02.02.2010
Karetka jechała pod eskortą
LIPNIK. Kto jest winny zamieszania, do jakiego doszło podczas wyjazdu ambulansu do starszej kobiety?
W niedzielę o godzinie 18.24 dyspozytor pogotowia ratunkowego w Myślenicach odebrał zgłoszenie z Lipnika. Dotyczyło przewiezienia starszej kobiety, mieszkanki tej miejscowości, do szpitala w Szczyrzycu, co zalecił badający ją wcześniej lekarz.
- W odpowiedzi na pytanie, w jakim stanie znajduje się kobieta dyspozytor usłyszał, że czuje się źle i wykazuje objawy niewydolności oddechowej - mówił nam wczoraj Adam Styczeń, dyrektor szpitala w Myślenicach.
- Mama w krótkim czasie poczuła się źle, zaczęła mieć kłopoty z mówieniem. Wezwaliśmy do niej lekarza, który stwierdził, że powinna szybko zostać przewieziona do szpitala, jednak nie zwykłym samochodem, ale karetką. Lekarz wypisał skierowanie do szpitala w Szczyrzycu - mówią bliscy pacjentki.
Do Lipnika został wysłany podstawowy zespół ratownictwa medycznego. Wjazd ten nie różniłby się pewnie od innych - tego albo innego dnia - gdyby nie to, co wydarzyło się już na miejscu.
- Ratownicy określili stan chorej jako stabilny, ciśnienie i praca serca były w normie. Chcieli ją zabrać do szpitala w Myślenicach, jednak rodzina się temu sprzeciwiła, żądając przewiezienia kobiety do Szczyrzyca - mówi dyrektor.
W międzyczasie, przed godziną 19, dyspozytor odebrał kolejne wezwanie. Dotyczyło ono utraty przytomności przez 42-letnią mieszkankę Glichowa cierpiącą na wrodzoną wadę serca. Po skonsultowaniu się dyspozytora z zespołem karetki przebywającej wtedy w Lipniku ustalono, że to ten uda się do Glichowa - ponieważ sprawa jest pilna, a odległość, jaka dzieli obie wsie niewielka - zaś po kobietę z Lipnika zostanie przysłany transport w Myślenic.
Jak mówią nam Adam Styczeń, dyrektor szpitala i kierujący pogotowiem lekarz Zbigniew Klich wyjazd ten okazał się niemożliwy, gdyż pojazd karetki został... zablokowany na posesji z pomocą innych aut i bramy. W wyniku tego do nieprzytomnej 42-latki wysłano karetkę specjalistyczną, która jednak musiała pokonać znacznie dłuższą trasę, bo z Myślenic. Kobieta trafiła na oddział anestezjologii i intensywnej terapii, gdzie obecnie przebywa. - Dobrze, że wszystko skończyło się tak jak się skończyło, tzn. że karetka z Myślenic zdążyła dojechać na czas. Nie zamierzam jednak tego tak zostawić. To skandaliczne i niedopuszczalne - mówi dyrektor szpitala o zachowaniu rodziny pacjentki z Lipnika.
Tymczasem rodzina oskarżona o "uwięzienie" kartki mówi, że o żadnym blokowaniu wyjazdu nie może być mowy. - Jak można w ogóle blokować karetkę? Były słowne ustalenia, gdzie jechać z mamą. Prosiliśmy ich, aby jechali do Szczyrzyca, ale przecież wiadomo, że ostatecznie mimo prób mogą zrobić co chcą. Jak można zmusić kierowcę kartki do czegokolwiek? Przecież nawet gdyby powiedział, że jedzie do Szczyrzyca, a faktycznie jechał do Myślenic, to nie zawrócę go z drogi - mówi syn pacjentki.
Zdaniem jego siostry, bulwersujące jest to, iż sanitariusze jeszcze w domu twierdzili, że pojadą z pacjentką do Szczyrzyca. Dopiero po wniesieniu jej na noszach do karetki okazało się, że tam jechać nie mogą, tylko do Myślenic. Zapewniają przy tym, że nie oczekiwaliby przyjazdu karetki z Myślenic, a szukaliby innej możliwości transportu, gdyby nie to, że dyspozytorka przyjmując ich zgłoszenie powiedziała, że transport pacjentki nie będzie tam możliwy.
Ostatecznie, po uzyskaniu zgody wojewódzkiego koordynatora ratownictwa medycznego, karetka skierowała się do Szczyrzyca. Od dyrektora szpitala słyszymy, że na trasie z Lipnika do Szczyrzyca była "eskortowana" przez dwa prywatne pojazdy członków rodziny.
- Jechaliśmy za karetką. Zastanowiło mnie to, dlaczego jechała przez Raciechowice i Glichów, zamiast przez Wiśniową, nadkładając tym samym przynajmniej połowę drogi - mówi osoba z rodziny starszej kobiety. - Tym, co mnie zbulwersowało i stało się powodem mojej interwencji następnego dnia rano u dyrekcji szpitala było także zachowanie sanitariusza, który o skierowaniu do szpitala w Szczyrzycu wypisanym przez lekarza wyraził się - mówiąc oględnie - że jest nic nie warte.
Zdaniem doktora Klicha pacjentka z Lipnika mogła bez przeszkód zostać przewieziona do szpitala w Myślenicach, a później gdyby okazało się to zasadne, możliwy byłby jej transport do Krakowa. Jednak nie karetką, czyli zespołem, który ma być w ciągłej gotowości na miejscu.
- Był to akt przemocy, który zamierzam jutro zgłosić do prokuratury - mówi Zbigniew Klich. W podobnym tonie wypowiada się dyrektor szpitala i dodaje, że sprawa została już zgłoszona na policji. Następnym krokiem będzie złożenie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Katarzyna Hołuj
myslenicki@dziennik.krakow.pl
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
Artykuł bezpłatny
Subskrybuj kategorię
Skomentuj
Wydrukuj
Wyślij link
-
24.11.2011
Czy Gmina Myślenice udusi kury?
FINANSE. Władze i radni coraz głębiej sięgają do kieszeni podatnika. Podatki od nieruchomości mają iść w górę, najbardziej te od przedsiębiorców. -
24.11.2011
Nagrody Samorządowe przyznane
SUŁKOWICE. Ksiądz proboszcz z Biertowic, Stowarzyszenie Gospodyń "Cis" z Harbutowic oraz były radny Rady Miejskiej w Sułkowicach zostali laureatami tegorocznych Nagród Samorządowych przyznawanych w Sułkowicach. W sumie do nagród zgłoszono w... -
24.11.2011
Strzelcy z myślenickiego Gimnazjum nr 1 zdominowali zawody
-
24.11.2011
O przemocy w szkole i w domu
-
24.11.2011
Konsultacje komputerowe
Facebook
GooglePlus
Wykop














Brak komentarzy
Dodaj komentarz