08.10.2009
Wyzwania ważniejsze niż przyjemności
O kontynuacjach i zerwaniach, grach z tradycją, a także przekraczaniu granic z JERZYM FRANCZAKIEM, prozaikiem i eseistą, autorem wydanej właśnie "Nieludzkiej komedii" (WL), rozmawia Marcin Wilk
- Krytycy czytający "Nieludzką komedię" zwracali uwagę, że coś się zmieniło w Twojej prozie od czasu poprzednich książek. A to, że mniej wątków autobiograficznych, a to, że bardziej powieść, niż zbiór prozatorski itd. Jak sam - w porównaniu z wcześniejszymi swoimi tekstami - widzisz "Nieludzką komedię"?
- Mnie się wydaje, że jestem konsekwentny w tym, co robię. Od mojego debiutu prozatorskiego sprzed ośmiu lat obsesyjnie krążę wokół tych samych tematów, kreuję podobne światy - nieco groteskowe, choć podobne do tego, w którym żyjemy - chętnie uciekam się do ironii itd. Nawet moje postacie tworzą jakby jedną wielką rodzinę! Bohater "Nieludzkiej komedii" jako żywo przypomina narratora "Przymierzalni", taki sam z niego cynik i nihilista. Obaj zresztą startują w tym samym punkcie: w pociągu, w wagonie restauracyjnym... Ale rozjeżdżają się w różnych kierunkach. A więc kontynuacja, ale i zerwanie, odwrócenie, przeciwstawienie się własnemu pisaniu, zastygającemu w manierę. Moja najnowsza powieść na pewno różni się od poprzednich książek, i to na kilka sposobów.
- A mianowicie?
- Po pierwsze, odznacza się mocną, spójną fabułą, doprawioną sporą dozą makabry. Zresztą, na tylnej okładce, zamiast zwyczajowych rekomendacji, znaleźć można sfingowane wycinki z gazet, jakby lokalny pitawal - i wiem, że pożeracze fabuł czytają tę opowieść jak kryminał czy thriller. Po drugie, zależało mi na dochowaniu wierności realiom, chciałem stworzyć tzw. powieść współczesną, wiarygodną psychologicznie i obyczajowo - przynajmniej na początku, żeby tym mocniej zabrzmiały potem te wszystkie potworności, tak horrendalne, że aż niewiarygodne (ale podobne historie się zdarzają!). I wreszcie po trzecie, podkręciłem maksymalnie rejestr stylistyczny, z którego nieśmiało korzystałem wcześniej: sporą część powieści, zwłaszcza w tych gawędowych początkowych rozdziałach, wypełniają tyrady, zaprawione goryczą i nienawiścią napaści, taki, mówiąc wprost, bluzg na wszystkich i na wszystko: na ludzi, którzy są z natury źli, głupi i obłudni, na państwo, na instytucję rodziny, na media, na Kościół itd. To sprawia, że "Nieludzka komedia" jest nieco obrazoburcza, dla niektórych nawet bluźniercza, co dobrze oddaje okładka, na której widnieje samolocik zrobiony ze świętego obrazka, przebity kuchennym nożem. Są ponoć księgarze, którzy ze względu na okładkę odmówili eksponowania książki! Ciekawe, że nie mają oporów, żeby wystawiać dużo gorsze rzeczy, takie, jak "Zbrodnia i kara"!
- Swoją drogą, bardzo wyraźnie słychać, także w "Nieludzkiej komedii", nawiązania do innych tekstów. Dość tu wspomnieć o Balzaku czy Cioranie. Traktujesz to raczej jako porozumienie z właściwą grupa czytelników, grę z tradycją, a może hołd jej (tradycji) złożony?
