21.12.2011

KSIĄŻĘ I ŻEBRAK

Szymon Kazimierski

Bodo we fraku

Słynna powieść Marka Twaina o tym samym tytule przedstawia historię dwóch chłopców, syna króla i syna złodzieja. Chłopcy, podobni do siebie jak dwie krople wody, zamienili się swoim ubraniem. Dzięki temu syn złodzieja Tomek, stał się księciem, a syn króla Edward, stał się nędzarzem. Nasza opowieść będzie o chłopcu, który tak jak Edward, z pozycji księcia spadł na samo dno ludzkiej nędzy. Opowieść Marka Twaina kończy się happy endem. Nasza opowieść nie będzie miała dobrego zakończenia.

Są ludzie świecący jak gwiazdy. Ludzie, którym zawsze wszystko się udaje, a dzięki licznym talentom, udaje się im to wszystko, jak gdyby bez najmniejszego wysiłku. Są rzutcy i dynamiczni. Otacza ich orszak zapatrzonych i zauroczonych przyjaciół, znajomych i pochlebców, którzy czekają z niecierpliwością na to, co idol powie, jak się zachowa, w co się dzisiaj ubierze…

28 grudnia 1899 roku, w mieście Genewie w Szwajcarii, mieszanemu polsko-szwajcarskiemu małżeństwu, urodził się chłopak. Bogdan Eugène Junod. Jego ojciec Teodor Junod był Szwajcarem, matka Jadwiga Anna Dorota z Dylewskich, była Polką. Rodzice wyznawali kalwinizm i w takiej religii wychowywali syna. Po latach, z pierwszych liter swojego imienia i pierwszych liter trzeciego imienia matki, chłopak utworzy sobie pseudonim artystyczny. Będzie on brzmiał – BODO!

Teodor Junod zajmował się prowadzeniem objazdowych teatrzyków i kabaretów, z którymi rodzina wędrowała przez całą Rosję i dopiero w roku 1903 osiadła na stałe w Łodzi. Tutaj pan Junod założył pierwsze w Łodzi kino o nazwie „Urania”. Sama koncepcja kina w stale rozrastającej się Łodzi była niewystarczalna, a wobec tego do kina doszły wkrótce występy cyrkowe i programy kabaretowe.

Bodo rozpoczyna karierę artystyczną

Mały Bogdan wzrastał w towarzystwie tancerzy, kuglarzy i piosenkarzy, a że miał do tego smykałkę, już w wieku lat dziesięciu opracował swój własny, prywatny numer sceniczny zwany „10 letni kowboj Bodo – cudowne dziecko XX wieku”. Przebrany w kostium kowboja, mały Bodo żonglował lassem, strzelał z kolta, fertycznie tańczył szalone irlandzkie tańce i bardzo ładnie śpiewał „Yankee Doodle”, czym rozgrzewał widownię, wiwatującą i bijącą mu brawa na stojąco.

Od razu trzeba powiedzieć, że to bardzo nie podobało się jego matce. Między rodzicami dochodziło do spięć. Ojciec nie miał nic przeciwko występom estradowym małego Bogdana, matka natomiast uważała, że syn powinien zająć się nauką, aby w przyszłości zostać szanowanym lekarzem. Wreszcie między rodzicami nastąpił rozwód, a po rozwodzie Bogdan został z ojcem, matka zaś wyjechała za granicę.

Bodo rozpoczął naukę w łódzkiej szkole handlowej, ale widać było, że kompletnie nie nadawał się do tego zawodu. Do wymarzonej przez matkę medycyny miał talentu chyba jeszcze mniej, bo mdlał na widok każdej, nawet niewielkiej rany.

Wreszcie, zniecierpliwiony głupią nauką w głupiej szkole, w roku 1916 uciekł z domu, pojechał do Poznania, a tam znalazł zatrudnienie w teatrze „Apollo”, początkowo, jako bileter, ale już od 11 stycznia 1917 roku, jako piosenkarz i tancerz. Na pewien czas wraca do Łodzi, potem występuje w Lublinie, by w końcu, w roku 1919 przenieść się do Warszawy. Do Warszawy zaprasza też swoją matkę, która nareszcie pogodziła się z myślą, że Bogdan jednak nie będzie sławnym doktorem, więc w kąt odłożyła marzenia i wzięła się za prowadzenie mu domu.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz