22.02.2012

Trwa bitwa o Dakar

Rafał Sonik jako pierwszy Polak stanął na podium Dakaru FOT. ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA

ROZMOWA z RAFAŁEM SONIKIEM o walce z argentyńskimi sędziami.

- Dakar już dawno się zakończył, a Rafał Sonik dalej walczy. Dlaczego?

- Bo sędziowie to durnie! Zniszczyli cały nasz wysiłek.

- Bardzo mocne słowa.

- Łagodniejszych być nie może na określenie tego, co w tym roku zrobili kilku quadowcom.

- Zdarzają się wykluczenia...

- To prawda, ale w naszym przypadku nie było do tego żadnych podstaw. Nasze quady były zgodne z regulaminem.

- Zespół Sędziów Sportowych Rajdu Dakar uznał jednak, że quady Rafała Sonika, Łukasza Łaskawca, Macieja Albinowskiego, Josefa Machacka, Christophe'a Declercka, Antoine'a Lecomte'a i Norberto Canganiego nie odpowiadają regulaminowi.

- Faktem jest tylko to, że sędziowie tak uznali. Nie było bowiem żadnych powodów, żeby nas z zawodów usunąć. Sędziowie nie dołożyli żadnych starań, by sprawdzić nasze dokumenty i zweryfikować je z przepisami.

- Większość quadów, które sędziowie uznali za niezgodne z przepisami zbudował wielokrotny zwycięzca Dakaru - Czech Josef Machacek. Może popełnił jakiś błąd, nie doczytał czegoś w regulaminie?

- Józek wiedział, że przepisy się zmieniają. Kilka miesięcy przed rozpoczęciem Dakaru, gdy przedstawiciele Amaury Sport Organisation (główny organizator rajdu) gościli w Pradze, zapewniono go, że zmienia się tylko pojemność silników - z 900 ccm na 750 ccm.

- Czy dostosował się do tych informacji?

- Tak. Wszystkie quady, które zbudował, były napędzane silnikami o pojemności 750 ccm.

- Może jednak trzeba było wystąpić o pisemne potwierdzenie, że w Dakarze mogą startować quady z silnikami przerobionymi z 900 na 750 ccm?

- Uznałem, że skoro rok wcześniej Machacek otrzymał bez problemu stosowne potwierdzenie, to i w tym roku będzie podobnie. Niestety, okazało się, że przed ostatnim Dakarem nie poprosił o takie pismo. I to był jedyny jego błąd. Zabrakło dwóch linijek tekstu...

- Gdyby poprosił, dostałby go?

- Myślę, że bez problemu. I nie byłoby całej sprawy.

- A gdyby mu go nie przesłali?

- Byłby to sygnał, że coś jest nie tak. Mielibyśmy wtedy czas na reakcję. Na zbudowanie nowego quada wystarczyłyby nam dwa tygodnie.

- To byłaby kosztowana przesiadka?

- Nie. Wręcz przeciwnie. Yamaha raptor z silnikiem 750 kosztowałaby mnie około 20 000 - 22 000 euro. Machackowy raptor jest dwa razy droższy.

- Co było zwiastunem nieszczęścia?

- Podczas odbioru technicznego w Mar del Plata powiedziano nam, że mamy problem z silnikami, bo nie wolno startować już na "900". Odpowiedzieliśmy, że wiemy. I nie ma żadnego problemu, bo my mamy przerobiony silnik z "900" na "750" ccm. Quady stanęły więc w parku zamkniętym. Wydawało się, że wszystko gra.

- Szybko okazało się, że nie...

- To prawda. Niestety, stało się to 31 grudnia, w Sylwestra. Sędziowie wieczorem oświadczyli, że nasze quady są niezgodne z regulaminem. Zarzucili nam m.in., że w dowodzie rejestracyjnym nie ma numeru silnika. Tłumaczyliśmy im, że silnik w Polsce traktowany jest jako część wymienna, więc w dowodzie nie ma jego numeru.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz