20.05.2010
Nie zdążyli zabrać wielu rzeczy...
REPORTAŻ. Ludzie bardzo się zmobilizowali, ale w podtopionych Jeziorzanach brakowało nie tylko worków na piasek, ale również właściwej organizacji akcji ratunkowej
Od lewej: Anna Grzesiak, Sofia Rabati-Roczniak z odcietej Gawóry do centrum dostały się łodzią. Obok Marcin Skrzypoń i Karol Rytel czekają na udostępnienie wojsku kanistrów na paliwo. Fot. EWA TYRPA
Z ogrodzenia posesji Tadeusza Janasa w Jeziorzanach (gm. Liszki) woda spływała jak z małego wodospadu. Przepływała przez drogę i zalewała pola. - Nic nie możemy zrobić, tylko czekać, aż spłynie. Jednak nie wiadomo, kiedy to nastąpi - martwi się gospodarz. - Tak nie było nawet w roku 1997 - wspomina Karol Guzik.
Woda nadeszła tak szybko
W domu Karola Rytla woda sięgnęła sufitu piwnic. - Zabezpieczyliśmy go przed dostaniem się mułu, bo przed wodą nie da się go ochronić - mówi Marcin Skrzypoń, który przyszedł pomóc szwagrowi. To jego rodzinny dom i z żalem patrzy, jak woda go podtapia. Mimo tragicznej sytuacji w obejściu, panowie pomagają wiosce i wojsku. Przygotowali kanistry, do których żołnierze tankują paliwo do pomp. Wozi je też, a także piasek Jan Kapusta, rolnik, z którym ciągnikiem przeprawiliśmy się przez zalaną drogę. Tam ludzie do swoich posesji dostają się pontonami. Rodzice 17-letniej Pauliny Królikowskiej podpłynęli pod swój dom, a jej tato Zdzisław Królikowski, brodząc wodą po pas, poszedł do domu jej babci, znajdującego się na sąsiedniej działce. Nie mógł podpłynąć pontonem, bo nurt wody był tam bardzo silny. - Babcia przy przenosinach do rodziny zapomniała zabrać dokumenty, a także kaczkę siedzącą na jajach. Tato poszedł też po nią, bo babcia się bardzo martwi - mówi Paulina. W trosce o dobytek pan Zdzisław z inną córką pozostali w podtopionym domu. - Woda nadeszła tak szybko, że nie zdążyliśmy wziąć wielu rzeczy - mówi Paulina.
Zdaniem wielu mieszkańców wioski, zabrakło logistyki ze strony władz gminy. - Wójt przyjechał i stwierdził, że pozostaje nam tylko modlitwa, a nam brakuje worków do ładowania piasku. Przysłali nam 20 sztuk - nie wiadomo co nimi uszczelniać - mówią rozgoryczeni mieszkańcy, nie szczędząc krytyki pod adresem władz gminy. - Naprawdę ludzie bardzo się zmobilizowali i są chętni do pomocy, ale rzeczywiście zabrakło dobrej organizacji i worków - mówi Ewa Kapusta, przewodnicząca Stowarzyszenia "Sukces". Jej mąż Jacek pomagał w logistyce żołnierzom.
Ile było worków?
Wójt Wacław Kula jest zaskoczony takimi zarzutami. - Mieliśmy chyba najwięcej worków - ponad 20 tysięcy. Sytuacja jest krytyczna, a ludzie są zdenerwowani i kierują się emocjami. Czekają, że się wypompuje wodę z ich posesji, a to jest nierealne. Uważam, że pomoc, którą kierujemy do Jeziorzan, jest bardzo duża- wystarczająca w obecnej sytuacji - twierdzi wójt, który nie zgadza się też z zarzutami mieszkańców co do złej organizacji akcji. Uważa, że prowadzona jest wzorowo. Koordynuje ją radny Jacek Kapusta. Nie udało nam się z nim skontaktować, bo pracował z wojskiem, ale jego żona Ewa powiedziała, że mąż robi wszystko, co w jego mocy, chociaż nie czuje się na tyle kompetentny. W takiej akcji powinien uczestniczyć ktoś ze sztabu kryzysowego.
W sąsiedniej gminie Czernichów wczoraj do południa zużyto ponad 24 tysiące worków, ale - dzięki firmie Marabut - w zapasie są jeszcze trzy tysiące. Władze wciąż zabiegają o kolejne partie, bo zmagazynowanych worków zabraknie.
Wójt Kula przyznał, że we wtorek mogło zabraknąć posiłków dla uczestników akcji, o czym mówiła nam Ewa Kapusta i sołtys Danuta Janas. Zapewnił, że od wczoraj porcji wystarcza dla wszystkich. O posiłek już wcześniej zadbały panie ze stowarzyszenia. - Kupiłyśmy kiełbasę, pieczywo, kawę i herbatę, żeby ludzie mogli się choć trochę posilić i wypić gorący napój - powiedziała pani sołtys, która mieszka w odciętym od świata przysiółku Kutek. Prowadząca do niego droga została całkowicie zalana. Dostać się tam można tylko łódką. Podtopione zostały cztery domy (jeden niezamieszkany). Trzy rodziny ewakuowały się. Wacław Obruśnik z 10-osobową ekipą przyjaciół i rodziny oraz dwoma pontonami przyjechał do Jeziorzan z Krakowa. - To normalne, że pomagamy przyjaciołom - powiedział krakowianin, przywożąc na drugi brzeg rzeczy podtopionej rodziny państwa Mazurków.
- 1
- 2
- następna »
- 1
- 2
- następna »
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
Artykuł bezpłatny
Subskrybuj kategorię
Skomentuj (2)
Wydrukuj
Wyślij link
-
24.11.2011
Kiepskie filie do likwidacji
Od przyszłego roku nastąpią spore zmiany organizacyjne w Starostwie Powiatowym w Krakowie i jego jednostkach w Krzeszowicach i Skawinie. -
24.11.2011
Wiadukt w Batowicach potrzebny jest także mieszkańcom Krakowa
INWESTYCJE. Każdy, kto jeździ przez wiadukt na torami kolejowymi w Batowicach (gm. Zielonki), np. z ul. 29-Listopada w Krakowie do Nowej Huty, wie, że to trudna przeprawa. -
24.11.2011
Wały czekają na skoszenie
-
24.11.2011
Ile wiedzą o pszczołach?
-
24.11.2011
Święto u krwiodawców
Facebook
GooglePlus
Wykop















zainteresowany sprawą
2010-05-21 21:30:08
Jak się nie ma tematów do pisania artykułów, to się przerabia rzeczywistość....taki świat, jak się komuś pomoże, to jeszcze się za to obrywa...a co do dziennikarskich hien ...szkoda gadac
Odpowiedz »
Krzysiek Stopa
2010-05-20 18:48:10
Ciekawe rzeczy ludzie wypisujecie na temat transportu aut jak nawet grosza nie wziąłem za wszystko. Powodzenia życzę na następnej powodzi!!!!
Odpowiedz »
Dodaj komentarz