03.02.2012

Kontenery socjalne rujnują zdrowie

KONTROWERSJE. W Graboszycach i Frydrychowicach pięć rodzin mieszka w kontenerach socjalnych. Woda cieknie po ścianach, a dzieci chorują.

Dariusz i Gabriela z dziećmi mieszkają w kontenerze w Frydrychowicach już dwa lata Fot. Ewelina Żebrak

Kontener pęka. W środku stoi woda. Grzyb rozwija się na ścianach. Na głowę spadają kawałki płyt gipsowych. W takich warunkach mieszkają Dariusz Rokowski i Gabriela Marek z pięciorgiem dzieci. Oprócz tego, że grzyb szpeci i śmierdzi, jest też szkodliwy. Pierwsze objawy odczuwa już rodzina, która mieszka w kontenerze w Frydrychowicach. Pięcioro dzieci cierpi na duszności, kaszel i ma niepokojące plamy na ciele.

- Lekarz powiedział, że to od wilgoci - mówi Dariusz Rokowski. W podobnych warunkach w Graboszycach mieszka Bożena Możdżeń z mężem i synkiem.

Kontener pęka. W środku stoi woda. Grzyb rozwija się na ścianach. Na głowę spadają kawałki płyt gipsowych. W takich warunkach mieszkają Dariusz Rokowski i Gabriela Marek z pięciorgiem dzieci.

15-letnia Natalia, 12-letnia Tatiana, 3-letnia Weronika, 2-letni Krystian i ośmiomiesięczna Sandra doskonale znają zapach stęchlizny. Kojarzy się im z domem. W kontenerze socjalnym w Frydrychowicach spędzają drugą zimę.

- Nie szukamy już pomocy, bo pukaliśmy do wszystkich drzwi - ze łzami w oczach mówi Dariusz Rokowski. Każdy ich dzień to walka o przetrwanie.

Pokój przedzielony jest na dwa mniejsze pomieszczenia meblami. Dwie najstarsze dziewczynki śpią w kuchni. Żadna nie chce położyć się od ściany, bo ta pokryta jest szarą warstwą pleśni. - Dzieci mają liszaje na całym ciele, ciągle chorują... Niech ktoś wreszcie potraktuje nas jak ludzi i wyciągnie z tej puszki chorób, bo już niedługo może nie być dla nas ratunku - dodaje kobieta zalewając się łzami.

Bożena Możdżeń mieszka w kontenerze w Graboszycach z mężem i synkiem od wiosny minionego roku. Wcześniej wiedli szczęśliwe życie w prywatnym, niewielkim domku w Frydrychowicach. Los wystawił ich jednak na ciężką próbę. W ciągu kilku chwil pożar strawił dobytek całego życia. Rodzina pozostała bez dachu nad głową i środków na jego odbudowę. Jedynym wyjściem było mieszkanie socjalne.

W Graboszycach panią Bożenę wszyscy znają. Zawsze uśmiechnięta z dzieckiem na ręku. Dopiero, gdy wchodzi do kontenera uśmiech znika z jej twarzy, a trzyletni Tomek ma łzy w oczach. - Najpierw trzeba wszystko powycierać, aby móc chodzić po "mieszkaniu" - mówi pani Bożena. Woda zalega na półkach, osadza się na meblach i wsiąka w ubrania. - Zanim umyjemy rano zęby trzeba skuć lód na drzwiach. Wtedy można skorzystać z toalety. Jeżeli nie ma wody w żyrandolu to uda się zapalić światło, a jeśli jest to trzeba odkręcić klosz i ją wylać - opowiada.

- Urzędnicy problemu nie widzą - mówi pani Bożena. Twierdzą, że w takich kontenerach mieszkają ludzie w całym kraju i nikomu nie dzieje się krzywda. - Jak zaczęło kapać mi z sufitu to w urzędzie usłyszałam, że mam wejść na dach i zrzucić śnieg - opowiada Bożena Możdżeń.

Ewelina Żebrak

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz