03.02.2012

Szpieg z krainy śniegowców. Dziecko w roli naukowca

Powiedz mi, a zapomnę, Pokaż mi, a zapamiętam, Pozwól mi zrobić, a zrozumiem. / Konfucjusz/

Już wszystko było: cudna wiosna tej zimy, zaklinanie śniegu, łyżwy, narty, sanki, bitwa na śnieżki. Do zimy można jednak podejść też inaczej – naukowo. Należy ubrać siebie i dziecię stosownie do warunków atmosferycznych, włożyć do torby pojemniki, słoiki lub inne wiaderka i wyruszyć na wyprawę po podstawowy zimowy materiał badawczy – śnieg. Spokojnie, niezbyt daleko, bo pewnie jest zimno.

Przyprawa do bieguna

Zimno, nie zimno – na poszukiwania warto iść… po południu lub wieczorem. Gdy w świetle latarni lub latarni oraz księżyca śnieg się iskrzy, błyszczy i świeci. Można pobawić się w jak najpowolniejsze stawianie kroków i zwrócić uwagę dziecka na skrzypienie śniegu pod butami. Zwykle przebiega się po nim szybko i traktuje tylko jak domyślną zimową pokrywę górek, a niesłusznie – śnieg deptany z czułością wydaje przeróżne dźwięki. Nawet jeśli teraz popukaliście się w czoło, zerknijcie na zachwyconą minę potomstwa odkrywającego śnieżną mowę.

Możliwe, że mieszkacie blisko lasu albo przynajmniej parku. Możecie wtedy szukać na śniegu śladów zwierząt, a przy okazji porozmawiać o ich wyglądzie i zimowych obyczajach. Jeśli w pobliżu waszego domu parku ani lasu nie ma – wystarczą ślady psa, kota albo ptaka na trawniku wzdłuż chodnika. Tu warto przedyskutować z dziećmi sprawę pomocy zwierzętom miejskim w przetrwaniu mrozów z godnością.

Ale celem wyprawy jest znalezienie śniegu i przyniesienie do domu.

Jak udowodnić, że białe jest białe?

Po drodze należy zebrać śnieg z różnych miejsc – z ulicy, drzewa przy jezdni, gałęzi w lesie, podwórza – jak was tylko poniesie wyobraźnia lub ograniczy liczba zabranych z domu pojemników. W domu trzeba przygotować gazę, sitka, filtry do kawy, lejki, watę, chusteczki i takie tam, po czym… stopić przyniesiony śnieg, obserwować go, przy okazji badając kolor, przejrzystość i temperaturę. Różnice dobrze widać w przezroczystych słoikach lub szklankach.

Warto dodatkowo przynieść do domu też jakiś kryształowo czysty sopel – sople chyba najbardziej kuszą dzieci do lizania, żucia i podgryzania. I stopić.

Rezultat dla nas jest raczej łatwy do przewidzenia – okaże się, iż białe nie oznacza czyste, ponieważ zwykle zawiera jakieś zanieczyszczenia. Dziecko będzie dumne z samodzielnego odkrycia i z wiedzą, czemu śniegu nie należy jeść, już raczej nie będziemy musieli mu o tym na dworze nigdy przypominać. No i można śmiało eksperymentować dalej bez obaw o pożarcie materiału badawczego.

Trzy stany skupienia dla początkujących

Już najmłodsze dzieci mogą być odkrywcami. Dotykając śniegu, mogą poznać jego właściwości, np. temperaturę, wilgotność, itd., albo porównywać do innych rzeczy, np. białość do koloru papieru lub sypkość do konsystencji cukru pudru. Śnieg można obwąchać, posklejać, poturlać – eksperymentować w ten sposób można i pół dnia, a wszystkie zmysły będą z tego na pewno bardzo zadowolone. Taka zabawa wzbogaca też słownictwo i wyobraźnię.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz