19.10.2011
O narcyzmie i zapatrzeniu w siebie
Roy McCloughy
"Żeby strącić z piedestału fałszywego bożka, musisz najpierw wstać z klęczek." R.H. Tawney
Ta wyraźna obsesja na własnym punkcie z pierwszych lat XXI wieku nie jest wcale objawem silnego, buntowniczego ego. Wydaje mi się, że mało który człowiek wygraża Bogu pięścią i próbuje stworzyć własną ideologię, konkurencyjną wobec wiary religijnej. Wręcz przeciwnie. Kiedy patrzymy na swoje odbicie w lustrze, szukamy czegoś lub kogoś, nie bardzo wiedząc, kim jesteśmy. Dzieje się tak między innymi dlatego, że straciliśmy wiele punktów odniesienia, które w przeszłości pozwalały w kręgu naszej kultury osądzać zachowanie, prawdę, piękno.
Pisząc w książce Upadek człowieka publicznego (The Fali of Public Man) o narcyzmie i zapatrzeniu w siebie, Richard Sennett nazwał je obsesją na punkcie znaczenia, "jakie ma dla mnie dana osoba czy dane wydarzenie".
Problem tkwi w nas samych: chcąc wciąż czegoś więcej, chcąc, by nasze relacje z innymi były "głębsze", wpędzamy się w stan permanentnego niezaspokojenia i nieustającej tęsknoty, którymi karmi się narcyzm.
Pragnienie stanowi ważny element naszego konsumpcyjnego społeczeństwa, dochodzi ono do głosu również w naszym życiu emocjonalnym. W książce The Steeple's Shadow (Cień wieży kościelnej) socjolog David Lyon opisał bałwochwalstwo jako "obdarzanie zaufaniem i nadzieją czegoś, co na to nie zasługuje ani nie jest w stanie zaspokoić tych oczekiwań".
Często kończy się na tym, że przyznajemy w życiu władzę niewłaściwym rzeczom. Jeżeli jako pokolenie cierpimy na niską samoocenę i nieustannie szukamy sposobów spełnienia, to jest bardzo prawdopodobne, że uchwycimy się, jak rozbitkowie, pierwszej deski ratunku, jaką zobaczymy. Nie zdajemy sobie jednak najwyraźniej sprawy z tego, że owe rzeczy, ku którym się zwracamy i które obdarzamy zaufaniem, zyskują nad nami władzę.
Kiedy przytrafi się to całej generacji, tak jak to ma miejsce dzisiaj, staje się ona słaba, a tendencja, która zaczynała się jako akt wolności, może pójść własną drogą rozwoju, inną niż to pierwotnie zamierzało poprzednie pokolenie, i przerodzić się ostatecznie w ucisk.
"To zadziwiające, że najpodlejsze życie, najnędzniejszą wegetację przypisuje się woli Bożej, jednak proporcjonalnie do tego, jak ludzie stają się zamożniejsi, a ich poziom i styl życia osiągają coraz wyższy poziom na skali materialnego dobrobytu, Bóg zsuwa się w ich oczach coraz niżej na skali odpowiedzialności."
Maya Angelou
Źródło: Bóg, seks i cała reszta spraw - Roy McCloughy
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
Artykuł bezpłatny
Artykuł tylko w wersji internetowej
Subskrybuj kategorię
Skomentuj
Wydrukuj
Wyślij link
-
27.10.2011
Tato, wolałbym, żebyś ty się ze mną pobawił!
Wielu ojców swoje wyrzuty sumienia spowodowane brakiem czasu dla własnych dzieci usiłuje uspokoić prezentami: dawaniem drogich zabawek, sprzętu technicznego, modnych ubrań. Niektórzy usiłują też "kupować sobie" dzieci większym kieszonkowym. -
27.10.2011
Kochać, ale jak?
"Wystarczy przejrzeć u fryzjera kilka czasopism, by odczuć żywe pragnienie nieużywania przez dłuższy czas słowa "miłość" - pisze Josef Pieper. I chociaż napisał to dobre kilkadziesiąt lat temu, niewiele się od tamtego czasu zmieniło.... -
26.10.2011
Nie dawajcie im rad. Nie potrzebują ich
-
26.10.2011
Ignacjańska obojętność
-
27.10.2011
Bóg w nas

Facebook
GooglePlus
Wykop










Brak komentarzy
Dodaj komentarz