06.02.2012

Polska bliska czy daleka?

Dziś przekraczanie granicy polsko-litewskiej jest o wiele prostsze, niż kiedyś. Fot. Marian Paluszkiewicz

Polska w emocjonalnym i duchowym odbiorze litewskich Polaków od wieków mieści się w sztywnych ramach dwóch definicji.

Pierwsza — „Ojczyzna jest tylko jedna” i druga, którą podyktował nam Wieszcz — „Litwo! Ojczyzno moja!”. Dlatego też Polak z Polski na Litwie raczej nie spotka rodaka, którego Polska byłaby też jego ojczyzną, bo „ojczyzna jest tylko jedna”, a tę dla litewskich Polaków jednoznacznie definiuje Adam Mickiewicz.

Polska zaś jest dla nich „Macierzą” z całą konsekwencją emocjonalną wyciekającą ze znaczenia tego słowa, bo nie tylko „Ojczyzna”, ale też i „Matka” jest tylko jedna.

Po zawieruchach okresu wojennego i późniejszych latach okupacji sowieckiej, kiedy granice Polski przesunęły się na Zachód, pozostawiając tu, na Wschodzie, miliony swoich obywateli, litewscy Polacy czuli się niczym dzieci zabrane ich matce… Żelazna kurtyna, która to dla obywateli Zachodu przebiegała wzdłuż granic byłego bloku sowieckiego, dla litewskich Polaków zapadła na litewsko- i białorusko-polskiej granicy. Toteż lata sprawiły, że zapomniani i opuszczeni przez ówczesną Polskę, Polacy na Litwie sami o niej zaczęli zapominać, a następne pokolenia w ogóle nie znały ojczyzny swojego narodu.

Polska stawała się krajem nieznanym, szczelnie chronionym przez żelazną kurtynę. I gdy sytuacja zaczęła się zmieniać i Polacy z Litwy mogli wyjeżdżać za granicę, podróżując do Polski, to dopiero zaczynali od nowa poznawać swoich rodaków za żelazną kurtyną i wspólną kiedyś Ojczyznę.

— Był to jak wyjazd do zupełnie obcego państwa. Musieliśmy otrzymać różne pozwolenia, zaświadczenia, paszporty zagraniczne, spełnić wiele innych wymogów — Antoni Jankowski, prezes solecznickiego Uniwersytetu III Wieku, wspomina swój pierwszy wyjazd do Macierzy. Był to początek lat 60. Jako jeden z animatorów szkolnictwa polskiego w powojennej Litwie, Jankowski z grupą innych pedagogów został wysłany na szkolenia do Polski.

— Dla nas to był wyjazd na Zachód, jakby do kapitalistycznego kraju — wspomina Antoni Jankowski. Aczkolwiek, jak mówi, w Polsce wtedy też nie było swobody, bo nie mógł zwyczajnie zerwać się ze szkoleń, żeby odwiedzić swoich bliskich i znajomych, którzy po 1945 roku byli zmuszeni wyjechać z Wilna.

— Spotykaliśmy się w Gdańsku, potajemnie. Jeździłem tam nocą, bo zwyczajnie nie wolno było opuszczać nam szkoleń — wspomina pedagog-pedagogów, jak naszego rozmówcę oceniają za zasługi w odrodzeniu polskiego szkolnictwa na Litwie.

Nie były to łatwe spotkania, bo w obawie o swoją karierę, czy zwyczajnie los swój i bliskich część wilniuków starało się ukrywać swoje kresowe pochodzenie.

— Więc musieliśmy być ostrożni w nawiązywaniu kontaktów z rodakami z Wileńszczyzny, bo takie kontakty mogłyby im w jakiś sposób zaszkodzić — zauważa Jankowski. Jak wspomina, również oni, Polacy z Litwy byli odbierani inaczej niż dzisiaj.

— Poza byłymi kresowiakami, niewielu Polaków w Polsce wiedziało, że na Litwie mieszkają ich rodacy, że zachowali język ojczysty, a teraz odradzają szkolnictwo.

— Byliśmy często nazywani ruskimi, bo nie wielu wiedziało o polskiej mniejszości na Litwie — mówi Jankowski. Przypomina, że gdy w Warszawie zawitał do biura Polonii i opowiadał, że jest dyrektorem pierwszego w Związku Radzieckim polskiego domu dziecka w Podbrodziu, że mają swoją szkołę, też polską, że chciałby nawiązać współpracę z Polonusami, to został potraktowany per noga, bo został wysłuchany, ale o jakiejś współpracy nie było mowy.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz