31.07.2010

Kury tych odchodów nie wywiozły...

Kurze odchody wylane przy drodze Fot. Anna Szopińska

OSTROWSKO. Smród roznosi się po całej okolicy, zwabiając muchy. Sterty kurzych odchodów wysypane są i przy drodze gminnej w Ostrowsku i dosłownie kilka metrów od brzegu potoku Leśniczanka. Ktoś wyrzucił tu kurze łajno przed czerwcową powodzią, być może licząc, że większa woda je zabierze i po kłopocie. Brzeg jest jednak dość wysoki, woda nie wystąpiła z koryta i nie "posprzątała". Wśród trzech takich dużych wysypisk jedne są świeższe, inne starsze, z wierzchu przyschnięte.

Wystarczy jednak chwila deszczu, żeby z powrotem rozmoczyć połacie odchodów. Wszystko to spływa do potoku, a z wodami potoku do Dunajca, zanieczyszczając cieki fekalnymi związkami. Dzieje się to przy drodze za cmentarzem w kierunku potoku, ok. 300 metrów od ludzkich zabudowań. Miejscowi przebąkują też, że sprawcy tych "wysypów" tak długo uchodzi to na sucho przez wzgląd na powiązania z urzędem...

Inspektor ochrony środowiska w Urzędzie Gminy Nowy Targ, Janusz Gąsecki, zaraz po sygnale o zalegającym w trzech miejscach kurzeńcu, ze Strażą Gminną ruszył w teren, by rozeznać sytuację. Nie ulegało wątpliwości, że odchody pochodzą z działającej w Ostrowsku hodowli drobiu.

- Właściciel nie przyznaje się do winy, twierdzi, że to rolnicy biorą od niego nawóz, aby zagospodarować go na polach - mówi inspektor. - Ale zobowiązał się do poniedziałku posprzątać i wywieźć odchody. Istnieje jednak rozporządzenie ministra środowiska z 2002 roku w sprawie dopuszczalnej ilości azotu na 1 hektar - jest to 170 kilogramów. Z naszego rozeznania wynika, że odchody zalegają na prywatnych działkach, a częściowo - przy drodze gminnej. Do usuwania takich rzeczy zobowiązuje też właściciela oczywiście regulamin utrzymania czystości i porządku w gminie. W poniedziałek sprawdzimy, czy to zostało posprzątane.

Okazuje się, że właściciel fermy, Stanisław Szumal, był radnym wcześniejszej kadencji. Ale ostatnio sygnałów o zagrożeniach dla środowiska i uciążliwościach ze strony jego fermy gmina nie miała. Skargi były 3-4 lata temu.

- Z tą hodowlą ciągle są problemy - mówi Ewa Wiewiórkowska z Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej w Nowym Targu. - Od ponad roku pan Szumal zobowiązany jest decyzją Powiatowego Inspektora do wskazania miejsca składania obornika. Powinno to być zgodne z dobrą praktyką rolniczą, ale został też zobowiązany do ustalenia sposobu rozchodu obornika z ochroną środowiska. Byłam tam na kontroli tydzień temu i dostałam od właściciela jedynie sporządzony przez niego samego opis przeznaczania obornika na własne pola. O tej sprawie będzie powiadomiony Wojewódzki Inspektor ochrony Środowiska. Ustalenie zgodnych z przepisami warunków zagospodarowywania odchodów wymaga konsultacji ze specjalistami.

Rozchód obornika to wszakże nie jedyna przyczyna potyczek hodowli liczącej 25 tys. sztuk drobiu z nadzorem weterynaryjnym.

- Różne nasze zalecenia właściciel miał wykonać już w trybie przymuszeń - mówi pani inspektor. Historia na pewno będzie miała dalszy ciąg.

Anna Szopińska

wydrukuj wyślij dodaj do dodaj do

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz