27.01.2012

Jerzy Kurzeja nie obraził prezesa Newagu

Pieniądze nie są najważniejsze - przekonuje Jerzy Kurzeja FOT. PAWEŁ SZELIGA

PRAWO. Sąd Pracy nie dopatrzył się ciężkiego naruszenia obowiązków pracowniczych, które było podstawą zwolnienia działacza "S" z Newagu.

Nie zgodził się też, że Kurzeja miał się dopuścić "uwłaczania godności pracodawcy", które mu zarzucono.

Członek zarządu "S" w Newagu stracił pracę 28 czerwca 2011 r. Kilka dni wcześniej, w przerwie śniadaniowej, brał udział w wyborach społecznego zakładowego inspektora pracy. Funkcję tę pełnił przez cztery lata i po zakończeniu kadencji, decyzją załogi, ponownie powierzono mu tę rolę.

- Na halę numer siedem, w której odbywały się wybory, wszedł prezes Newagu Zbigniew Konieczek i stwierdził, że zgromadzenie jest nielegalne, a wybory nieważne - opowiada Jerzy Kurzeja. - Gdy go zapytałem, czy nie ma ważniejszych spraw w firmie, skoro zajmuje się takimi drobiazgami, poczuł się urażony i wkrótce zostałem zwolniony z pracy.

Zbigniew Konieczek potwierdził w sądzie tę wersję wydarzeń i zaproponował związkowcowi ugodę. Był gotów wypłacić mu zaległą pensję wraz z odsetkami, zobowiązał się też do znalezienia mu pracy, byleby nie wracał do Newagu. Zasugerował, że spółka może mu dodatkowo wypłacić kwotę, jaką sobie zażyczy za poniesione straty moralne. Jerzy Kurzeja nie przyjął tych warunków.

- Pieniądze nie są najważniejsze - stwierdził w rozmowie z "Dziennikiem Polskim". - Liczy się godność i mocny kręgosłup moralny. Chcę wrócić do zakładu, z którym jestem związany od 35 lat.

Sąd nakazał przywrócić Kurzeję do pracy i wypłacić mu zaległą pensję wraz z odsetkami. Wyrok jest nieprawomocny. Nie wiadomo jeszcze, czy zarząd Newagu będzie się od niego odwoływał.

Przypomnijmy, że we wrześniu 2010 r. sąd nakazał przywrócić do pracy Józefa Kotarbę, przewodniczącego "S" w Newagu, zwolnionego dyscyplinarnie w czerwcu 2009 r. Zarząd spółki zarzucał mu uchylanie się od obowiązku pobierania przepustek na wyjścia z zakładu i prowadzenie działalności gospodarczej w godzinach pracy. Sąd nie dopatrzył się jednak znamion ciężkiego naruszenia obowiązków pracowniczych. Powołał się też na fakt, że przewodniczący organizacji związkowej podlega szczególnej ochronie prawnej.

Kotarba wrócił do zakładu i nadal dba o prawa pracowników. Ostatnio kierował trzydniowym strajkiem w walce o podwyżkę płac.

Paweł Szeliga

redakcja@dziennik.krakow.pl

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

dzwon
2012-02-16 14:50:59

Jurek brawo!!!Nie daj się!!!

Odpowiedz »

Dodaj komentarz