24.01.2012
Zaproszenie dostałem SMS-em
Adam Małysz jest honorowym obywatelem Zakopanego. Ale nie maskotką Polskiego Związku Narciarskiego. FOT. MICHAŁ KLAG
ROZMOWA. ADAM MAŁYSZ wyjaśnia, dlaczego konkursy skoków narciarskich na Wielkiej Krokwi oglądał w telewizji.
- Po powrocie z Rajdu Dakar zdążył Pan odzyskać wigor?
- Ciągle mam tak samo, jak podczas kariery skoczka. Dobrze czuję się będąc zagranicą, a gorzej przestawić mi się po powrocie. Nie ukrywam, że spałem nawet do godziny 12, a i tak nie mogłem się dobudzić. Pomogło mi, że spadło dużo śniegu i po wstaniu z łóżka od razu brałem się za odśnieżanie. Po trzech dniach wszystko wróciło do normy.
- Kończąc Rajd Dakar na 38. miejscu zyskał Pan spore uznanie. Gdy podejmował się Pan zadania, nie brakowało malkontentów.
- Wiele osób nie dowierzało, że, po pierwsze, w ogóle tam pojadę. Po drugie, nie spodziewali się, że ukończę rajd, nie mówiąc o tak niezłym miejscu. Twierdziłem od początku, że w momencie, gdy czegoś się podejmuję, robię to w pełni profesjonalnie. Tak postąpiłem i tym razem. Od pierwszego treningu zacząłem mocną pracę, choć przygotowania były bardzo krótkie, trwały tylko od kwietnia. Gdy komukolwiek mówiłem na Dakarze, że zacząłem trenować tak niedawno, widziałem zdziwienie. Jednak robiłem to naprawdę sumiennie i systematycznie. Regularnie bywałem z pilotem Rafałem Martonem na torze w Słomczynie i poligonach wojskowych.
- Na Dakarze było...
- Bardzo ciężko, ale jestem dumny z siebie, że nawet w najtrudniejszych momentach nie odpuściłem. Zagryzałem zęby i jechałem dalej.
- Smutek towarzyszył kilka dni temu kibicom w Zakopanem, bo zabrakło Pana pod Wielką Krokwią.
- Zdecydowałem, że zostanę w domu i z żoną spokojnie obejrzeliśmy oba konkursy. Bez jakiejkolwiek presji oraz działań, które ustalano bez mojej wiedzy. Po raz kolejny dowiadywałem się z mediów, że mam coś wykonywać, podczas gdy nikt niczego ze mną nie uzgadniał. Pragnę podkreślić, że bzdurą jest to, co prezes Tajner twierdził, że próbował się do mnie dodzwonić, ale miałem wyłączony telefon. Nawet na Dakarze byłem dostępny. Można było nagrać wiadomość lub wysłać SMS-a.
- Jest Pan mocno poruszony.
- Bo nie chodzi o to, że trzeba mnie zapraszać. Po prostu jeśli ktoś podejmuje decyzje i chce, abym w danej roli wziął udział w Pucharze Świata w Zakopanem, najpierw powinien porozmawiać ze mną. Po powrocie z rajdu byłem trochę zbulwersowany i powiedziałem na lotnisku, że nie będę robił za "małpkę". Jeśli ktoś nie umie ze mną rozmawiać, tylko przydziela mi funkcje przez media, to wolę usiąść przed telewizorem.
- Prawdą jest, że w ostatnim momencie czyniono starania, by Pana zaprosić?
- Dopiero później dostałem od prezesa Tajnera SMS-a, w którym zapraszał mnie, razem z rodziną, do Zakopanego. Myślę, że było to trochę nie na miejscu. Powtórzę, nie zależało mi na żadnym zaproszeniu, bo i bez niego dałbym sobie radę. Miałem zamiar pojechać prywatnie i pewnie na miejscu dostałbym wejściówkę, a gdyby był kłopot, kupiłbym bilety. Zależało mi, aby spotkać się i porozmawiać z kolegami z naszej kadry oraz z zagranicznych ekip, wyjść sobie na górę i popatrzeć, jak skaczą. Nie czuję się jednak obrażony, a z kolegami ze skoczni będzie jeszcze niejedna okazja do spotkania.
- 1
- 2
- 3
- następna »
- 1
- 2
- 3
- następna »
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
Artykuł bezpłatny
Subskrybuj kategorię
Skomentuj
Wydrukuj
Wyślij link
-
19.05.2012
Piękno, emocje i krew
Szok, wielka strata, ból, załamanie, współczucie... To tylko niektóre reakcje po tragedii, która wydarzyła się podczas spotkania Marmy Rzeszów z Betardem Spartą Wrocław. -
14.05.2012
Okiem naiwniaka...
Załóżmy, że na rodzinny sektor stadionu im. Reymana przychodzi ojciec z dorastającym synem, debiutującym w roli widza, czującego bluesa do "Białej Gwiazdy". -
30.04.2012
Chciejstwo i mitomaństwo
-
27.04.2012
Nawet za 200 milionów dolarów nie wróci na ring
-
27.04.2012
Głowa w rajdach, serce w skokach
Facebook
GooglePlus
Wykop




Brak komentarzy
Dodaj komentarz