- Toczę w tej powieści taki dość ostentacyjny dialog z tradycją. Tych nawiązań jest znacznie więcej , w samym tytule pobrzmiewa przecież, oprócz "Ludzkiej komedii" Balzaka, "Boska" Dantego i "Nie-boska" Krasińskiego. Nie jest to żaden hołd, nic mnie nie łączy z tymi pisarzami, nie jest też dla mnie szczególnie ważny ani Rousseau (imię bohatera kojarzy się z jego "Emilem"), ani nawet Cioran. Wskazując na nich, a także na innych (Ajschylos, Kierkegaard, Sartre...), staram się sugerować różne możliwości interpretacyjne. To rodzaj gry; odczyta ją ta część czytelników, która zada sobie trud podążania za rozsianymi w tekście tropami. I może ich zafrapuje, w jaki sposób historia mordercy ma się do hipotezy "stanu natury", ile tu pierwiastka dionizyjskiego, ile bojaźni i drżenia, ile rozpaczy, ile absurdu. Najważniejsze, że rozszyfrowanie tych nawiązań nie jest konieczne dla zrozumienia tekstu. Ta książka może funkcjonować na różnych poziomach: jako powieść grozy, jako portret psychologiczny, jako krytyczna rozprawa z rzeczywistością, wreszcie - jako medytacja nad nowoczesnym złem. Przed chwilą wzmiankowałem Dostojewskiego, a to właśnie ten gigant rzuca cień na moją komedię. Ale narrator załatwia się z nim obcesowo: tylko raz porównuje prokuratora do Porfirego Pietrowicza. A że kuzynka przychodzi do więzienia na widzenie z suczką o imieniu Sonia... Czy to hołd? Czy kpina? Powiedzmy, że gra - ale gra poważna, której stawka jest większa niż życie!
- A czy zajmowanie się literaturą od innej strony, teoretycznej - Drogi Doktorze Franczaku - częściej ułatwia czy przeszkadza w pracy nad własną twórczością?
- A czy ty, Drogi Magistrze Filologii, Szanowny Panie Redaktorze - cierpisz jako czytelnik z racji swojego wykształcenia? Nie widzę tu sprzeczności. Zajmuję się literaturą na różne sposoby: piszę ją, wymądrzam się o niej w prasie, gadam o niej w telewizji, badam jej struktury na uczelni... Ale w całej tej literackiej robocie załatwiam prywatne porachunki - ze światem. Oczywiście, jestem nadświadomy, ale to mnie nie paraliżuje, przeciwnie, skłania do bardziej radykalnych poszukiwań, do przekraczania granic.
- To na koniec jeszcze, pozwolisz, że spytam, którą z, umownie powiedzmy, trzech części książki - gawędowej, środkowej i końcowej, nieco absurdalnej - pisałeś z największą przyjemnością, a która była dla Ciebie największym pisarskim wyzwaniem?
- Może zabrzmi to dziwnie, ale raczej nie czerpię z pisania przyjemności... Przyjemnie jest zobaczyć świeżo wydaną książkę, ale i to trwa chwilę, bo oto najbardziej własna rzecz staje się w druku czymś obcym. Ważniejsze są wyzwania. Największym wyzwaniem była część środkowa, ta krwawa jatka, która miała śmieszyć i straszyć, i dawać do myślenia. Ale w "Nieludzkiej komedii" skrywają się też nowe wyzwania, które już podjąłem, np. Emil nie chce mówić o swojej rodzinie, przemilcza traumatyczne dzieciństwo, wstydzi się swojej seksualności... O tym będzie następna powieść, psychologicznie powikłana, rozrachunkowa, na wpół pornograficzna... Ale o tym innym razem.
Uwaga!
Czytelnicy JERZEGO FRANCZAKA!!! Już we czwartek, 8 października, o godz. 19 w Klubie Lokator przy ul. Krakowskiej 27 spotkanie z Autorem. Wieczór poprowadzi Jakub Momro.
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - Wydawnictwo Jagiellonia S.A., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
Artykuł bezpłatny
Subskrybuj kategorię
Wydrukuj
Wyślij link
Dodaj do
-
03.11.2009
Osiołkowi w żłobie dano: Kopenhaga czy partnerstwo amerykańsko-chińskie?
Już za miesiąc w Kopenhadze odbędzie się 15 Konferencja Klimatyczna, której celem będzie wypracowanie porozumienia w kwestii ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. -
02.11.2009
Dwanaście samotnych lat
Połowa przynajmniej 60-letnich kobiet w Polsce to wdowy. Wśród ich rówieśników wdowcem jest co ósmy mężczyzna. Im starsza grupa wiekowa, tym "nadwyżka" pań staje się coraz bardziej wyraźna. -
30.10.2009
Znikający cmentarz
-
29.10.2009
Zaproponować coś nowego
-
28.10.2009
Więcej pustych stadionów
Blip
Facebook
Flaker
Twitter
Wykop


