15.02.2012

Olkuszanie zawiedli w najważniejszym momencie

SIATKÓWKA. Niepokojący spadek formy Kłosa przed barażami o II ligę

Ma nad czym myśleć trener olkuszan Roman Socha Fot. Grzegorz Sroka

Na ten mecz czekał cały Olkusz. Kłos miał szansę zdobycia mistrzostwa Małopolski, bo w pierwszej rundzie przegrał w hali lidera, w Andrychowie tylko 2-3. Właśnie ten wynik napawał optymizmem trenera Romana Sochę. Skoro w "jaskini lwa" udało się zdobyć punkt, to dlaczego we własnej hali, mając za sobą publiczność, nie dałoby się wziąć wszystkiego? Jednak rzeczywistość okazała się bardziej brutalna. Olkuszanie przegrali w trzech setach.

- Najsmutniejsze jest to, że na dobrą sprawę tego dnia nie potrafiliśmy się dobrać do przeciwnika - przyznaje Roman Socha, trener olkuszan. - Musimy zweryfikować swoją postawę, bo nie można dopisywać sobie punktów przed meczem, na podstawie własnych wizji.

Już w pierwszym secie olkuszanie pokazali, że nie są w najlepszej dyspozycji, bo przegrywali 18-23.

- Przegraliśmy tę partię w środku seta, psując kilka dobrze zapowiadających się akcji - uważa Roman Socha. - Poza tym, słabo tego dnia funkcjonował nasz lewy atak. Nie potrafiliśmy skorzystać z szansy, kiedy u przeciwników pod siatką byli słabiej blokujący gracze.

Olkuszanom udało się doprowadzić do stanu 23-24, ale to andrychowianie postawili kropkę nad "i".

Drugiego seta olkuszanie zaczęli od prowadzenia 2-0. Jednak po kilkunastu minutach było już 2-9!

- Nie mogą się zdarzać takie sytuacje, że podczas jednego ustawienia na parkiecie tracimy seryjnie tak wiele punktów - złości się Roman Socha. - To nie przystoi klasowej drużynie, a za taką przecież chcemy uchodzić.

Gospodarze źle prezentowali się w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła, czyli rozgrywaniu akcji, czy przyjęciu. Nic dziwnego, że przegrywali już 11-19.

- Udało nam się jednak zbliżyć do andrychowian na 19-21, ale w decydującym momencie znowu zapaliło się dla nas "czerwone światło" i na finiszu to przeciwnicy potrafili się opanować, przechylając szalę na swoją stronę - mówiąc te słowa olkuski szkoleniowiec bardzo się zmartwił.

Jeszcze większy zawód olkuscy siatkarze sprawili kibicom w trzecim secie. Przegrywali wprawdzie 0-2, ale potem prowadzili 23-19. Była zatem szansa wygrania seta. Gdyby tak się stało, olkuszanie mogliby pójść za ciosem, wcielając w czyn starą siatkarską maksymę, zgodnie z którą, kto nie kończy meczu w trzech setach, prowadząc już 2-0, ten może przegrać 2-3.

- Tak się jednak nie stało, bo znowu - mając przeciwnika na wyciągnięcie ręki - w naszym przypadku wróciły błędy z premierowej partii, czyli straciliśmy kilka punktów z rzędu - podkreśla Roman Socha. - Znowu nie skończyliśmy kilku ataków lewym skrzydłem. Nie pozostaje nam nic innego, jak wyciągnąć wnioski z tej porażki.

Porażka zabolała olkuszan z dwóch powodów. Po raz pierwszy w tym sezonie przegrali do zera i to we własnej hali. W poprzedniej porażce w Andrychowie ugrali punkt.

Olkuszanie z drugiego miejsca mają zapewniony udział w półfinale o II ligę, podobnie jak liderujący MKS, ale na pewno porażka z andrychowianami dała im do myślenia. Przecież w barażach trzeba będzie pokonać mocniejszych przeciwników od MKS Andrychów.

Jerzy Zaborski

jerzy.zaborski@dziennik.krakow.pl

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz