05.12.2011

Co u Pana Alfreda?

Alfred Schreyer: „Nie myślałem, że kiedyś będę mieszkał w rozkosznym Hiltonie”

www.jewishfestival.pl

Dawno nie widziałem Alfreda Schreyera w tak dobrym nastroju. Przyczyną tego była jego niedawna podróż do Wiednia, gdzie odbyła się premiera filmu dokumentalnego jego legendarnego krajana „Ostatni Żyd z Drohobycza” („Der lezte Jude aus Drohobych”).

– Na lotnisku Schwechat, witał nas reżyser filmu Paul Rosdi, – mówi pan Alfred, – od razu pojechaliśmy do zarezerwowanego dla nas hotelu. Ja i koledzy (Lew Łobanow i Tadeusz Serwatka – aut.) byliśmy zdziwieni, że zarezerwowano dla nas pięciogwiazdkowy Hilton. Czy mogłem kiedyś marzyć, że będę mieszkał w tak rozkosznym miejscu?

Okazało się, że nie przypadkiem zarezerwowano dla nas taki hotel: Film Paula Rosdi został zakwalifikowany do udziału w festiwalu filmowym „Biennale”, jednym ze sponsorów którego jest sieć hoteli Hilton. Zaraz po „zainstalowaniu się” w hotelu, Paul Rosdi zaproponował nam wycieczkę po Wiedniu.

– Byłem już w stolicy Austrii przed siedmiu laty, ale nigdy nie widziałem tyle, jak tym razem. Paul jest zakochany w swoim mieście i okazało się, że jest człowiekiem nie tylko nadzwyczaj gościnnym, ale i wspaniałym przewodnikiem. Pokazał nam wszystkie cuda tego bajkowego miasta, – kontynuuje pan Alfred. – A miasto naprawdę jest czarujące, To miasto-feeria, miasto-muzeum. Ciekawe i zachwycające jest tu wszystko. Większość kamienic ma tylko dwa-trzy piętra, jednak wydają się o wiele wyższe: wysokość mieszkań sięga tu czterech metrów, żeby człowiek czuł się tu wygodnie i komfortowo. A oświetlenie ulic i alei, a oświetlenie zabytków! A jeszcze pałace, dziesiątki teatrów, każdy w swoim stylu. Wiedeńska Opera – to w ogóle coś niebywałego. Wiele widziałem w swoim długim życiu, ale takich wspaniałości, jak w Austrii, nie widziałem nigdzie więcej”.

Wieczorem pierwszego dnia drohobyccy muzycy-klezmerzy mieli próbę. Zadziwiły ich instrumenty i współczesna aparatura nagłaśniająca. Według słów pana Alfreda, Lew Łobanow grał na unikalnym elektrycznym pianinie Yamaha i był z instrumentu bardzo zadowolony.

Wydarzeniem, na które do Gmachu Sztuki (Künstlerhaus) zaprosili naszych ziomków Austriacy, był pokaz filmu o mieszkańcu Drohobycza Alferdzie Schreyerze, więźniu trzech obozów koncentracyjnych, który 8 maja br. skończył 89 lat. Sala na trzysta widzów zapełniona była całkowicie, wiele osób stało, wielu nie mogło dostać się do Sali, mimo szczerych chęci. Pan Schreyer widział w kolejce po bilety tłumaczkę utworów Szulca na język niemiecki – Doren Daume, ale nie wie czy dostała się na pokaz i jego występ.

– Program był bardzo nasycony, i żałuję, że z frau Doren nie mogłem się spotkać: byliśmy w Wiedniu tylko dwa i pół dnia, – mówi mój współrozmówca. Występ trio z Drohobycza poprzedził demonstrację filmu „Ostatni Żyd z Drohobycza”. Przed koncertem Alfred Schreyer zwrócił się do Wiedeńczyków:

– Panie i panowie! Ostatni raz przed filmem grałem na skrzypcach 10 stycznia 1961 roku w Drohobyczu. Dziś z wielką przyjemnością robię to w waszym czarującym mieście.

Następnie muzycy zaśpiewali przedwojenne polskie tango „Przy kominku”, ukraińską piosenkę „Oj ty dziewczyno, z orzecha ziarna”, rosyjski romans „Wasz Liścik”, a na zakończenie wykonali wiązankę melodii żydowskich.

– Muszę stwierdzić, – kontynuuje pan Alfred, – w tym dniu byłem „przy głosie” i sprzyjało temu ciepłe przyjęcie widzów. Chociaż nie rozumieli słów, urządzili owację. A już gdy zaśpiewaliśmy znana w wielu krajach żydowską Hevenu shalom aleichem, to razem z nami śpiewała cała sala.

Pytam artystę o sam film, o wrażenia bohatera filmu o samym sobie?

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz