06.09.2010

Przejrzystość życia publicznego to moja obsesja

Rozmowa z Kazimierzem Sasem, szefem rady małopolskiej Sojuszu Lewicy Demokratycznej, kandydatem na prezydenta Nowego Sącza

- Nieprawda. To media próbują nas tak porządkować i wprowadzać podział między starymi a nowymi sugerując, że ci starzy się już nie liczą. Jest na lewicy mieszanina młodości i doświadczenia. A przede wszystkim jest w nas - takich ludziach jak ja. To mi daje niczym nieskrępowane stale świeże spojrzenie na świat. Obecny prezydent Rzeszowa Tadeusza Ferenc z SLD ma 69 lat, czyli więcej od mnie o 6 lat. Cechuje go takie samo podejście do życia.

Sądecki SLD to przede wszystkim Kazimierz Sas. Przez lata rządów partyjnych nie utworzył Pan wokół siebie młodej przebojowej lewicy, bo chciał pan zawsze błyszczeć jako lider. Zachodzi obawa, że gdyby Pan wygrał wybory, ściągnie Pan na ratusz weteranów PRL, którzy już wyszli dawno z politycznej gry.

- To nieporozumienie. Kompetencje, nie legitymacje. Samorząd musi się tym kierować. To miejsce dla współpracy wszystkich ludzi kompetentnych. Moja idea to porozumienie. W Nowym Sączu na nieszczęście liczy się w pierwszym rzędzie kto kogo, kto komu dołoży, a nie co trzeba zrobić dla miasta. Sesje to jeden wielki jazgot, bez kompetencji, ludzi nieprzygotowanych do tematu, nastawionych tylko na utarczki polityczne. To się musi zmienić, wierzę w mądrość wyborczą sądeczan.

Kogo widziałby Pan u swo jego boku w ratuszu?

- Za wcześnie o tym mówić.

Pan jest wrośnięty w sądeckie elity. Pojawia się obawa, że konserwowałby Pan stare układy, wpływy, dziwne zależności w ratuszu.

- Absolutna jawność poczynań. Przejrzystość w życiu publicznym to moja obsesja. Koniec z dyktatem politycznych komisarzy. Upartyjnienie paraliżuje nam rządy w mieście. Tu się liczy, co powie twój partyjny szef. Moim szefem, jako prezydenta miasta - i to mówię z całą stanowczością, stojąc na czele małopolskich struktur SLD - będą mieszkańcy.

Rozmawiał:

Wojciech Chmura

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz