19.03.2011

Widziałam z bliska jak wygrywają z ogniem

NA POMOC. Reporterka "Dziennika Polskiego" w roli strażaka? Dlaczego nie? Na jeden dzień zaciągnęłam się na ochotnika do jednostki straży pożarnej. Gdy paliły się trawy i buchały płomienie, przekonałam się, że siwy dym dusi w gardle i szczypie w oczy.

Strażacy z Czernichowa muszą ratować domy, bo wypalanie traw czasem kończy się dramatycznie Fot. Barbara Ciryt

Pochylona staruszka Władysława Tałach z Zagacia pali trawy tuż przy domach. Bezmyślnie. Ogień rozprzestrzenia się we wszystkie strony. Pali się płot sąsiada, tuje, altana. Płomienie sięgają stodoły, są już obok domu. Niedaleko jest skład drewna, zbiornik z olejem opałowym, lada chwila może wybuchnąć. Kobietę paraliżuje strach. Pożar! Pożar!

Wcielenie do straży

Strażacy rzucają wszystkie codzienne obowiązki i biegną z pomocą. Zaciągam się na ochotnika do drużyny w Czernichowie. Pomocą służy mi miejscowy strażak, ratownik Krzysztof Sury, inspektor w Urzędzie Gminy odpowiedzialny za jednostki OSP. Ubieram mundur. Wygodny. Jest odporny na wysokie temperatury. Pan Krzysztof robi krótkie szkolenie. - W lewej dolnej kieszeni jest kominiarka żaroodporna. Może być potrzebna. W górnej prawej kieszeni są jednorazowe rękawiczki i ustnik do sztucznego oddychania. Te rzeczy przydają się podczas wypadków - wyjaśnia mój instruktor. Mundur zobowiązuje do niesienia pomocy ludziom, trzeba wziąć tę odpowiedzialność na siebie.

Nasłuchujemy. Dochodzi godz. 15. Pogodny dzień więc podpalacze traw mogą narobić nieszczęścia. - Co roku to samo. Ludzie chcą oczyścić łąkę, zamiast kosić trawy, palą je. Potem przeżywają dramaty - wzrusza ramionami pan Krzysztof.

Nagle słyszymy przeraźliwy huk. Tak wyje syrena. Alarm! Pali się! Miejskie Stanowisko Kierowania w Krakowie SMS-ami bombarduje strażackie telefony: - Pożar traw w Zagaciu. Zagrożony dom - czytamy. Mamy szczęście, jesteśmy w remizie, na miejscu. Inni też czytają i zaraz tu będą.

Do remizy na czas

Krzysztof Urbańczyk, prowadzi firmę budowlaną, ale kiedy słyszy syrenę rzuca narzędzia. Biegnie do remizy. Mieszka najbliżej. W minutę jest na miejscu. Koledzy nazywają go "Cukier". Taki napis ma na plecach munduru. Jest jednym z 16 kierowców bojowego wozu strażackiego w Czernichowie. - Gdy biegnę, zawsze patrzę, żeby nie najechał na mnie inny strażak, który pędzi swoim autem - mówi w pośpiechu i otwiera garaż. Usuwam się na bok. Już wyją syreny czerwonego stara 266, błyskają światła. Teraz cenna jest każda sekunda.

Wóz bojowy nie czeka

Dociera trzech kolejnych strażaków. Tomasz Gawor, oficer PSP po pracy służy swoją wiedzą i pomocą druhom ochotnikom. Rafał Grzywa jest w remizie w 1,5 minuty. Pracuje w pizzerii. - Jadę na akcję, gdy znajdę kogoś na zastępstwo, kto przypilnuje pizzy w piecu albo zawiezie ją do klienta - mówi pan Rafał. Następny to Bartłomiej Gałka zawodowy kierowca tira. Syrenę słyszy podczas zakupów w sklepie. Zostawia wszystko i w 3 minuty jest w remizie. - W takiej sytuacji 3 minuty to dużo - wyliczają strażacy, ale pan Bartłomiej jeszcze zdąża.

Ratownicy w mundury "wskakują" w mgnieniu oka. Na miejscu jest już Grzegorz Kowalski. To przedsiębiorca, pracuje w Krakowie, ale jeśli tylko jest w domu - spieszy z pomocą. Do czernichowskiej remizy dojeżdża z Wołowic. Wystarcza mu 2 lub 3 minuty. Przed wyjazdem bojowego wozu łapie czerwonego lizaka. Biegnę z nim kilka kroków na ulicę, wstrzymujemy ruch. Z drugiej strony z lizakiem stoi Rafał Grzywa. Pierwsza grupa ratowników na drodze wskakuje do auta. Jadą. - Nikt na nikogo nie czeka. Samochód rusza, jeśli jest czterech ludzi. Tylu potrzeba do sprawnej obsługi sprzętu - wyjaśnia Krzysztof Sury. Niektórzy w aucie kończą się ubierać i dzielą robotę. Dowódcą jest zwykle ten, kto siedzi obok kierowcy.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

?
2011-03-19 10:43:18

Czy autor ma zgodę Sądu lub osoby zainteredowanej na publikację danych osobowych?

Odpowiedz »

Dodaj komentarz