17.02.2012

Cwetan Genkow golem ratuje Wisłę i nie wszystko jeszcze stracone

PIŁKARSKA LIGA EUROPY. "Biała Gwiazda" w dziesiątkę walczyła o korzystny wynik do samego końca

Maor Melikson (Wisła) kontra jeden z rywali Fot. Michał Klag

Wisła Kraków - Standard Liege 1- 1 (0-1) Gol Cwetana Genkowa strzelony w końcówce meczu spowodował, że grająca w "10" Wisła uratowała się od porażki. Dzięki temu "Biała Gwiazda" ma nadal szanse na awans do 1/8 finału Ligi Europy. Aby przechylić szalę na swoją korzyść wiślacy muszą teraz wygrać na gorącym terenie w Liege, albo zremisować bramkowo, co najmniej 2-2. Zadanie niezmiernie trudne, ale nie jest ono niewykonalne.

0-1 Cyriac 28 z karnego, 1-1 Genkow 88.

Sędziował: David Fernandez Borbalan (Hiszpania). Żółte kartki: Goreux (18), Kanu (87), Vainqueur (90) - Genkow (32). Czerwona kartka: Czekaj (26, faul na Buyensie). Widzów 21 170.

WIsła: Pareiko - Jovanović, Chavez, Czekaj, Diaz - Wilk, Nunez - Małecki (57 Iliev), Garguła (78 Kirm), Melikson - Genkow.

Standard: Bolat - Goreux (46 Ciman), Kanu, Felipe, Pocognoli - Gakpe (70 Batshuayi), Buyens, Vainqueur, Seijas (81 Bjarnason) - Tchite, Cyriac.

Wczorajszy mecz miał wi ęc dramatyczny przebieg. Tak było już przed nim. Były obawy, czy piłkarskiego święta nie storpedują obfite opady śniegu. Jeszcze w środę pracownicy klubu walczyli ofiarnie z białym żywiołem. Wczoraj na pomoc przyszła pogoda. Nie było śnieżycy i można było przygotować boisko tak, aby było idealne do gry.

Zapowiadało się gorące starcie. Najpierw tak było na trybunach. Fani Standardu, których przyjechało ok. 600, zapalili na swoim sektorze race, co jest zabronione. Mało tego, pojedyncze śnieżki zaczęli rzucać w sektor Wisły, a także na murawę. W takiej atmosferze rozpoczął się mecz. Przed nim wielką niewiadomą była wyjściowa jedenastka "Białej Gwiazdy". W spotkaniach kontrolnych trener Kazimierz Moskal zmieniał często ustawienie. Zastanawiano się, czy przykładowo w ataku wystąpi Maor Melikson, tak jak w ostatnim sparingu z Sandecją Nowy Sącz. Aż takiej niespodzianki nie było. - Jedenastkę mam już w głowie, będzie najbardziej optymalna dla nas - zapowiadał przed meczem szkoleniowiec wiślaków. Okazało się, że wystawił skład dokładnie taki, jaki zapowiedzieliśmy.

W pierwszym meczu dla krakowskiego zespołu najlepszym wynikiem byłoby zwycięstwo bez utraty bramki. Ofensywnie nastawieni wiślacy ruszyli więc do ataku i szybko wypracowali sobie znakomitą okazję. Patryk Małecki sprytnie podał do Łukasza Garguły, a ten, mając przed sobą tylko bramkarza strzelił tuż obok długiego słupka. W kolejnych minutach piłkarze "Białej Gwiazdy" grali dynamicznie. Widać było świeżość, ale także brak ogrania w meczach na takim poziomie. W skonstruowaniu akcji przeszkadzały niedokładności. Standard grał spokojnie, zdając sobie sprawę, że rewanż odbędzie się w Liege. Wiślacy szukali każdej możliwości na zdobycie gola. Jak się nie dało wtargnąć w pole karne rywali, to szansę dawały stałe fragmenty. Takim był rzut wolny, z którego Garguła huknął w poprzeczkę. Widząc to koledzy złapali sie za głowę. Aktywny na skrzydle starał się być Melikson, wyróżniający się wśród zawodników Wisły. Rywale nie mogąc go powstrzymać w sportowy sposób, uciekali się do fauli.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz