08.02.2012

Wojna oscypkowa w Zakopanem

KONTROWERSJE. Sprzedawcy serów nie chcą kupić kas fiskalnych. Urząd skarbowy grozi dokładnymi kontrolami.

Handel oscypkami to teraz żaden interes - twierdzą sprzedawcy FOT. ARKADIUSZ ARENDOWSKI

Czarne chmury gromadzą się nad głowami handlarzy sprzedających oscypki w wynajętych od miasta stoiskach na zakopiańskich Krupówkach.

Wczoraj minął termin do którego, zgodnie z umową zawartą z zakopiańskim urzędem skarbowym, handlarze mieli zaopatrzyć się w przenośne kasy fiskalne. Polecenie urzędników wykonał tylko jeden handlarz. - Czuję się oszukana - mówi naczelnik skarbówki Małgorzata Kabata-Żbik i zapowiada częste kontrole na Krupówkach.

O tym, że wszystkie osoby, które wygrały ogłoszony przez miasto przetarg i obecnie wynajmują legalne stoiska z oscypkami na Krupówkach, powinny mieć kasy, skarbówka poinformowała handlarzy już pod koniec stycznia 2011 roku. Sprzedawcy, który dotychczas nie mieli kasy fiskalnej powinni to zrobić w ciągu miesiąca. Pierwszego stycznia okazało się, że z 13 właścicieli popularnych fasiągów kasę fiskalną zakupiła tylko jedna osoba. Skarbówka dała więc handlarzom dodatkowy tydzień na zakup kas.

- Ostateczny termin minął w poniedziałek - mówi Małgorzata Kabata-Żbik. - Okazało się jednak, że handlarze złamali dżentelmeńską umowę, jaką z nimi zawarłam.

Pani naczelnik wyjaśnia, że na początku roku powiedziała handlującym, że gdy kupią kasy fiskalne i będą na nie nabijać wszystkie transakcje, ona nie zleci kontroli ich ewidencji podatkowej z poprzednich lat.

- Wszyscy przystali na propozycję. Teraz okazało się, że handlarze wycofali się z umowy. Przyszli do mnie i stwierdzili, że nie kupią kas, bo ich stoiska przynoszą dochód jedynie około 1500 zł miesięcznie. Pytam więc, jak to możliwe, że mogą płacić miesięczny czynsz za stoiska w wysokości 5000 zł? - zastanawia się naczelnik, która, by wyjaśnić rozbieżności, zapowiada częste i szczegółowe kontrole handlujących.

Widmo kontroli podzieliło handlarzy. - A niech przychodzą i sprawdzają mnie nawet przez cały dzień - mówi Barbara Sarna sprzedająca oscypki na górnych Krupówkach. - Nie mam nic do ukrycia. Handel oscypkami to w tej chwili już żaden biznes. Ja zarabiam praktycznie tylko na czynsz za stoisko, za które płacę 3000 zł. Ustoi się człowiek na mrozie i co zarobi... marne kilkadziesiąt złotych dziennie! Jak urzędnicy ze skarbówki nie wierzą, to mogę się z nimi zamienić - denerwuje się kobieta, która kategorycznie zapowiada, że kasy nie kupi, bo nie ma za co.

Inaczej myśli Marek Gawlak, również handlujący na Krupówkach. - Jeśli kontrole skarbówki będą naprawdę uciążliwe, to kupię kasę - mówi. - Lepiej mi będzie wydać te kilka tysięcy złotych na jej zakup niż stracić miejsce pracy - dodaje.

Tomasz Mateusiak

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz