10.01.2011

Strach żyć przy uszkodzonym wale

KŁOKOCZYN. Po ubiegłorocznych powodziach Wisła zmieniła koryto. Teraz dewastuje teren międzywala. Ludzie boją się, że po odwilży woda może zalać ich wioski.

Brzeg Wisły w Kłokoczynie jest zdewastowany. Woda szuka ujść, podchodzi pod wał, stwarza zagrożenie Fot. Barbara Ciryt

Uszkodzony podczas ubiegłorocznych powodzi wał Wiślany w Kłokoczynie, w przysiółku Machaczki (gm. Czernichów) spędza sen z oczu mieszkańcom. Został tylko prowizorycznie zabezpieczony, a ostatnie roztopy budzą niepokój, czy konstrukcja wytrzyma. Sołtys Jacek Rakoczy pisze pisma, prosi o zabezpieczenie terenu.

- Wisła w tym miejscu zmieniła koryto. Brzegi są uszkodzone, obszar między rzeką, a wałem jest zrujnowany. Woda niemal ociera się o wał. Sytuacja jest niebezpieczna - przyznaje Marian Paszcza, dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Starostwa Powiatowego w Krakowie.

W maju ubiegłego roku w tym miejscu rozgrywała się dramatyczna walka o utrzymanie wału. Setki ludzi: mieszkańcy, strażacy, urzędnicy, wojsko - wszyscy walczyli, by Wisła nie zalała Kłokoczyna i Rusocic. Był ogłoszony alarm, w nocy zaczęła się ewakuacja ludzi. A na wałach nie ustawała praca. Wielkim wysiłkiem zostały obronione i to dwukrotnie. Wyrwę, którą zrobiła woda zatkano 55 tysiącami worków z piaskiem.

Wójt Czernichowa Szymon Łytek, który był tam nieustannie zaznacza, że jedyne, co zarządcy wału zrobili to umocnili nieco podstawę w miejscu wyrwy. - Wprawdzie po majowej powodzi wysypano tam tysiące ton gruzu, ale to kropla w morzu potrzeb. Woda znów się wdziera i podmywa wał kilka metrów dalej. Widzieliśmy to już podczas powodzi sierpniowo-wrześniowej - przypomina wójt.

Krzysztof Sury z Urzędu Gminy Czernichów wciąż kontroluje sytuację na wałach. - Teren międzywala jest zdewastowany. Widać jak woda wdziera się lejem pod wał. Obawiam się, że jeśli przy roztopach woda się podniesie, wiry zaczną dalej drążyć. Podsypanych kamieni nie ruszą, ale będą uszkadzały wał za wyrwą. Wszystko dlatego, że brzeg rzeki jest uszkodzony. Naniosło kamieni, korzeni, piasku, powstałą góra, więc woda się odbija i płynie w kierunku wału. Bez umocnienia brzegu i rekultywacji terenu przy korycie Wisły nie będzie sensu poprawiać wału, bo woda podmyje go znowu i wszystko spadnie do wyrwy - mówi Sury.

Władze gminy, powiatu oraz sołtys Kłokoczyna naciskają na zarządców wału i rzeki, by szybko zabezpieczali uszkodzenia. Za wały jest odpowiedzialny Małopolski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Krakowie, a Wisłą na tym odcinku i teren między jej brzegiem, a wałem odpowiada Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie. Obawiają się, że kolejnych powodzi to miejsce nie wytrzyma. Sołtys Kłokoczyna Jacek Rakoczy denerwuje się, że nie ma decyzji i pieniędzy na naprawę wału. - Nic konkretnego nie zrobili od maja tamtego roku. Żyjemy w strachu przy uszkodzonym wale. Jeśli teraz przyjdzie wysoka woda i podmyje wał, to dwie wioski Kłokoczyn i Rusocice zaleje całkowicie. Specjaliści wyliczają, że u nas w woda może sięgać trzech metrów - załamuje ręce Rakoczy. - Po powodzi były spotkania na wałach, obietnice zabezpieczenia, ale na tym się skończyło. Nie przyjmujemy do wiadomości, że nie ma na to pieniędzy. Piszemy do nich pisma i czekamy na konkretne odpowiedzi: - Kiedy zabezpieczą wały i brzeg rzeki? - mówi sołtys.

Małopolski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Krakowie pod naciskiem mieszkańców, władz gminy i starostwa zlecił w ubiegłym roku wykonanie dokumentacji odbudowy i rekonstrukcji wału. Pracownicy tej instytucji potwierdzali na spotkaniach z wojewódzkim zarządem kryzysowym, że mają w planach odbudową wałów. - Gorzej jest z Regionalnym Zarządem Gospodarki Wodnej w Krakowie, bo jeszcze w październiku nie ujmowali w swoich planach rekonstrukcji brzegów i wielu hektarów terenów międzywala w Kłokoczynie. A bez tego odbudowa wałów nie przyniesie efektu - zaznacza Marian Paszcza. Dlatego powiat naciskał na RZGW, żeby szukał pieniędzy na zabezpieczenia w Kłokoczynie.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz