28.01.2012

Taj McWilliams jest dla mnie jak rodzina

Erin Phillips FOT. MICHAŁ KLAG

ROZMOWA z ERIN PHILLIPS, koszykarką Wisły Can-Pack. Australijka przeszła w przerwie świątecznej zabieg artroskopii stawu skokowego. Teraz powoli wraca do formy, by pomóc Wiśle Can-Pack w kluczowych meczach Euroligi, Pucharu Polski i Ford Germaz Ekstraklasy.

- Najbardziej optymistyczny scenariusz się nie sprawdził. Zapowiadano, że może Pani wrócić do gry już pod koniec stycznia. Tymczasem drużyna i kibice muszą jeszcze na Panią poczekać.

- To bardzo ważne, bym nie wróciła na parkiet zbyt szybko. Zabieg artroskopii został przeprowadzony bardzo dobrze, nie było żadnych problemów. Niedawno wznowiłam treningi i każdego dnia zwiększam ich intensywność. Czuję się dobrze, ale czasem to może być złudne. Może ci się tylko wydawać, że jesteś w stanie już wystąpić w meczu i grać na pełnych obrotach. Muszę być teraz bardzo cierpliwa. Kiedy wrócę na parkiet, nie chcę mieć już żadnych kłopotów z kostką. Chcę, żeby ten problem był rozwiązany raz na zawsze. W połowie lutego powinnam być już gotowa do gry na te najważniejsze mecze Euroligi i Pucharu Polski, które zbliżają się wielkimi krokami.

- Kiedy podano do wiadomości, że miała Pani operację, niektórzy sądzili, że był to zabieg artroskopii kolana. To chyba szczęście w nieszczęściu, że jednak nie był to problem ze stawem kolanowym.

- Wiem, jak to jest mieć problem z kolanem, bo już kiedyś w karierze doznałam takiej kontuzji. Tym razem to tylko kostka. Ale staw skokowy to również bardzo wrażliwy punkt u każdego, kto gra w koszykówkę. Podczas meczów wytwarza się ogromny nacisk na tę część ciała. Dlatego tym bardziej muszę teraz uważać, wzmacniać ten staw i uzbroić się w cierpliwość.

- Pod Pani nieobecność wiślaczkom nie idzie najlepiej. Przegrały ostatnio dwa mecze w Eurolidze, z Rivas Ecopolis Madryt i Cras Basket Taranto. Na pewno brakuje im Pani wsparcia i celnych "trójek".

- Ja też za nimi tęsknię! Zwłaszcza, gdy wyjeżdżają na mecze beze mnie, a ja zostaję w Krakowie, trenując samotnie. Nie mogę się już doczekać powrotu na parkiet. Mam nadzieję, że na nowo wniosę do drużyny sporo energii i entuzjazmu i podniosę dziewczyny na duchu. Jeśli będę mogła pomóc drużynie zdobywając punkty, albo walcząc w obronie, będę bardzo szczęśliwa. Dwa ostatnie mecze z Rivas i Taranto były dla dziewczyn naprawdę trudne. Zwłaszcza starcia w Hiszpanii są zawsze dużym wyzwaniem. Kiedy niektórzy gracze wypadają z drużyny, trener musi rotować składem, wprowadzać zmiany i zespół musi się do tego przystosować. Mam nadzieję, że kiedy wrócę - a nawet jeszcze wcześniej - drużyna odzyska swój właściwy rytm.

- Kibice czekają też na przyjazd nowej zawodniczki Wisły Taj McWilliams-Franklin, która ma się pojawić w Krakowie za dwa tygodnie. Ponoć dobrze się znacie?

- Występowałam razem z Taj w Connecticut Sun w 2006 roku. Jest dla mnie jak rodzina. To jedna z najwspanialszych osób, z którymi w ogóle miałam okazję grać w koszykówkę. To świetny człowiek i doskonała zawodniczka, która potrafi być nauczycielem dla innych. Osobiście uważam, że decyzja o podpisaniu z nią kontraktu była znakomitym wyborem ze strony działaczy Wisły. Przy niej wszyscy zaczynają grać lepiej. Na pewno pomoże dziewczynom zdobywać więcej punktów w polu trzech sekund. Z niecierpliwością czekam na jej pierwszy mecz w barwach Wisły i myślę, że kibice też.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz