08.08.2011

Pamiętają o szlaku "kadrówki"

ROCZNICA. Pokonają pieszo prawie 150 km. Najmłodszy piechur ma sześć lat, a najstarszy 87. Wszystkich uczestników (wyruszyło prawie 400 osób) tradycyjnie ugościli właściciele dworu w Michałowicach.

Stanisław Ożana (z lewej) wyróżnił najmłodszego uczestnika marszu Jakuba Pachlowskiego FOT. EWA TYRPA

Spotkanie uświetnił koncert orkiestry "Wieniawa", grającej legionowe utwory.

Ewa Tyrpa

ewa.tyrpa@dziennik.krakowa.pl

W Słomnikach mieszkańcy powitali maszerujących pieśniami legionowymi

Pierwszy etap marszu kadrowej obejmował prawie 15-kiloemtrową trasę do Słomnik, gdzie piechurów powitali na rynku mieszkańcy gminy. Centrum Kultury przygotowało śpiewniki z pieśniami legionowymi.

Niektórym grupom udało się dotrzeć po czterech godzinach. Najszybciej byli ułani ze Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "Jodła" Radom-Kielce. Prezes Dionizy Krawczyński uczestniczy w marszu od 1986 roku. Na nim 16 lat temu spędził podróż poślubną. Od pięciu lat towarzyszą mu dwaj synowie.

Piesi i zmotoryzowani uczestnicy marszu nocowali w szkole w Słomnikach. - My u zaprzyjaźnionych koniarzy w Prandocinie, bo konie muszą mieć spokój i odpowiednie warunki do wypoczynku - mówi prezes. Zaznacza, że konie są najważniejsze. Najpierw je jeźdźcy rozkulbaczają, karmią i poją, dbają o ich odpoczynek, a dopiero potem myślą o sobie.

Dla koni sobota była najtrudniejszym dniem, bo musiały przetrwać transport do Krakowa, a więc zmianę środowiska, a potem przejazd do Michałowic i stamtąd do Prandocina. Większość trasy pokonywali asfaltem. - Żniwa są opóźnione, więc nie mogliśmy jechać polami, a taka droga jest dla koni najlepsza. Mogą trochę pogalopować, zmienić rytm jazdy, która na asfalcie jest monotonna - dodaje prezes Krawczyński, ale zastrzega, że konie są bardzo wytrzymałe, dziennie potrafią pokonać 80 km. Czego należy życzyć konnym ułanom? - Zdrowych kopyt - odpowiada Dionizy Krawczyński.

Samochodem do Słomnik dojechała grupa młodzieży, która uczestniczyła w zawodach strzeleckich na miejscowym stadionie. - Na razie nie odczuliśmy uciążliwości trasy - mówi Damian Leńczuk, licealista z Tomaszowa Mazowieckiego. Natomiast droga trochę dała się we znaki grupie jego kolegów, którym pokonywanie odcinka z Michałowic do Słomnik zajęło sześć godzin. Na marsz wybrali się po raz pierwszy, ale dotarcie na końcu wcale ich nie zniechęciło do udziału w przyszłorocznych i kolejnych wyprawach. - Nie było ciężko, chociaż trochę bolą nas nogi - mówił w imieniu kolegów Jakub Harbuz.

- Głównym czynnikiem powodującym zmęczenia jest upał. Na maszerowanie najlepsza jest chłodniejsza pogoda bez mocno święcącego słońca - mówi komendant Kasprzyk.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz