09.11.2011

Tragiczny finał piłkarskiej fety

NOWY SĄCZ. 500 tys. zł zadośćuczynienia i 1500 zł miesięcznej renty domaga się 20-letni Michał G., który stracił oko trafiony policyjną gumową kulą

Mecenas Marek Eilmes dowodzi, że obrażenia doznane podczas policyjnej interwencji odbiły się negatywnie na jakości życia Michała G. FOT. (SZEL)

Wczoraj ruszył proces o odszkodowanie dla ofiary zamieszek, do których doszło w czerwcu 2009 r. podczas fetowania awansu MKS Sandecja do I ligi. Kilkudziesięcioosobowa grupa pseudokibiców starła się wówczas z policją w Parku Strzeleckim, gdzie odbywała się plenerowa impreza z udziałem zawodników Sandecji i fanów tego klubu.

Padły strzały z broni gładkolufowej. Jedna z gumowych kul trafiła w oko Michała G., który - jak orzekł w grudniu 2010 r. Sąd Rejonowy - nie brał udziału w zamieszkach. Oka nie udało się uratować. Dziś w jego miejscu młody mężczyzna ma szklaną protezę. Za te nieodwracalne szkody miałyby solidarnie zapłacić skarb państwa reprezentowany przez Prokuratorię Generalną i MKS Sandecja, który - zdaniem powoda - nie wywiązał się z obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa uczestnikom masowej imprezy organizowanej przez klub.

Początek procesu zdominowało żmudne ustalanie zakresu odpowiedzialności strony pozwanej. Do zamieszek doszło przy bramie wyjściowej z Parku Strzeleckiego, a adwokat reprezentujący Sandecję utrzymywał, że masowa impreza odbywała się tylko w obrębie amfiteatru. Pilnowała go firma ochroniarska i tam do żadnych incydentów nie doszło. Sąd miał jednak wątpliwości czy można zawęzić zakres odpowiedzialności wyłącznie do terenu pod sceną, bo w informacjach przesłanych do instytucji i mediów organizatorzy wspominali o imprezie odbywającej się w Parku Strzeleckim.

- Jest rzeczą oczywistą, że nie obejmowała ona krzaków i obrzeży, ale tylko amfiteatr, gdzie bawił się tłum sądeczan - stwierdził mecenas Dariusz Opałek reprezentujący MKS Sandecja. - Tam nic złego się nie działo, a o bezpieczeństwo dbali ochroniarze.

Potwierdzili to zresztą świadkowie zeznający wczoraj w sądzie. Była dziewczyna Michała G. i dwóch jego kolegów uczestniczących w imprezie w Parku Strzeleckim. Oni także stwierdzili, że pod sceną, w amfiteatrze, panował spokój. Natomiast do zamieszek doszło poza jego obrębem. Dziewczyna zeznała, że Michał G. stał z nią pod sceną, skąd się na moment oddalił, by poszukać kolegi. Gdy wrócił jego twarz była zalana krwią.

- Był oszołomiony i pytał czy ma oko - wspomina jego była dziewczyna. Kolega, z którym spotkał się w parku zeznał, że gdy rozległy się strzały wiedziony ciekawością ruszył z tłumem na koronę wału wieńczącego amfiteatr, by się zorientować w sytuacji. Zauważył Michała G. stojącego kilka metrów od agresywnej grupy kibiców. Trzymał się za głowę i dziwnie poruszał, jakby nie wiedział, co się dzieje.

- Stałem pod dużą metalową reklamą i mam wrażenie, że trafiła w nią gumowa kula - dodał świadek. - Słyszałem charakterystyczny huk uderzenia w blachę.

Mecenas Marek Eilmes reprezentujący Michała G. dowodził, że obrażenia odniesione podczas policyjnej interwencji wpłynęły negatywnie na życie poszkodowanego. Wcześniej świetnie się uczył i uprawiał sport, a po czerwcowych wydarzeniach stracił ochotę do życia. Świadkowie zeznali, że był w depresji, często opuszczał lekcje (był wówczas w klasie maturalnej), bo źle się czuł, lub jechał na konsultacje medyczne. Z wesołego, pełnego energii nastolatka zmienił się w przygnębionego, złamanego człowieka. Rozsypał się jego związek z dziewczyną, a poważne kalectwo obniża jego szanse na podjęcie pracy. Zwłaszcza, że ma tylko maturę, bo tytułu technika już nie był w stanie obronić.

Dodajmy, że w marcu ubiegłego roku, z powodu niewykrycia sprawcy, nowotarska prokuratura umorzyła śledztwo, które miało doprowadzić do ustalenia, który z interweniujących policjantów wystrzelił w kierunku Michała G.

PAWEŁ SZELIGA

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz