23.01.2012
Mariusz Wach już niedługo będzie mistrzem świata
ROZMOWA. - Walka z jednym z braci Kliczków jest realna w 2013 roku - mówi trener krakowskiego pięściarza JUAN DE LEON.
- Co Pan sobie pomyślał, gdy pierwszy raz zobaczył Mariusza Wacha?
- Najpierw: "wow, ale wysoki chłop". A potem przemknęła mi jeszcze przez głowę myśl, że oto jest szansa, na którą się czeka i której nie można przegapić. Pamiętam, że pierwszy raz spotkaliśmy się w kwietniu, w Global Boxing Gym w New Jersey.
- Słyszał Pan o nim wcześniej?
- Tak, dużo mówił mi o nim Jimmy Burchfield (znany amerykański promotor - red.).
- Miał Pan jakieś wątpliwości przed rozpoczęciem współpracy z Mariuszem?
- Żadnych. Od pierwszego spotkania, od pierwszej rozmowy, wiedziałem, że się dogadamy. Od razu złapaliśmy dobry kontakt. Chyba obaj szybko zrozumieliśmy, że chcemy spełnić to samo marzenie.
- Zdobyć mistrzostwo świata?
- Dokładnie.
- Praca z nim to największe wyzwanie w Pańskiej trenerskiej karierze?
- Na pewno jedno z największych. Z pięściarzy wagi ciężkiej pracowałem też z Baby Joe Mesim (niepokonany w 36 walkach, kilka lat temu skończył karierę z powodów zdrowotnych, teraz jest politykiem - red.).
- On jednak nie był mistrzem, nie walczył z najlepszymi na świecie.
- Dlatego praca z Mariuszem jest tak ekscytująca. On będzie miał swoje szanse. We właściwym czasie. Czas pokaże, czy zostanie mistrzem. Ja wierzę, że tak.
- Mariusz wskoczył do bokserskiej elity wyjątkowo szybko. To była dla Pana niespodzianka?
- W żadnym wypadku. Udało mu się to, bo ma wielki potencjał. Ma nie tylko talent do boksu, ale również nie boi się ciężkiej pracy, umie słuchać i jest inteligentny. To wszystko pomoże mu zostać mistrzem świata wagi ciężkiej i znaczącą postacią w historii tej dyscypliny.
- Pan jest także specjalistą od reklamy?
- (śmiech) Po prostu widzę jego możliwości. Nie brałbym się za to, gdybym w niego nie wierzył.
- Mariusz zrobił duży postęp od chwili, kiedy zaczęliście razem pracować?
- Gdyby posłużyć się skalą od jeden do dziesięciu, to kiedy zaczynaliśmy, oceniłbym go na trzy, a teraz to już jest ósemka. Progres jest bardzo widoczny, ale wiele nauki jeszcze przed nim.
- Mariusz ma już 32 lata. Może być jeszcze lepszy?
- Oczywiście. Ma wystarczająco dużo czasu, żeby stać się jednym z najlepszych pięściarzy wagi ciężkiej na świecie.
- Narzeka czasem na ciężkie treningi?
- To ciekawe, ale nigdy. Ani razu nie usłyszałem od niego, że jest zmęczony. Jest wręcz odwrotnie, to ja zazwyczaj mam dość. Pod koniec zajęć jestem wykończony, w ostatnich minutach tylko siedzę, sapię i coś do niego mówię. Rób tak, rób inaczej. Na nic innego nie mam siły (śmiech).
- W Polsce legendą ciągle jest Andrzej Gołota. Mariusz może go przebić popularnością?
- Z tego co wiem, obaj są zupełnie różnymi ludźmi. Mają dobre serca, ale różne charaktery. Andrewa poznałem jeszcze zanim stał się znany, bo mój brat Carlos "Sugar" De Leon trenował w tej samej co on Windie City Gym w Chicago. Wiedzieliśmy, że Gołota zrobi karierę. Mariusz jest inny. Zdeterminowany, ale skromny. On nie jest typem supergwiazdy, faceta, który będzie królował w talk-shows i robił wokół siebie dużo szumu. To raczej taki cichy bohater, który lubi pomagać ludziom. No i pomoże też światowemu boksowi.
- 1
- 2
- 3
- następna »
- 1
- 2
- 3
- następna »
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
Artykuł bezpłatny
Subskrybuj kategorię
Skomentuj
Wydrukuj
Wyślij link
-
19.05.2012
Piękno, emocje i krew
Szok, wielka strata, ból, załamanie, współczucie... To tylko niektóre reakcje po tragedii, która wydarzyła się podczas spotkania Marmy Rzeszów z Betardem Spartą Wrocław. -
14.05.2012
Okiem naiwniaka...
Załóżmy, że na rodzinny sektor stadionu im. Reymana przychodzi ojciec z dorastającym synem, debiutującym w roli widza, czującego bluesa do "Białej Gwiazdy". -
30.04.2012
Chciejstwo i mitomaństwo
-
27.04.2012
Nawet za 200 milionów dolarów nie wróci na ring
-
27.04.2012
Głowa w rajdach, serce w skokach
Facebook
GooglePlus
Wykop




Brak komentarzy
Dodaj komentarz