30.01.2012

Następnym razem pojedziemy, żeby się pościgać

ROZMOWA. Pilot RAFAŁ MARTON chwali intuicję i umiejętność jazdy po wydmach byłego skoczka narciarskiego oraz docenia 38. miejsce na mecie morderczego Rajdu Dakar

Podstawowym obowiązkiem pilota Rafała Martona jest nawigowanie kierowcy Fot. Hubert Słok

- To był najbardziej wyczerpujący Rajd Dakar, w jakim Pan wystartował?

- Myślę, że nie, choć było kilka trudności, które spotkały naszą załogę. Zmierzyliśmy się z paroma bardzo trudnymi sytuacjami, rozgrywanymi w piekielnie ciężkim terenie. Zastanawiałem się i nawet rozmawiałem z kolegami z innych zespołów, czy te fragmenty trasy w ogóle kwalifikowały się do formuły cross-country. Po prostu zdarzały się odcinki przeprawowe, wręcz trialowe. Stopień trudności tego terenu dla samochodów sportowych był zbyt duży. Osobiście miałem dodatkowy problem na początku rajdu, bowiem "złapało" mnie przeziębienie. Wiele zdrowia kosztowało mnie, by w takich warunkach walczyć z wysoką gorączką.

- Doszedł jeszcze jeden element trudności. Pod opieką miał Pan kompletnego rajdowego naturszczyka w osobie Adama Małysza.

- Nie czułem tego ciężaru, ponieważ Adam jest bardzo dzielnym człowiekiem. Fakt, miał sporo pytań, ale wiedziałem, że wiele sytuacji jest dla niego kompletnie nowych i ma prawo czuć się zaskoczony. Znosił to świetnie i naprawdę nie było mowy o sytuacji, by stanowił dla mnie ciężar. Nie było potrzeby, bym musiał się nim opiekować. Radził sobie z trudami na odcinkach specjalnych oraz na biwaku.

- Kiedy Małysz zasypywał Pana pytaniami?

- Było masę nowych sytuacji, o których wcześniej nie mieliśmy okazji rozmawiać. Nawet nie przychodziły mi do głowy podczas wspólnych treningów, a dotyczyły głównie odcinków specjalnych. Przykładowo jazda w gęstym kurzu za samochodami oraz próby wyprzedzania aut, które były wolniejsze. Ponadto dostosowanie się do warunków panujących na trasie, zmiana tempa, zważanie na konkretne trudności... Ogólnie multum technicznych spraw. Niesamowite było to, że nieznane wcześniej rzeczy Adam od razu chłonął i stosował się do moich uwag. Z każdym dniem wszystko stawało się dla niego bardziej naturalne i sam potrafił podejmować decyzje.

- Małysz wielokrotnie mówił, że jest uparty. Dokonywał nieraz, wbrew Pana podpowiedziom, intuicyjnych wyborów?

- Bardzo często tak postępował. Raz było nawet tak, że miałem zupełnie inny pomysł na przejechanie pewnego fragmentu wydmy. Przemyślałem trasę na setki sposobów i planowałem technikę ich pokonania, lecz zanim zdążyłem to Adamowi zakomunikować, pojechał zgodnie ze swoją intuicją. Wykonał własny ruch i nie pomylił się.

- Celem załogi Małysz-Marton było dojechanie do mety. W którym momencie rajdu nabrał Pan przekonania, że zrealizujecie założenie?

- Uwierzyłem, gdy po raz pierwszy dotarliśmy na biwak w Copiapo. To był dla nas dosyć trudny dzień, ponieważ dopiero po raz drugi jechaliśmy po wydmach. Wcześniejszy taki odcinek w Fiambala, w tegorocznej konfiguracji, był dużo łatwiejszy. Dodatkowo wydmy w Copiapo pokonywaliśmy uszkodzonym samochodem, nie mając luzu na biegu "jałowym" oraz bez biegu wstecznego. Taka usterka, przy jeździe po wydmach, jest sporym obciążeniem. Pomimo to udało nam się w ostatnich minutach przed zmrokiem wjechać na biwak. W trakcie jazdy powiedziałem sobie, że jeśli przed północą zameldujemy się na mecie, już nic gorszego nie spotka nas na rajdzie.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz