19.07.2011

Meteoryt Tunguski, czyli sto lat wciskania kitu

Szymon Kazimierski

Czegoś takiego spodziewał się Leonid Kulik. Na zdjęciu krater po uderzeniu wielkiego meteorytu. Arizona. USA

30 czerwca 2011 roku minęło dokładnie sto trzy lata od czasu, kiedy to w roku 1908 roku, wcześnie rano, na pustkowiach środkowej Syberii, nad rzeką Podkamienna Tunguska, doszło do nieprawdopodobnego wręcz wybuchu.

Wybuch powalił ponad 2000 kilometrów kwadratowych tajgi. Na tym obszarze zginęło wszystko, co żywe. Rośliny, ludzie i zwierzęta. Fala sejsmiczna, wywołana wybuchem dwukrotnie obiegła kulę ziemską i została zarejestrowana przez wszystkie ośrodki sejsmiczne na świecie! Sejsmografy Irkucka i Taszkientu zanotowały czas, w którym nastąpił wybuch. Była to godzina siódma, siedemnaście minut i jedenaście sekund czasu miejscowego.


Leonid Kulik

Niewyjaśniona tajemnica gigantycznej eksplozji

Stacje meteorologiczne odnotowały z kolei silną falę wzrostu ciśnienia atmosferycznego, podobnie jak fala sejsmiczna, obiegającą ziemię dookoła! Słup ognia osiągnął w miejscu wybuchu wysokość 20 kilometrów! Na miejscu, gdzie początkowo stał słup ognia, pojawiła się gigantyczna chmura, podobna do znanego nam, atomowego grzyba! Podmuch gorąca zapalał lasy i demolował siedziby ludzkie! Huk wybuchu słyszany był na powierzchni ponad miliona kilometrów kwadratowych, w promieniu około tysiąca kilometrów od epicentrum! Na dwadzieścia kilometrów od miejsca wybuchu huk miał taką siłę, że wszyscy przebywający tam ludzie zostali na pewien czas pozbawieni słuchu! Kilka minut po wybuchu powstała burza magnetyczna. Magnetometry pokazywały na terenie wybuchu drugi biegun północny! Maszynista pociągu kolei transsyberyjskiej, koło miejscowości Kańsk, oddalonej od miejsca wybuchu o 800 kilometrów, musiał zatrzymać pociąg w obawie, że pociąg spadnie z rozedrganych i wibrujących szyn. Na rzece Angarze powstała gigantyczna fala, tak wysoka, że niosła ze sobą pnie drzew z porozrywanych tratw USTAWIONE PIONOWO! Na rejon tunguski spadł czarny deszcz. Przez wiele dni po wybuchu obserwowano tak zwane białe noce w wielu miejscowościach Azji i Europy. Światło było tak silne, że można było przy nim czytać i robić zdjęcia.

Takie niesamowite wydarzenie, zdawałoby się, postawi całą światową naukę na nogi i najświetniejsi matadorzy najróżniejszych specjalności naukowych natychmiast zajmą się wyjaśnianiem tego zaskakującego zjawiska. Tak by się mogło wydawać, ale nic takiego się nie stało. Jakoś nikt nie kwapił się do zbadania fenomenu na miejscu jego powstania, nikt nie nagabywał rządu rosyjskiego o pozwolenie udania się w głąb tajgi i na dobrą sprawę nie było nawet ustalone konkretne miejsce, gdzie nastąpił wybuch. Wiedziano tylko, że wybuch nastąpił gdzieś za ostatnią zamieszkałą wioską, bardziej może faktorią kupiecka niż wioską, zwaną Wanawara. Faktoria trudniła się głównie handlem z plemionami Tunguzów, zwanych też Ewenkami, żyjących luźnymi grupami w głębi tajgi. W języku miejscowego plemienia Ewenków anawari, znaczy handlować.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz