06.09.2010

Przejrzystość życia publicznego to moja obsesja

Rozmowa z Kazimierzem Sasem, szefem rady małopolskiej Sojuszu Lewicy Demokratycznej, kandydatem na prezydenta Nowego Sącza

NOWY SĄCZ. Kazimierz Sas, radny Rady Miasta, szef małopolskich struktur SLD, kandydat na prezydenta miasta odkrywa swoje karty wyborcze.

- Nie jestem zwolennikiem rozdrapywania ran, osobistych wycieczek, agresywnego dyskursu, w którym liczy się tylko, kto kogo pokona w polemice. Nie wymachuję słowami. Sądeczanie znają moją wiarygodność, przywiązanie do wartości. Prawda, że sednem tych wartości jest człowiek i moje miasto. Znam to wszystko od podszewki. Ale wiem także, co trzeba robić, by Nowy Sącz rozwijał się jako miasto nowoczesne, jako stolica Małopolski południowo-wschodniej. Konfrontacja obozów prawicowych sięga 2005 roku. Od tej pory jest coraz bardziej agresywna. Także i na naszym sądeckim podwórku. Jest czas, by Kazimierz Sas wszedł na sądecki ratusz jako ktoś, kto myśli konstruktywnie, rzeczowo i potrafi wykorzystać wiele szans rozwoju dla tego miasta. Mogę wymieniać dziesiątki miast, gdzie gospodarzami z wielkim powodzeniem są ludzie związani z polską lewicą. Choć w Radzie Miasta nie mam partyjnego szyldu i podkreślam swoją niezależność od sił, które zdominowały władzę w Nowym Sączu, to jednak nigdy się nie wyrzekłem lewicowości. A wiadomo jak to było postrzegane, jakimi grzechami obciążane, szczególnie na tym terenie, w Małopolsce, tradycyjnie konserwatywnej.

***

Piotr Lachowicz, Grzegorz Dobosz, Zdzisław Ząber z Platformy Obywatelskiej oraz Ryszard Nowak, Artur Czernecki i być może wymieniany także po stronie Prawa i Sprawiedliwości Andrzej Romanek - oto lista rywali, z którymi trzeba będzie się zmierzyć zwycięsko myśląc gabinecie prezydenckim na pierwszym piętrze nowosądeckiego ratusza. Do wyborów dwa i pół miesiąca i może się okazać, że ta lista będzie obszerniejsza. Ma Pan siłę stawić wszystkim czoła?

- Ależ oczywiście, ponieważ mam argumenty, których wielu z tych kandydatów nie posiada. Znam doskonale Nowy Sącz, znam ludzi, ich potrzeby, bo to głównie do mojego biura poselskiego pukały setki ludzi ze swoimi problemami. Mam za sobą wieloletnią historię samorządowca i parlamentarzysty. Od 1990 roku jestem w Radzie Miasta, od 1993 roku radnym i posłem. To wszystko trwało aż roku 1999, kiedy zostałem wybrany do Sejmiku Małopolskiego, pierwszego w historii, jednocześnie cały czas będąc posłem. W 2000 roku musiałem z rezygnować z mandatu radnego wojewódzkiego, gdyż obowiązywało mnie prawo mówiące o niemożności łączenia funkcji posła i radnego. I do 2005 roku byłem posłem. W okresie mojej aktywności samorządowej i parlamentarnej starałem się ściśle współpracować z ówczesnymi prezydentami miasta, od Gwiżdża, Czerwińskiego, Krawińskiego, Wiktora a obecnie na Nowaku skończywszy. Nie interesowało mnie skąd pochodzą, ale to, czy nasze działania będą dobre dla miasta i sądeczan. Poza działalnością, o której wspomniałem, byłem przecież dyrektorem jednego z największych zespołów szkół na Sądecczyźnie, mającego swoją piękną historię i wspaniałych absolwentów "elektryka". Kto śledził moją działalność kierowniczą w szkole, nie zarzuci mi, że wykonywałem tę funkcję źle, bez wizji i wyraźnie wskazanego celu. Szkoła była i jest w czołówce.

wydrukuj wyślij dodaj do dodaj do

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz