24.12.2009

Boże Narodzenie można przeżyć z sercem. Całkiem nowym sercem.

NIEZWYKŁE HISTORIE. Stanisław Rusnak udowadnia, jak można cieszyć się życiem po transplantacji. I zdobywać medale w igrzyskach...

Stanisław Rusnak z tegorocznymi medalami Fot. Andrzej Domagalski

Stanisław Rusnak ze Skomielnej, który niebawem będzie jedną z twarzy akcji "(Nie)pełnosprawni w pracy i biznesie" kocha sport całym sercem. Dodajmy od razu - nowym sercem. Niemal dokładnie osiem lat temu, 28 grudnia 2001 roku, przeszedł operację transplantacji w krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II. Zaczął nowe życie.

- Wiem tylko tyle, że żyję, mając serce 24-letniego mężczyzny, który zmarł w wypadku samochodowym - mówi dzisiaj z błyskiem w oczach. - I jeszcze jedno - dawca lubił grać w piłkę. Tyle mogli mi powiedzieć lekarze.

Operowało go dwóch kardiochirurgów: dr med. Bogusław Kapelak oraz dr med. Piotr Przybyłowski. Operacja trwała 8 godzin. - Obudziłem się po niej, słysząc sylwestrowe petardy. Byłem w siódmym niebie.

Na pytanie, czy nie bał się, iż może nie przeżyć operacji, odpowiada zdecydowanym głosem: - A czy miałem inne wyjście? Moje stare serce było bardzo sfatygowane, dojście do łazienki - zaledwie kilka metrów - stanowiło ogromny wysiłek... Zdałem się więc na łaskę Bożą i umiejętności wspaniałych lekarzy. Pamiętam jeszcze tyle, że zaraz po transplantacji miałem temperaturę, ale lekarze uporali się z tym zagrożeniem. Miesiąc później wróciłem do domu.

A trzy miesiące po wszczepieniu nowego serca jeździł już na stoku w swoich Kluszkowcach. Stanisław Rusnak to w końcu instruktor narciarstwa, wysportowany góral z krwi i kości. Rok po operacji wygrał zawody sędziów i działaczy Polskiego Związku Narciarskiego... - Jestem zdrowszy niż przed operacją. Wcześniej nie mogłem wejść po schodach, dziś po nich wbiegam - śmieje się.

I tłumaczy: - Przecież nie mogę siedzieć bezczynnie w domu i patrzeć przez okno na świat. Od dziecka lubiłem sport, a zwłaszcza narciarstwo i siatkówkę. Chodząc do zasadniczej szkoły w Nowym Targu, zapisałem się do klubu sportowego Podhale, gdzie uprawiałem kombinację norweską. Nawet mam w swoim dorobku brązowy medal mistrzostw CRZZ w kategorii junior młodszy. Byłem też zawodnikiem LKS Skomielnej Białej, która była filią Porońca Poronin. Ponadto przepadałem za skokami narciarskimi i rzutami, i tak na przykład w 1967 r. wygrałem konkurs skoków na Zarabiu w Myślenicach; mając wtedy 20 lat skoczyłem 38 m i o jakieś 10 m wyprzedziłem następnego skoczka. Z kolei w rzucie dyskiem profesjonalnym, a więc ważącym 2 kilogramy, rzucałem 47 m. Byłem w kole szybki, niedostatki wagowe nadrabiałem dynamiką i techniką - mówi nie bez dumy.

Przez 7 lat Rusnak pracował w Wierchach Rabka, przejmując pałeczkę po Adamie Kasińskim, który wrócił do Myślenic. Było to w czasach, kiedy na trasach narciarskich brylowała Michalina Maciuszek, matka aktualnej reprezentantki kraju w biegach narciarskich Pauliny Maciuszek, zawodniczki Porońca Poronin. - Odnosiliśmy sporo sukcesów na krajowych zawodach - opowiada - ale radość mąci mi fakt, że klub przez 7 lat nie płacił moich składek w ZUS-ie i przez to pozostaję na rencie, chociaż mam 62 lata. A mógłbym już być na emeryturze.

W tamtym okresie Stanisław Rusnak zdobył uprawnienia instruktora narciarskiego, specjalizując się w biegach. Był także sędzią narciarskim, a podczas zawodów Pucharu Świata w skokach zdarzało mu się mierzyć długości.

Jednak swój największy sukces sportowy odniósł w ubiegłym roku - wystartował w marcowych Światowych Zimowych Igrzyskach dla Osób po Transplantacji w fińskiej miejscowości Ravaniemi, gdzie reprezentacja Polski wywalczyła w sumie 7 medali, w tym dwa złote: dla Krystyny Murdzek (transplantacja nerki) z Iwonicza Zdroju w narciarstwie biegowym oraz właśnie Stanisława Rusnaka, który wygrał narciarstwo alpejskie.

Złoty medalista z dumą prezentuje okazałe drewniano-metalowe trofeum. - To w końcu mój życiowy sukces. Przedtem biegałem na deskach, teraz od 5 lat lubię szusować na stoku. Swoją cząsteczkę w tym sukcesie ma myślenickie Starostwo, które wsparło mój wyjazd.

Zresztą, w ubiegłym roku 62-letni obecnie Rusnak otrzymał nagrodę starosty właśnie w dziedzinie sportu! Od kilku lat dominuje w narciarstwie alpejskim w mistrzostwach kraju osób po transplantacji, a w tym okresie w Kluszkowcach aż do Bożego Narodzenia uczestniczy w zgrupowaniu kadry.

Sportami zimowymi pasjonuje się cała rodzina. Żona Cecylia do dzisiaj biega na nartach, a z dzieci - Sławomir (najstarszy) próbował sił w biathlonie, natomiast Małgorzata i Adam (najmłodszy) próbowali ścigać się na nartach. Największe sukcesy zdobywała mieszkająca obecnie we Włoszech córka, swego czasu rywalizująca z Dorotą Kwaśny i zdobywająca medale mistrzostw kraju.

Ludzie po przeszczepach serca nazywają siebie - z dystansem i lekkim przymrużeniem oka "składakami". - Jestem zatem składakiem, który przez pięć lat po przeszczepie miał niezwykły power. Człowiek za każdą dziewczyną się oglądał...

Stanisław Rusnak tej zimy na pewno nie będzie się nudził. Po pierwsze, ma do dyspozycji narty; po drugie - zorganizuje obóz dla takich jak on, a więc po przeszczepach, połowi trochę ryb, a przede wszystkim jako ceniony specjalista od smarowania nart, będzie kimś w rodzaju serwismena i będzie towarzyszył młodym narciarzom z Rabki, podopiecznym Michaliny Maciuszek.

W końcu z nowym sercem czuje się, jakby dopiero skończył "trzydziestkę"...

To on wyciągał Łasaka...

- Mieszkam mniej więcej sto metrów od słynnego zakrętu, na którym doszło w 1973 roku do tragicznego w skutkach wypadku. Wypadłem z domu i to ja wyciągałem z samochodu trenera kolarskiego Henryka Łasaka; reanimowaliśmy go, leżał potem na poboczu zakopianki, bo karetka dojechała po trzech kwadransach. Łasak zmarł po drodze do szpitala, natomiast kolarz Jerzy Żwirko umarł na stole operacyjnym. Mimo upływu lat, mam to ciągle w pamięci.

Andrzej Domagalski

wydrukuj wyślij dodaj do dodaj do

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz