13.03.2010

Powstanie most wzdłuż potoku?

TOKARNIA. Mieszkańcy kilkunastu domów, aby się do nich dostać, muszą jechać przez wodę. O wytyczenie trasy dojazdowej walczą od kilkunastu lat.

Tak wygląda zjazd z drogi powiatowej. Prosto do potoku. Fot. Maciej Hołuj

Jakie są szanse na poprawę sytuacji mieszkańców trzech osiedli w Tokarni - leżących w centrum gminy! - gdy w niektórych miejscach rzeczywiście nie ma tam miejsca na drogę? Choć może to wydawać się absurdalne, wybawieniem byłoby wybudowanie mostu... wzdłuż potoku.

- Nie daj Boże, aby wybuchł pożar, bo jak dojedzie tu straż? - mówi pani Maria, jedna z mieszkanek Tokarni. O trudnościach, z jakimi przychodzi zmagać się jej rodzinie i ich sąsiadom z kilkunastu pobliskich domów, może opowiadać długo. - Gdy dzieci zachorują, rodzice muszą je przenosić na mrozie kilkaset metrów do samochodów. Mnie również, po tym jak rodziłam w domu, niesiono na noszach do karetki. Był luty, bardzo ślisko...

- Ilekroć przyjeżdżają do mnie goście, nie mogą się na- dziwić jak to jest możliwe, że w XXI wieku dojazd do domu wiedzie przez potok - mówi Tadeusz Wróbel.

- Takie życie... Szczególnie teraz, gdy lód i wyrwy w nim kompletnie uniemożliwiły nam dojazd do domów, to duża udręka. Musimy zostawiać samochody i pokonywać pieszo kilkaset metrów ścieżką wzdłuż potoku. W pewnym momencie - gdy moje dziecko miało 40 stopni gorączki, na zewnątrz było poniżej dwudziestu stopni Celsjusza, a ja wiedziałem, że nie ma szans na to, aby dotarła tu karetka - coś we mnie pękło i postanowiłem zainteresować tą sprawą telewizję - mówi Tadeusz Wróbel. - Z jednej strony ani karetki, ani samochody straży pożarnej nie mogą dojechać do naszych domów. Ale druga, równie ważna rzecz jest taka, że my - nie mając innego dojazdu - wjeżdżamy do potoku autami. Co więcej, przejeżdżają tędy także ciągniki wożące na przykład gnojowicę, a przecież woda wpływa dalej do Raby i piją m.in. mieszkańcy Krakowa.

Przedstawiciele Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej uspokajają, że nie ma żadnego zagrożenia.

Wójt Tokarni Edward Zadora tłumaczy, że problem tkwi w braku miejsca na wytyczenie drogi, zaś gmina nie może bez zgody właścicieli zajmować ich posesji na ten cel. Tymczasem, jak twierdzi, w wielu przypadkach jest to niemożliwe. - Dojazd do tych osiedli wygląda tak samo przynajmniej od kilkudziesięciu lat i niemal przez cały ten okres nikomu to nie przeszkadzało. Sprawa została "przespana" już wiele lat temu - mówi wójt.

Za obecną sytuację, jego zdaniem, odpowiedzialni są... mieszkańcy, którzy nie pomyśleli o drodze, kiedy jeszcze zabudowa nie była tam tak ciasna jak teraz. Jak dodaje, sprawy nie ułatwia fakt, że na skutek podjętych już wcześniej działań część mieszkańców jest skłócona pomiędzy sobą.

W tej - jak mogłoby się wydawać - patowej sytuacji gmina zleciła jednej z krakowskich firm inżynieryjnych opracowanie koncepcji uregulowania potoku pod kątem przeprowadzenia tam drogi. Przygotowano cztery warianty (ze wskazaniem na jeden z nich) i przekazano je do instytucji, które zajmują się opiniowaniem i mogą wydawać decyzje, m.in. do Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej, który jest zarządcą cieku. Jak usłyszeliśmy w RZGW, koncepcja jest w tej chwili przekazana do Zarządu Zlewni w Dobczycach, gdzie zostanie zaopiniowana po dokonaniu wizji lokalnej. Ostatecznej decyzji należy się spodziewać pod koniec tego miesiąca.

wydrukuj wyślij dodaj do dodaj do

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - Wydawnictwo Jagiellonia S.A., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Barbara
2010-03-13 14:39:58

Ciekawa rzecz, Wójt znalazł pieniądze na płyty dojadowe do miedzy innymi swojej posesji, gdzie droga gruntowa wcale nie była taka zła, powiedziałabym że była rewelacyjna w porównaniu z opisaną w artykule "drogą", ma pieniądze na to by w zimie te drogę ktoś odśnieżał aby mógł dojechać do domu, a pieniędzy na dojad do tych domów jakoś nie może zdobyć, ciekawe jak szybko byłaby ta droga zrobiona gdyby tam mieszkał...?

Odpowiedz »

Dodaj komentarz