09.02.2012

Kłos Olkusz grał słabo, ale dopiął swego

SIATKÓWKA. Kłos Olkusz pokonał we własnej hali Hutnika Dobry Wynik Kraków 3-1, pozostając wiceliderem III ligi mężczyzn. O mistrzostwie w grupie małopolskiej zdecyduje jego najbliższy mecz we własnej hali z liderującym MKS Andrychów.

Olkuszanie, toczący korespondencyjny pojedynek z MKS Andrychów, odprawiali kolejnych rywali w trzech setach. - Jednak raz w rundzie musi się zdarzyć słabszy mecz - analizuje Roma Socha, trener olkuskich siatkarzy. - Tak było w pierwszej części sezonu, w konfrontacji z rezerwami Kęczanina Kęty, więc tym razem set uciekł nam z krakowianami. Owszem, mamy na koncie jedną porażkę, ale punktowaną, której doznaliśmy w Andrychowie z MKS 2-3.

Kibice oglądający mecz w olkuskiej hali już przed jego rozpoczęciem byli pewni łatwej wygranej swoich pupili. - Pewnie tak samo pomyśleli moi zawodnicy, widząc na parkiecie zaledwie ośmiu przeciwników, wśród których zabrakło trzech szóstkowych zawodników - tłumaczy Roman Socha. - Oni chyba wygrali mecz, zanim się jeszcze rozpoczął. Tymczasem na parkiecie wyglądało to tak, że moi zawodnicy statystowali, a rywale grali. Tego dnia w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła prezentowaliśmy się słabiej od krakowian. Wystarczyło, byśmy poprawili zagrywkę, zagrywkę czy obronę, a wygralibyśmy bez większych kłopotów, czyli w trzech setach.

Olkuski szkoleniowiec szybko dostrzegł, że jego zawodnicy nie mieli najlepszego dnia. - Już przy stanie 1-3 w pierwszym secie wziąłem czas, ale nie na wiele to się zdało, bo pierwszą partię przegraliśmy 23-25 - zwraca uwagę Roman Socha.

W kolejnych setach lepsi okazali się olkuszanie. - Wygraliśmy je kolejno do 21, 23, i 22, co tylko pokazuje, że tego dnia męczyliśmy się okrutnie - uważa olkuski trener. - Odkąd jednak pamiętam, to nasze potyczki przeciwko Hutnikowi Dobry Wynik Kraków zawsze były emocjonujące i dramatyczne. Widać tak już musi być, bez względu na to, jakim składem dysponują obie ekipy. Po meczu jeden z zawodników podzielił moją opinię, że przeciwko krakowianom przypominali statystów, ale też zrewanżował się uwagą, że przecież zawsze lepiej brzydko wygrać niż ładnie przegrać i tym razem ja się z nim zgodziłem - zakończył z uśmiechem Roman Socha.

Jerzy Zaborski

jerzy.zaborski@dziennik.krakow.pl

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz