20.12.2011

Nigdy nie było mu tak ciężko, jak w tym roku

BIATHLON. Rozmowa z TOMASZEM SIKORĄ, kończącym jutro 38 lat wicemistrzem olimpijskim z Turynu

Fot. Michał Klag

- No i stało się. Sezon rozpoczął Pan jako najstarszy zawodnik biathlonowego Pucharu Świata.

- Co zrobić... Kiedy stałem na starcie w Oestersundzie, spiker to ogłosił. Po biegu powiedziałem Wieśkowi Ziemianinowi: "kurczę, byłem najstarszy". A Wiesiek na to: "powinieneś się cieszyć, ja bym tak chciał". Ale ja trochę inaczej do tego podchodzę (uśmiech).

- Jak wygląda Pana rola w kadrze? Jakie są relacje między Panem a młodszymi o kilka, a częściej kilkanaście lat koleżankami i kolegami?

- Sytuacja jest dla mnie bardzo komfortowa, bo przy tak młodych osobach sam czuję się dużo młodszy. Relacje? Czy to z chłopakami, czy z Magdą Gwizdoń, z którą trenuję wspólnie już od 15 lat, możemy swobodnie porozmawiać, wygadać się, gdy coś nie idzie. Takie wspieranie się nawzajem jest bardzo potrzebne i pożyteczne. Teraz, gdy dziewczyny osiągają coraz lepsze wyniki, samo przebywanie z nimi napawa optymizem. Że w którymś momencie i my się odbijemy.

- Pan ma sobą jeden z gorszych, jeśli nie najgorszy początek sezonu w karierze - zajmuje 51. miejsce w klasyfikacji Pucharu Świata. Ale nie sprawia wrażenia człowieka zaskoczonego słabymi wynikami.

- Jestem zawodnikiem, który pracował przez wiele lat z bardzo surowymi trenerami. Olbrzymią pracę wykonywałem z trenerem Wierietielnym, z trenerem Albersem, z trenerem Bondarukiem. W tym roku miałem świadomość, że powinienem w trakcie przygotowań do sezonu odpuścić, narzucić sobie o wiele mniejsze obciążenia. Z drugiej strony, gdy nie wykonam ciężkiego treningu, zawsze czuję niepokój, że czegoś nie wypracowałem. I czasem to obraca się przeciwko mnie. Najważniejsze, żeby teraz wyciągnąć wnisoki. Do mistrzostw świata pozostały jeszcze ponad dwa miesiące i ten sezon może być jeszcze dla mnie udany. Wiem, że teraz muszę pracować nad siłą i dynamiką. Wytrzymałości i kondycji mi nie brakuje. Brak mi siły fizycznej.

- Cieniem na tym sezonie kładzie się chyba poprzedni, w którym zmagał się Pan z chorobami, a na koniec wylądował w szpitalu. Zdołał Pan trochę odsapnąć, zregenerować organizm?

- Prawda jest taka, że po poprzednim sezonie, bardzo nieudanym i nieciekawie zakończonym, cały okres przygotowań był dla mnie bardzo trudny. Nie mówiłem o tym, bo to tylko pogłębia kryzys. Ale chyba nigdy w karierze nie było mi tak ciężko trenerować. A wiedziałem, że pewne elementy muszę wykonać, choć nie na wszystko starczało sił. Myślę, że zostały popełnione jakieś błędy, coś przedobrzyłem, lepiej było czasami odpuścić, niż brnąć w wysiłek.

- Były momenty, gdy zapalała się lampka: "czas kończyć karierę"?

- Oczywiście, były takie momenty. Ale teraz, choć w grudniu wyniki nie były dobre, a ostatni Puchar Świata był bardzo nieudany, czuję, że sprawy zaczęły iść w dobrym kierunku. Zacząłem się odbudowywać i pod względem psychiki, i pod względem fizycznym. Myślę, że nowy rok zacznie się dla mnie zupełnie inaczej. Nie od jakichś rewelacyjnych miejsc, ale czuję, że zrobię duży krok do przodu pod względem biegowym.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz