08.02.2012

3 nieoczywiste korzyści z noszenia dziecka w chuście

Przyjemna bliskość, wolne ręce, wygodne wycieczki w miasto, mniej łez i innych strasznych historii – to oczywistości w przypadku noszenia, o którym napisano już niejedno. Ale mnie wciąż po głowie chodzą jeszcze trzy rzeczy, o których czyta się rzadko, a które uczyniły moje życie naprawdę fajowym. Podzielę się więc nimi, a co!

Chustofile pewnie uśmiechną się ze zrozumieniem a nieprzekonani… może się przekonają.

Rzecz pierwsza: Duży Olo rozdaje uśmiechy

Na początku wcale mnie te ochy i achy nie dziwiły. Wiadomo, mały świerszcz chrapie sobie u mamy na piersi – no miód nieskalanego macierzyństwa! Wszyscy widzowie takiego widowiska ronią co najmniej pół łzy wzruszenia. Ale później rozpętało się jakieś dziwne zjawisko, którego nigdy bym się nie spodziewała. W kolejkach różnej maści, w centrach handlowych i urzędach – moje dziecko zaczęło uśmiechać się do ludzi. A może to ludzie uśmiechali się do niego? Zależność przyczynowo-skutkowa nie została wyjaśniona. Fakt pozostał jednak faktem: płacę w kasie, odwracam głowę, a tam jakaś kobieta szczerzy się do nas i macha entuzjastycznie ręką. Zza niej wychyla się starszy pan, a zza pana – dwie nastolatki. Śmieją się ewidentnie. Do mnie? – myślę sobie. A z jakiej to okazji pół kolejki się do mnie śmieje? Ale nie, to nie do mnie, skądże. Towarzystwo rechocze do mojego dziecka, które również szelmowsko się do nich wyszczerza. Skubaniec mały – myślę sobie – ten to ma farta. Żeby nie być niesprawiedliwą muszę przyznać, że mnie też czasem skapnie jakiś uśmiech od zauroczonej pani lub pana. Ale nigdy, przenigdy w życiu nie cmokało w moim kierunku tyle obcych osób. I pewnie nigdy by mnie ta przyjemność nie spotkała, gdybym woziła dziecko w wózku. Niesione na wysokości wzroku aż zachęca do kontaktu. Siedzi sobie wygodnie twarzą w twarz z dorosłymi i korzysta z tego położenia, nawiązując swoje własne znajomości. A ja mam nadzieję, że taki już pozostanie – otwarty i radosny.

Rzecz druga: Babcia drży, a Olo smarka głośno

Kiedy przygotowywałam się mentalnie do roli mamy, coś gdzieś między wierszami wspominano o wydzielinach, katarach i glutach – ale po pierwszym naszym przeziębieniu całowałam nosidło w panel, składając za nie modły do wszystkich sił wyższych. Wszystko było rutynowo, temperatura była, gil był i było charchanie. I babcia lamentująca, że zaraz wszystko zejdzie na oskrzela, na płuca i na szpital, bo takie małe dzieci to cyk-myk – i pozamiatane. Ale jakoś parliśmy do przodu bez gwałtownych pogorszeń. Młody chrapał, sapał i jęczał, ale spionizowany – oddychał w miarę spokojnie. Za to położony do łóżka natychmiast się zatykał i krztusząc nie mógł spać. Szybko wykumałam, że gościa trzeba poić i nosić, pozwalać glutom być łykanymi i cieszyć się, że nic nie zalega. Teraz już wiem, że naszym największym sprzymierzeńcem w walce z gilem jest właśnie… noszenie. Nie ma przewlekłych stanów zapalnych, reinfekcji i innych historii. Zaliczyliśmy już kilka katarów i jedno większe choróbsko, i nigdy nie skończyło się antybiotykiem. Wszystko przeganiamy sami. Czasem nawet zasypiam z młodym na siedząco i wsłuchując się w jego spokojny oddech też się uspokajam, że będzie dobrze, że wyzdrowiejemy.

Rzecz trzecia: Mama Ania bez nadwagi

W ciąży przytyłam osiemnaście kilo. Wyglądałam jak wielka beza, turlająca się niezdarnie z ogromnym brzucholem na przedzie. I choć nie jestem z tych, co przesadnie przejmują się rzeźbą i linią, czasem zastanawiałam się, jak będzie wyglądać moje ciało po porodzie.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz