23.01.2012

Schlierenzauer jak Małysz

PUCHAR ŚWIATA W ZAKOPANEM. 19 tysięcy kibiców na Wielkiej Krokwi nie zobaczyło w sobotę kolejnego triumfu Kamila Stocha. Polak był 7. Konkurs wygrał "Schlieri" i zrównał się z Adamem Małyszem w liczbie zwycięstw w PŚ

22-letni Gregor Schlierenzauer frunie po swoje 39. zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata. W Zakopanem wygrał po raz piąty FOT. PAP/GRZEGORZ MOMOT

19 tysięcy kibiców na Wielkiej Krokwi i kilka tysięcy wokół niej czekało w sobotę na drugie z rzędu zwycięstwo Kamila Stocha w zawodach Pucharu Świata.

Powtórki z piątku jednak nie było. Góral z Zębu szansę na sukces stracił już w pierwszej serii (122 metry i 17. miejsce), a świetny skok - najlepszy w całym konkursie - w finałowej próbie na 133,5 m pozwolił mu przesunąć się w klasyfikacji "tylko" o 10 miejsc.

- Po piątkowym konkursie emocje długo ze mnie schodziły. Późno zasnąłem i nie wypocząłem zbyt dobrze. Skakałem na rezerwie - wyjaśniał spokojnie Kamil.

Najwyraźniej wyspał się za to Gregor Schlierenzauer. Austriak wygrał i ma już tyle samo zwycięstw w PŚ co Adam Małysz - 39. Od lidera klasyfikacji wszech czasów Fina Mattiego Nykaenena dzieli go już tylko siedem kroków.

Małysz nie oglądał na żywo wyczynu zaledwie 22-letniego Austriaka, bo do Zakopanego w ogóle nie przyjechał.

- Nie będę robił za małpkę - oświadczył tuż po powrocie z Rajdu Dakar, gdy dowiedział się, że bez konsultacji z nim górale planują jego wizytę. Z równowagi mogła wyprowadzić go zwłaszcza powielana w mediach informacja, że ma dostać tytuł honorowego przedskoczka.

Organizatorzy PŚ tłumaczyli, że dziennikarze przeinaczyli ich słowa, a przez to Małysz źle odczytał intencje. Mleko jednak się rozlało. Inna sprawa, że nie wiadomo, czy Orzeł z Wisły w ogóle miał wcześniej zamiar przyjeżdżać pod Tatry.

- On teraz ma swoją karierę i ma prawo być po tych trudach rajdu zmęczony - usprawiedliwiał go trener polskiej reprezentacji Łukasz Kruczek. - Gdyby teraz tutaj przyjechał, to byłby cały czas pod obstrzałem dziennikarzy i kibiców. Z konkursów mało co by widział. Trudno też mówić, że gdyby wręczał Kamilowi puchar za zwycięstwo, to byłaby to symboliczna zmiana warty. Ona już się dokonała rok temu i po co ją przeciągać na kolejne lata? To temat zamknięty - dodawał.

Szkoleniowiec podkreślał, że Adam ciągle bardzo interesuje się sprawami kadry.

- Jest z nami duchem, a my z nim. Śledziliśmy cały czas jego jazdę w Dakarze, a on dopytywał, co u nas. Podczas Turnieju Czterech Skoczni wymienialiśmy się esemesami. On gdzieś w środku nocy wysyłał do nas, a my odsyłaliśmy jemu w środku nocy - opowiadał ze śmiechem Kruczek.

Miał prawo być w dobrym humorze, bo w obu konkursach na Wielkiej Krokwi jego podopieczni pokazali się z dobrej strony. Błysnął zwłaszcza niespełna 18-letni Aleksander Zniszczoł, 9. w piątek i 14. w sobotę.

- Trudno nie być z tego zadowolonym. Polskie skoki nie skończą się na Adamie Małyszu czy Kamilu Stochu - komentował Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego. - W ogóle są powody do optymizmu, skoro w każdym konkursie punktowało czterech naszych zawodników. Tworzy się fajna drużyna.

Tę wyliczankę uzupełniają Maciej Kot i Piotr Żyła, którzy przedwczoraj zajęli ex aequo 18. pozycję. Ten drugi miał sporo szczęścia, bo niewiele brakowało, a w ogóle nie zakwalifikowałby się do konkursu. Dostał się z ostatniego miejsca, bo swój skok zawalił Austriak Martin Koch.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz