Miarowy krok. To idzie warta

Miarowy krok. To idzie warta

Barbara Ciryt

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Krzysztof Sury oraz wartownicy Stanisław Wrona i Jarosław Czekaj
1/2

Przejdź do
galerii zdjęć

©Archiwum prywatne

Służba. Już słychać stukot butów. Dowódca prowadzi dwóch strażaków. Energicznie zmierzają do bocznego ołtarza św. Barbary w kościele Przenajświętszej Trójcy w Czernichowie. Tam jest Grób Pański. Trzeba go pilnować, tak jak Rzymianie pilnowali Grobu Chrystusa w Judei.
Stoją nieruchomo, w galowych mundurach, białych koszulach, butach wyczyszczonych na błysk i zabytkowych hełmach z lat 20. ubiegłego wieku. Są wpatrzeni w grób. Właśnie dziś wartownicy pełnią swoją niezwyczajną służbę.

Od kiedy strażacy z Czernichowa, Kłokoczna, Przegini Narodowej i Zagacia zaciągnęli wartę przy Grobie Pańskim w swojej świątyni? Tego już nikt nie pamięta. - Zawsze tak było - mówi Stanisław Wrona, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Czernichowie. W innych parafiach, gminach i jednostkach jest podobnie. Ta warta jest dla druhów ochotników jedną z ważniejszych tradycji.

Pierwsi z pikami

Idą na kilkugodzinną służbę dwa dni przed Wielkanocą, bo mają w pamięci strażackie zawołanie: „Bogu na chwałę, ludziom na pożytek”. Wypełniają to hasło sumiennie. Warta trwa 20 minut, potem przychodzi zmiana. Strażacy stoją po dwóch, ale w gotowości jest cała grupa wartowników z rodzimej jednostki.

W tym roku wartę rozpoczęli druhowie z OSP Zagacie. W Wielki Piątek przyszli po wieczornym nabożeństwie. Pilnowali grobu od 19.30 do północy. Pierwsza zmiana wartowników zawsze wnosi do świątyni piki - drzewce zakończone metalowymi grotami, czyli dawną broń piechoty. Piki przekazują sobie w kościele jak sztafeta pałeczkę, tylko oni nawet drzewca nie odrywają od podłogi.

W sobotę od godz. 6.30 do 11 wartę przejmuje Przeginia Narodowa. Po niej od 11 do 14.30 OSP Kłokoczyn, potem do godz. 18 OSP Czernichów. Druhowie z tej jednostki kontynuują wartę o świcie w niedzielę. Strażników grobu nie może też brakować na mszy rezurekcyjnej.

Przejmująca cisza

Czernichowskich druhów - jako dowódca - często na wartę prowadzi prezes jednostki Stanisław Wrona.



Jednak zdarza się i tak, że inni prowadzą jego. - Nie dlatego, że brakuje osób do zmiany, bo jest nas około 10, stoi się nie częściej niż co 1,5 godziny i wszyscy są na miejscu, zawsze w gotowości. Ale ja chcę stać przy Grobie. Gdybym nie stanął, to byłaby misja niespełniona. Traktuję to jak obowiązek, nie strażacki, bo takiego nie ma, dla mnie to obowiązek chrześcijański - mówi Wrona. Stoi, bo chce służyć w ten sposób Bogu i społeczeństwu. - Czas warty to czas na przemyślenia, rozmowy z Bogiem, wyciszenia, skupienia. Jest bardzo potrzebny - przyznaje prezes.

Bywa, że podczas warty jest tłum ludzi w kościele lub całkiem pusto. - Cisza jest wtedy tak przejmująca, że słychać tykanie zegarka na ręku. Gdyby mysz przemknęła, słyszelibyśmy to dokładnie - uśmiecha się prezes.

Grób zna na wylot. Co roku uczestniczy w jego ustawianiu.

- Teraz wszystko jest mniejsze, łatwiejsze do montażu. Dawniej konstrukcja Grobu sięgała prawie pod sufit nawy bocznej. Wchodziło się na strych kościoła i na sznurach wyciągało niektóre elementy do góry - opowiada Stanisław Wrona.

Bez przymusu

Dowódcą rozprowadzającym jest również naczelnik czernichowskiej OSP Grzegorz Kowalski, ale i on staje na warcie. - To szczególny moment, gdy stoi się przed Grobem Pańskim. Tam doświadcza się czystego spokoju, to czas na rozjaśnienie umysłu - twierdzi. Służbę w straży przyjął ze wszystkimi jej urokami, nie unika niczego. A możliwość pełnienia warty - jak mówi - jest zaszczytem.

Zwykle stoją nieco starsi druhowie. Młodzi nie są przekonani. Czy uda się ich zachęcić? - Nie wszyscy chcą pilnować Grobu Bożego, a to dobrowolna służba, nie ma przymusu. Niektórzy młodzi tłumaczą, że nie mogą wystać bez ruchu, że boli ich kręgosłup. Za to drużyna kobieca garnie się do tej służby - uśmiecha się Krzysztof Sury, strażak z Czernichowa i inspektor, który z ramienia gminy opiekuje się strażami.

To nie wszystko, bo strażacy do służby w świątyni mają całkiem nowy narybek - dzieci z grupy „Ogników”. Towarzyszyli druhom seniorom podczas drogi krzyżowej i nawet nieśli z nimi wielki krzyż. Może kiedyś staną na warcie. - Daj Boże - mówi proboszcz ks. Wiesław Grzechynia, dziekan dekanatu Czernichów.

Krzysztof Sury zaznacza, że trzymanie straży przy Grobie nigdy się nie dłuży. Nikt nie nasłuchuje z niecierpliwością rytmicznych kroków zmienników. - Przeciwnie bywamy zdziwieni, że już idą, że czas minął - przekonuje.

Kiedyś te zmiany były co pół godziny i nikt nie narzekał. Chociaż niektórzy wychodzili z kościoła z zesztywniałymi kolanami. - Nie jest to wielki kłopot, tylko potem po schodach trudno zejść. Dlatego, że stoimy na baczność, z napiętymi mięśniami, bez ruchu, bo inaczej nie przystoi. Poza tym, czuje się na plecach wzrok ludzi - podkreśla.

Strażacy zauważają, że cisza bywa przerażająca, ale trudniej stać, gdy kościół jest pełen ludzi. - Rozpoczynając wartę, pierwszą minutę trzeba się wygodnie ustawić, ale ruch trzeba wykonać dyskretnie. Potem w ułożonej pozycji można wytrwać długo, pomaga modlitwa i medytacja - mówi Sury.

Zawsze z ludźmi

Wielkiego Tygodnia bez strażaków przy Grobie nie wyobraża sobie czernichowski proboszcz ks. Wiesław Grzechynia.

- Straż naśladuje rzymskich żołnierzy przy Grobie Chrystusa. To wymowny symbol. Tak było w każdej z sześciu parafii, w których pracowałem. Nawet w centrum Krakowa w parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła - mówi kapłan. - Tu jestem osiem lat i zdarzało się, że strażacy na wartę w niedzielę przychodzili przede mną. O godz. 5.20 czekali na otwarcie kościoła. Pełnią służbę z ochotą i dają świadectwo wiary tym, którzy ich obserwują. Pokazują, że są z ludźmi zawsze i zdobywają jeszcze większe zaufanie.

Czytaj także

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo

    Gry On Line - Zagraj Reklama