23.02.2012

Łatwiej jest protestować niż pomagać

Marcin Kulka Fot. Voidec

ROZMOWA z MARCINEM KULKA, organizatorem wczorajszej akcji przeciw slacktivismowi, czyli fałszywym deklaracjom pomocy składanym w internecie

- Kiedy po raz pierwszy spotkał się Pan ze zjawiskiem slacktivismu?

- Gdy zacząłem namawiać znajomych na pójście do Regionalnego Centrum Krwiodawstwa. Po wstępnych deklaracjach składanych na Facebooku realną pomoc potwierdziło niewielu. Mój kolega powiedział wówczas, że postawa internautów, którzy biorą udział w różnego rodzaju akcjach bez realnego wsparcia nazywa się właśnie slacktivismem. W języku polskim, na razie nie ma odpowiedniego słowa na to zjawisko. W wolnym tłumaczeniu z angielskiego oznacza to "fałszywą aktywność".

- Jak wczoraj udała się akcja?

- Zaproszenie zostało wystosowane do 300 osób z zastrzeżeniem, aby odpowiedzieli tylko ci, którzy na pewno zjawią się o wskazanej godzinie w Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i zechcą oddać krew. Swoją obecność potwierdziły 23 osoby. Wczoraj rano do rejestracji ustawiło się jedynie pięć osób z tego grona.

- Jak Pan zareagował?

- Byłem zdziwiony, z jak wielką łatwością przychodzi ludziom składać deklaracje o pomocy i ich nie realizować. Ludzie traktują internet jako zasłonę, za którą mogą być kimkolwiek chcą. Mogą udawać inteligentnych, dobrodusznych albo pozować na filantropów czy społeczników. Gdy przychodzi do realizacji, jest już znacznie gorzej. Kolega nawet zaczął dzwonić wczoraj do ludzi, którzy dzień wcześniej deklarowali przyjście i oddanie krwi, jednak nikt nie odbierał. Jedni zapewne spali, innym było głupio, że nie zadali sobie trudu, by dotrzeć na miejsce naszej nieformalnej akcji.

- Myśli Pan, że ten problem dotyczy tylko Krakowa?

- Myślę, że niesłowność i lenistwo to problemy, które współcześnie mają zasięg globalny. Kraków jest specyficznym, dość hermetycznym miastem. Tu dużo się mówi o pomaganiu, ludzie chętnie biorą udział w wielkich, nagłośnionych akcjach, jednak codzienne pomaganie to słabsza strona. Tytuł akcji: "krew człowieka zalewa" trochę nawiązuje do tego zjawiska. Niedawne protesty internautów przeciw ACTA i wielotysięczne demonstracje w Krakowie pokazały, że w ludziach tkwi potencjał. Ale, jak się okazuje, łatwiej protestować niż pomagać.

- Chce Pan jeszcze organizować podobne akcje?

- Na pewno. Nieformalne i bezinteresowne pomaganie jest naprawdę proste. Wiosną spróbuję zachęcić krakowian do spontanicznego sprzątania miasta. Być może ruszymy do parków albo na Błonia. Wówczas zobaczymy, ile osób zdeklaruje się w internecie, a ile chwyci za worki na śmieci i ruszy w miasto.

Rozmawiał MARCIN WARSZAWSKI

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz