23.12.2011

Zwierzę to nie jest prezent, czyli gdyby zwierzęta umiały mówić…

Moje dziecko nie zje karpia, właściwie nie zje żadnej ryby. Przygotujemy wegewigilię – bo szanujemy zwierzęta i nie mamy zamiaru męczyć – zgodnie z okrutną tradycją – karpia w wannie. Mamy w domu cztery koty.

 Przygarniamy pod swój dach biedne zwierzęta, które dom straciły albo nigdy go nie miały, a chciałyby mieć. Staramy się przez to uczyć dziecko – tak jak potrafimy – empatii. Słuchamy głosów zwierząt i przekazujemy to, co z pewnością by nam powiedziały w ten wigilijny wieczór, gdyby mówić umiały. Właściwie to zaręczam, że potrafią – na swój sposób. Pisząc ten tekst, opieram się wyłącznie na swoich doświadczeniach.

Mam swoje miejsce w domu – uszanuj to

O zbawiennych właściwościach dogo- i felinoterapii rozpisywać się nie trzeba. Znam wiele przypadków, kiedy pies czy kot stanowią kotwicę bezpieczeństwa dla dziecka z porażeniem mózgowym albo dziecka autystycznego. Mój syn poraczkował po raz pierwszy do kotka, pierwsze 12 kroków, niepewnych, zrobił do kota. Pierwsze westchnienia zachwytu też były do kota. Moje doświadczenie – i moich znajomych – pokazuje wyraźnie, że dziecko bardzo często jest stymulowane do ruchu właśnie przez zwierzę. Koty były jednak u nas pierwsze i założyłam, że należy im się też poszanowanie ich miejsca w domu. Przez pierwsze miesiące, kiedy dziecko spało z nami, koty spały w innym pokoju. Bałam się trochę 5 kg udeptujących małe bezbronne ciało. Warto na to uważać. To tylko zwierzę, które szuka bliskości, a może zrobić krzywdę. Dziś często zastaję kota w łóżeczku mojego syna – Matylda przeciąga się niewinnie, jakby chciała powiedzieć: ależ znalazłam się tu zupełnie przypadkiem. Nie przeszkadzają sobie, a nawet chyba… dobrze im się razem śpi. Pozwalam na to. Zawsze dbam jednak o to, żeby koty były zdrowe, regularnie odrobaczane (raz na pół roku, mimo że z domu nie wychodzą). Zwierzaki odnalazły się z pewnością w trudnej też dla nich sytuacji – zostawiłam sprawy swojemu biegowi. Ktoś powie, że mam cudowne zwierzęta, bo są koty, które robią się zazdrosne. Spróbujmy sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje?

Znaczenie moczem, prychanie na nas i na dziecko dość często bywa reakcją na to, że już nie mamy dla nich czasu, że zostały zepchnięte na boczny tor. Znajdźmy czas na to, żeby ukoić skołatane nerwy głaskaniem miłego grzbietu – to naprawdę działa. Zadbajmy również o kocią i psią psychikę – zwierzaki na pewno się nam odwdzięczą. One też czują zmianę i nie zawsze jest im z tym komfortowo.

Nie kupuj mnie dla dziecka

Wciąż zastanawia mnie, skąd pojawia się pomysł, że kiedy rodzi się dziecko, najlepiej sprawić sobie szczeniaka. To tak jakby mieć w domu drugiego malucha, który jednak zamiast w pieluszki, załatwia swoje potrzeby na podłogę. Jeśli już naprawdę bardzo chcemy przygarnąć pod swój dach psa, kiedy pojawi się dziecku, przemyślmy wzięcie psa dorosłego, którego charakter jest już znany. Dajmy mu też czas na to, żeby oswoił się i z nowym miejscem, i z nowymi domownikami. Warto skorzystać z pomocy domów tymczasowych. Prowadzą je ludzie, którzy przygarniają pod swój dach psy „na trochę”. Socjalizują je, uczą chodzić na smyczy, przyzwyczajają do kontaktu z innymi ludźmi, uczą zostawać w domu samemu (tak, tak, jest to często problem) etc. Z pewnością uzyskamy od nich informacje co do psich obyczajów.

Nie polecam kilkumiesięcznego kotka. Nawet jeśli ktoś myśli, że nie przywiązuje się do rzeczy w swoim mieszkaniu, stłuczona kryształowa skrzynka, poszarpane firanki i podrapane obicie fotela – to może być za dużo. Koty to zwierzęta stadne – uczą się od siebie wzajemnie. Jeśli już koniecznie chcemy patrzeć na radosne dorastanie małego kota, sprawmy mu towarzysza w jego wieku. W ten sposób unikniemy porannego podgryzania palców u stóp. Bo… kocięta zajmą się sobą. Zdecydowanie lepszym pomysłem jest jednak znowu zabranie kota – dorosłego – z domu tymczasowego. Najlepiej takiego, w którym jest dziecko. Mamy wtedy gwarancję, że tupot małych nóżek, pisk i krzyk nie przerazi zwierzęcia, bo będą one już dla niego znajome. I najważniejsze – nie kupujmy zwierząt dla dzieci. Przygarnijmy je najpierw dla siebie. To my będziemy wychodzić na spacer, sprzątać kuwety, biegać do weterynarza. To nie dziecko poniesie koszty wizyt w przypadku choroby pupila. Weźmy to pod uwagę, zanim przygarniemy zwierzaka pod swój dach. Weźmy za niego odpowiedzialność.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz