08.09.2010
Rutyna? Czas na mały remanent!
Utarło się przekonanie, że nic tak nie zabija, jak codzienna rutyna. Nic bardziej błędnego, bo to co zabija, to bezwład i chaos, które w imię wspomnianej ideologii wkrada się w nasze życie. Czas więc na małe przewartościowanie.
Rytm życia
Tym razem - na przekór wieszczym słowom - i czucie, i wiara powiedzą to samo, co mędrca szkiełko i oko. Wystarczy palcami namacać puls na przegubie prawej ręki, by wyczuć ten najbardziej podstawowy rytm naszej egzystencji: bicie serca. Oto rutyna pierwsza, która trzyma nas przy życiu, nawet wtedy gdy wieszamy na niej psy lub zupełnie ignorujemy. Około 72 uderzeń na minutę, w dzień i w nocy, niezależnie od pory roku czy poziomu wody na Wiśle. Oczywiście, czasem tych uderzeń jest trochę więcej, a czasem mniej, ale zawsze miarowo i zawsze zgodnie z odwieczną logiką: skurcz - rozkurcz - skurcz - rozkurcz...
Warto tę logikę uświadomić sobie na nowo, zrozumieć i bardziej szanować.
Jak ważne są rytmy codzienności przekonamy się analizując własne zachowanie, np. zaraz po wstaniu z łóżka, kiedy zaczyna się rytualny taniec zmierzający do ostatecznego rozbudzenia. Pewnie przyłapiemy się na takiej lub podobnej sekwencji zdarzeń: prysznic, śniadanie, kawa, mycie zębów, sprawdzanie poczty elektronicznej... a w tle jakaś radiowa obecność. Te same czynności i gesty przez lata wykonywane z automatyczną precyzją sprawiają, że zadomawiamy się i zapuszczamy korzenie, a to z kolei daje nam poczucie bezpieczeństwa. Wystarczy jednak, że obudzimy się w innym miejscu, by odczuć znaczącą różnicę, zwłaszcza jeśli jesteśmy już mocno zaawansowani w latach. Ale dzięki przyzwyczajeniom i rutynie, którą przecież łatwo odtworzyć, możemy opanować ewentualny dyskomfort i znowu poczuć się bezpiecznie. Wystarczy przywrócić prosty ciąg wydarzeń: prysznic, kawa, poczta, pierwszy telefon do żony (lub mamy, w przypadku starokawalerstwa) itp.
Doświadczenia graniczne
Szczególnej wymowy jednak nabierają te proste doświadczenia w sytuacjach granicznych, tj. gdy doświadczamy cierpienia, zagrożenia życia lub innych spraw ostatecznych. Wtedy nierzadko utracona codzienność objawia niezwykłą prawdę o sobie. Przytoczę dwa świadectwa moich współbraci z czasów II Wojny Światowej. Niedawno zmarły kard. Adam Kozłowiecki w swojej wojennej autobiografii (pt. Ucisk i strapienie) opowiada o tragicznych wydarzeniach z przełomu 6 i 7 lipca 1940 r., które miały miejsce w obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Ponieważ uciekł jeden z więźniów esesmani przeprowadzali “dochodzenie”, tj. biciem i znęcaniem się próbowali wymusić zeznania współwięźniów. Jedną z kar był wielogodzinny apel całego obozu, czyli stanie na baczność pod czujnym okiem strażników, którzy okrutnie karali każdy minimalny gest zmęczenia czy braku opanowania potrzeb fizjologicznych. Tę nieludzką torturę o. Adam zniósł uczestnicząc w wyobraźni w życiu jezuickiej wspólnoty. Stojąc całą noc i dzień na placu apelowym duchem był w Krakowie na ul. Kopernika 26. O 4.30 obudził się i wstał z łóżka, następnie po porannej toalecie poszedł na nawiedzenie Najświętszego Sakramentu do kaplicy, potem wrócił do pokoju i odprawił poranną medytację, następnie Msza św. (była wtedy niedziela) itd. Przywrócenie rytmu życia nawet w wyobraźni przyniosło mu ulgę i wytchnienie w cierpieniu.
- 1
- 2
- następna »
- 1
- 2
- następna »
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
Artykuł bezpłatny
Artykuł tylko w wersji internetowej
Subskrybuj kategorię
Skomentuj
Wydrukuj
Wyślij link
-
27.10.2011
Tato, wolałbym, żebyś ty się ze mną pobawił!
Wielu ojców swoje wyrzuty sumienia spowodowane brakiem czasu dla własnych dzieci usiłuje uspokoić prezentami: dawaniem drogich zabawek, sprzętu technicznego, modnych ubrań. Niektórzy usiłują też "kupować sobie" dzieci większym kieszonkowym. -
27.10.2011
Kochać, ale jak?
"Wystarczy przejrzeć u fryzjera kilka czasopism, by odczuć żywe pragnienie nieużywania przez dłuższy czas słowa "miłość" - pisze Josef Pieper. I chociaż napisał to dobre kilkadziesiąt lat temu, niewiele się od tamtego czasu zmieniło.... -
26.10.2011
Nie dawajcie im rad. Nie potrzebują ich
-
26.10.2011
Ignacjańska obojętność
-
27.10.2011
Bóg w nas
Facebook
GooglePlus
Wykop










Brak komentarzy
Dodaj komentarz