19.11.2011

Wrażliwość na człowieka

Ks. Wit Pasierbek SJ: ROZWAŻANIA NIEDZIELNE

"Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"

(Mt 25, 40)

Uczciwy człowiek powinien przynajmniej raz w życiu postawić sobie pytanie: co stanie się z nim po śmierci, jak to będzie wyglądać? Chrześcijanie znają już odpowiedź, która wypływa z niedzielnej ewangelii zamykającej rok liturgiczny.

Przedstawiony jest w niej sąd, który dokonuje król nad podwładnymi. Jest to jedna z najbardziej obrazowych przypowieści opowiedzianych przez Jezusa. W treści bardzo jasna i konkretna. Sąd sprawowany przez króla jest tym samym, jaki my sprawujemy wobec brata. W rzeczywistości to my sądzimy, przyjmując lub odrzucając kogoś. Król stwierdza tylko, co my czynimy, a będzie nas sądził według naszych reakcji na potrzeby ludzi, czyli z miłości do Niego i do drugiego człowieka. Wydawać się więc może, że to nie musi być takie straszne, bo przecież każdy kocha i chce być kochanym, i to doświadczenie nie jest nam obce. Przeciwnie, stanowi ono istotę każdego dnia.

To prawda, ale Jezus zwraca uwagę na dosyć istotną formę miłości. Bowiem kochać rodziców, męża, żonę, dzieci, przyjaciół, to właściwie żadna sztuka, ale kochać najmniejszych, najuboższych, bezbronnych, nieporadnych życiowo, nieznajomych i w końcu nieprzyjaciół, to naprawdę trudne. I o taką miłość właśnie chodzi.

Czym właściwie ona się charakteryzuje?

Najpierw musi to być pomoc w prostych sprawach. Te rzeczy, które wymienia Jezus - dać głodnemu chleb, spragnionemu pić, przyjąć przybysza do domu, przyodziać nagiego, odwiedzić chorego i więźnia, to są właśnie te proste czynności, które każdy potrafi. Nie chodzi tutaj o coś nadzwyczajnego, wielkie pieniądze, ale o rzeczy potrzebne na co dzień.

Pomoc musi być niewyrachowana, nieegoistyczna. Ci, którzy jej udzielali, nie myśleli o tym, że pomagają Chrystusowi. Ich pomoc była naturalna, zwyczajna, kierowana sercem wobec potrzebującego człowieka. Istnieje niebezpieczeństwo kierowania się własnym interesem, płynącymi z tego korzyściami i nawet, jeżeli efekt pomocy jest ten sam, bo udzieliliśmy widocznej pomocy, to zasługa żadna. Można bowiem tak dawać, że odtąd osoba obdarowywana czuje się naszym dłużnikiem, albo można to czynić z czystej filantropii, szczodrobliwości, na pokaz.

Ci bowiem, którzy w ewangelicznej przypowieści nie udzielali pomocy, tak właśnie myśleli: "Gdybyśmy wiedzieli, że to Ty jesteś, na pewno chętnie byśmy Ci pomogli, ale myśleliśmy, że to jest tylko jakiś zwyczajny człowiek, który nawet nie jest wart uwagi".

Nie mieli w tym żadnego interesu. Doskonałym "puryfikatorem" naszych intencji i egoistycznej miłości jest wiara. Chrześcijanin tym różni się od wspaniałych, hojnych humanistów, że to, co robi z miłości wobec innych, robi z pobudek wiary, ze względu na Chrystusa, bo to On był pierwszy tak postępując. A do tego nie jest zobowiązany niewierzący.

I jeszcze jedna prawda. By prawdziwie kochać drugiego, trzeba w nim dostrzegać siebie, albo przynajmniej podobnego do mnie. Bowiem miłość zaczyna się od siebie samego. Każdy najbardziej doświadcza miłości na sobie i siebie. Jeden z najwybitniejszych, rosyjskich pisarzy, a zarazem człowiek "po przejściach" Fiodor Dostojewski twierdził, iż: "Ostatni i najnędzniejszy człowiek jest jeszcze człowiekiem i nazywa się Twoim bratem".

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz