03.02.2012
W brzeskiej noclegowni mrozy nie są straszne
MROZY. - Teraz jest mniejsza rotacja wśród bezdomnych. Znamy się już doskonale - mówi Kazimierz Zych, dozorca noclegowni
Wtorek, godz. 20. Słupek rtęci spada 15 stopni Celsjusza poniżej zera. W czynnej przez całą dobę noclegowni przy ul. Cegielnianej w Brzesku jest ciepło.
- Miałem pracować tylko trzy miesiące, a minął już siódmy rok. Muszę być stanowczy, muszę pokazać, kto tu jest gospodarzem. Dawniej bywało ciężej, gdy trafiało tu sporo przypadkowych osób. Teraz jest mniejsza rotacja wśród bezdomnych. Znamy się już doskonale - mówi Kazimierz Zych, dozorca brzeskiej noclegowni dla mężczyzn.
Do dyspozycji osób szukających schronienia i ciepła jest 16 miejsc. Ze znalezieniem wolnego nie powinno być problemu. We wtorek w noclegowni przebywało trzech panów.
- Najgorsze są soboty i niedziele. Wtedy zamknięte są wszystkie urzędy. Ludzie przeganiają nas, gdy szukamy schronienia na klatkach schodowych. Dobrze, że jest noclegownia. Mamy tutaj ciepło. Jest gdzie się umyć i przeprać ubrania - opowiada Zbigniew Janicki. 55-latek od wielu lat bezskutecznie stara się o mieszkanie socjalne. Środki na życie zdobywa m.in. dzięki zbieraniu puszek, butelek, czasami sprzeda jakiś złom. Niemal każdego dnia odwiedza jadłodajnię dla bezdomnych. Działającą od 2001 r. placówkę prowadzi Caritas.
- Między godz. 11 a 13 wydajemy od 80 do 110 talerzy. Posiłki składają się z zupy z wkładką mięsną oraz chleba. Żywność przygotowaną przez restaurację Galicyjską rozdają dwie wolontariuszki. Żywimy także rodziny wielodzietne i osobe chore, którym dania są dowożone do domów - mówi Danuta Wrona z Caritasu.
Po posiłku w jadłodajni Zbigniew Janicki krąży po mieście, odwiedza znajomych, a wieczorem wraca do noclegowni. Miał rodzinę. Rozszedł się jednak z żoną, nie ma kontaktu z pełnoletnim synem. - Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz - stwierdza. Na swój los nie narzeka także inny lokator noclegowni - Jan Gnyla.
- W moim życiu też była żona. Dziś nie chcę mieć z nią do czynienia - stwierdza 57-latek. Gdy nie ma wielkich mrozów, to o godz. 7 lokatorzy opuszczają noclegownię. Jan Gnyla udaje się wtedy do składu węgla, w którym pomaga. Wieczorem wraca do noclegowni.
Oprócz stałych bywalców trafiają do niej także przypadkowe osoby. Był m.in. mężczyzna, który szedł pieszo z Dąbrowy Tarnowskiej do Krakowa. Nie brakowało także bardziej uciążliwych lokatorów. - W tamtym roku nocowało dwóch typów spod Bochni. Pili, kradli. Teraz jest spokojnie - opisuje Gnyla.
Łukasz Jaje
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
Artykuł bezpłatny
Subskrybuj kategorię
Skomentuj
Wydrukuj
Wyślij link
-
24.05.2012
Damienice: Bobry budują tamę w przy... autostradzie
POWIAT BOCHEŃSKI I BRZESKI. To, że przy autostradzie chcą się budować firmy, nikogo nie dziwi. Ale bobry? Okazuje się, że też. -
24.05.2012
Będzie korekta rozkładu jazdy w gminie Tarnów
Wójt gminy Tarnów bije się w piersi i wycofuje się z wprowadzonych 1 maja ograniczeń w kursowaniu autobusów komunikacji miejskiej do podtarnowskich miejscowości. -
24.05.2012
Ugodzona nożem nieopodal Rynku
-
23.05.2012
Szpital trafi w prywatne ręce
-
23.05.2012
Zadłużony Wiśnicz
Facebook
GooglePlus
Wykop












Brak komentarzy
Dodaj komentarz