30.01.2012

Żużel zabrał ojcu zdrowie. Wózek inwalidzki i kule nie zraziły dwóch synów.

SPORTOWE KLANY: Pawliccy

Przemysław (z lewej) i Piotr junior (z prawej) zawsze mogą liczyć na ojcowską troskę i wielkie doświadczenie Piotra Pawlickiego Fot. archiwum Pawlickich

Niespełna 21-letni Przemysław i 18-letni Piotr przebojem wdzierają się do elity polskiego żużla. Zdaniem ekspertów to tylko kwestia czasu, gdy młokosi z Leszna godnie zastąpią w reprezentacji lidera Tomasza Golloba i spółkę. - Wielka odwaga i nieprzeciętna umiejętność jazdy na motocyklu są mieszanką, która pozwala tym młodym chłopakom robić na torze tyle, ile nie każdy potrafi - komplementuje rodzeństwo Krzysztof Cegielski, były zawodnik, a obecnie ceniony ekspert żużlowy.

Maj 2011 roku, tor żużlowy w Krośnie. Dziewiąty wyścig ligowego meczu pomiędzy miejscowym KSM a Stokłosą Polonią Piła, której barw bronią bracia Pawliccy. Nieustępliwie jadący Przemysław na ostatnim łuku przedziera się przed Czecha Martina Malka i pierwszy mija linię mety. Pawlicki zwalnia, a rozpędzony Malek z całym impetem uderza w rywala. W momencie cały stadion zamiera. Dwie karetki prędko pojawiają się przy poszkodowanych, a lekarze z największą ostrożnością udzielają pierwszej pomocy. Dopiero w połowie drogi z parku maszyn jest Piotr Pawlicki senior...

- Od początku wiedziałem, że moi chłopcy mają dryg do tego sportu. Wbrew temu do końca nie chciałem, by zdecydowali się na żużel, bo doskonale wiedziałem, co to znaczy "czarny sport". Po prostu bałem się, żeby moi synowie nie poznali ciemnych stron speedwaya - przyznaje były utytułowany żużlowiec, trzykrotny mistrz Polski z Unią Leszno, który jazdę motocyklem okupił koszmarnym wypadkiem podczas finału Mistrzostw Polski Par Klubowych w 1992 roku. Z uszkodzonymi kręgami lędźwiowymi wylądował na wózku i w konsekwencji, w wieku 29 lat, przedwcześnie zakończył karierę. Obecnie porusza się o kulach: - Przyznam się panu, o co proszę podczas modlitwy. Mówię, panie Boże, ja już tyle się nacierpiałem, więc niech synowie jeżdżą szczęśliwie. W głębi serca się cieszę, że cali i zdrowi wracają do domu.

Makabrycznie wyglądający wypadek w Krośnie Przemysław Pawlicki okupił jedynie wstrząśnieniem mózgu oraz sporą ilość siniaków. Po pomyślnym wyniku rezonansu magnetycznego głowy, żużlowa rodzina przed nocą opuściła podkarpacki szpital. Starszy z braci prędko udowodnił, że odziedziczył po ojcu, poza smykałką do żużla, również mocną psychikę.

- Wiedziałem, że Przemek daje gwarancję wyniku. Z kolei Piotrek wypłynął u nas. Na nich spoczywał ciężar walki, to oni decydowali o obliczu zespołu i końcowym wyniku. Imponowało mi, że świetnie sobie z tym radzili - opowiada Piotr Szymko, były trener pilskiej Polonii, która z Pawlickimi w składzie kroczyła od zwycięstwa do zwycięstwa i wywalczyła awans do I ligi.

Świetnie dysponowani bracia, dowodzeni przez Piotra seniora, byli przekleństwem dla wszystkich zawodników. W statystyce indywidualnej na koniec sezonu zdeklasowali rywali. Fantastyczną formę demonstrował zwłaszcza starszy z braci, który średnią biegową wyśrubował do poziomu 2,781. Gdyby ta liczba nie była wystarczająco czytelna, do wyobraźni przemawia 45 biegowych zwycięstw, przy tylko jednej gonitwie ukończonej na ostatniej pozycji. - Gdy widzę Przemka na torze, to jakbym oglądał swoją jazdę. Starszy syn, podobnie jak ja, strasznie nie lubi być za kimś. Nieraz ponosi go, choć przecież wie, że bieg składa się z ośmiu łuków i czterech okrążeń. Wbrew temu od razu atakuje, bo wychodzi z założenia, że szybko trzeba przedrzeć się na prowadzenie - ocenia senior żużlowego klanu, który w teamie Pawlickich, poza rolą ojca, pełni obowiązki menedżera, mentora i mechanika. Wielu komplementów nasłuchał się także najmłodszy Piotr, czwarty najlepiej punktujący żużlowiec najniższej klasy rozgrywek.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz