w Polsce jest około 20). - Wykorzystywał haustami okazje - zarówno te, które dostał, jak i te, które sam wypracował - mówi Marek Przybyłowicz, przewodniczacy Wydziału Rozgrywek PZTS.

Po całym świecie bez żadnej tremy

Dzięki sędziowaniu mógł również zjeździć spory kawałek świata. Jak sam mówi, najciekawszą wyprawą były Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie w Nankinie w 2014 roku. Było to spore wydarzenie, odległe geograficznie i zorganizowane z dużą pompą. - I to w kraju, w którym tenis stołowy jest sportem narodowym - dodaje sędzia Zlezarczyk. Jednocześnie nie pamięta swojego pierwszego meczu jako sędzia.

- Pamiętam za to swój pierwszy duży turniej, czyli Indywidualne Mistrzostwa Polski Seniorów rozgrywane w Wieliczce w 2012 roku. Miałem niespełna 18 lat i było to dla mnie duże wyróżnienie i prestiż. Po takich doświadczeniach i takich zawodach nie ma już tremy - nawet jeżeli są to mistrzostwa świata juniorów czy finałowy mecz polskiej Superligi.

Młody szkoli jeszcze młodszych

Sędziowanie nie jest dla Zlezarczyka zawodem. Na co dzień oprócz studiów prowadzi własną działalność gospodarczą. Nadal też mieszka w Borzęcie. W wolnym czasie wykorzystuje swoje umiejętności przy pracy z dziećmi i młodzieżą: w dobczyckim ognisku TKKF wraz z Szymonem Zychem prowadzi sekcję tenisa stołowego. W tej chwili szkoli się tam 25 młodych zawodników w dwóch grupach: naborowej i wyczynowej. Ich podopieczni radzą sobie lepiej z każdym sezonem.

Agresywny w swojej ambicji

Współpracownicy Zlezarczyka mówią o nim „agresywny w swojej ambicji”. - Dochodzi błyskawicznie do celu, który sobie obierze - określa go Marek Przybyłowicz. - Jest też bardzo aktywny i sam buduje swoją pozycję, zdobywa kontakty. Szuka każdej okazji, aby się kształcić i podnosić swoje umiejętności.

Czasem, jak przyznają działacze, robi to nie zważając na zastane przyzwyczajenia i zwyczaje w środowisku. Wywoływało to tarcia i niesnaski - zwłaszcza, że wielu sędziów nie dostało okazji, aby sprawnie osiągnąć kolejne szczeble kariery w tak młodym wieku. - Wcześniej często zdarzało się, że poziom międzynarodowy zdobywało się po czterdziestce - mówi Przybyłowicz.

Azjatyckie plany

Tenisem stołowym pasjonują się zwłaszcza Azjaci, więc to tam rozgrywany są najbardziej prestiżowe zawody. Jeszcze przed mistrzostwami Rafał Zlezarczyk będzie „musiał” pojechać do Bangkoku, aby tam poprowadzić jeden z ostatnich sprawdzianów przed czempionatem światowym. W kolejnych latach chciałby wziąć udział w najbardziej prestiżowych zawodach w Azji: China Open, Japan Open czy mistrzostwa kontynentu.

- Po otrzymaniu Blue Badge zostaje mi marzyć jedynie o Igrzyskach Olimpijskich, jednak to marzenie będzie trudno spełnić - mówi sędzia.

tomasz.kolowca@dziennik.krakow.pl

Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama