23.01.2010
Potrzebna cała wioska, by wychować jedno dziecko
Z KS. ANDRZEJEM AUGUSTYŃSKIM, szefem Stowarzyszenia "U Siemachy" rozmawia Piotr Legutko
- Bo potem mają problem z kategorią dobrego smaku. Skoro nie obcują z pięknem, zachwyca ich brzydota. Żyjemy w czasach fascynacji wampirami, mutantami i wszelkim kiczem.
- Zarówno klasyczna uroda Marylin Monroe jak i zdefektowany Marilyn Manson znajdą estetyczne uznanie u tych samych współczesnych odbiorców. Pewnie dzieje się tak w imię "politycznej poprawności", wedle której nie ma brzydkich tylko są "piękni inaczej" i głupich nie ma, bo wokół aż roi się od "mądrych inaczej", a miejsce złych zajęli "dobrzy inaczej". Odwoływanie się do brzydoty jest w istocie głoszeniem obecności zła. Kiedyś ukazywanie brzydoty miało swoją dydaktyczną, artystyczną czy też terapeutyczną funkcję. Wstrząsnąć, ukazać dwa bieguny rzeczywistości. Współcześnie gnomy, ET, zombie, hobbity, pokemony uzyskały estetyczny status i bez jakichkolwiek ograniczeń odwiedzają nie tylko nasze sny, ale kłębią się we wszystkich przejawach życia na jawie.
- A Ksiądz wierzy, że można to co stoi na głowie jeszcze postawić na nogach?
- Jestem pewien, że także tych paru chłopców wbitych w katany z kapturem siedzących na ławce, pod którą płynie struga ich plwocin stać byłoby na marzenia, gdyby w ich życiu pojawił się ktoś, kto miałby szczęście, które przed laty było moim udziałem: aby o zmroku letnią porą, wpłynąć wraz z nimi weneckim "vaporetto" na plac św. Marka i usłyszeć: "Jak tu k... ładnie". Albo zabrać ich na "Cztery pory roku" Vivaldiego w wykonaniu Nigela Kennedy'ego w krakowskiej filharmonii.
- To drugie jest bardziej realne. A warto starać się o zaufanie tych paru chłopców?
- Zaufanie do dorosłych jest najcenniejszym zasobem, jaki posiadają młodzi. Budowanie zaufania do innych ludzi, do instytucji, a wreszcie do całego społeczeństwa, jest jednym z najważniejszych zadań wychowawczych. Wydaje się bowiem, że moment, w którym człowiek traci zaufanie do innych ludzi, zwłaszcza tych najbliższych, jest początkiem wychodzenia ze społecznie aprobowanych ram. Jest to wstęp do indywidualnej degradacji, w skutek której społeczeństwo traci wartościowego obywatela.
- Ale oni nie są aniołami. Czasem trzeba nie tylko wymagać, ale egzekwować. Czy ksiądz akceptuje przymus w relacjach wychowawczych?
- Racjonalny i dobrze uzasadniony przymus konstytuuje i poszerza wolność. Bez przymusu stawiania pierwszych liter nie bylibyśmy wszakże uczestnikami wolności posługiwania się słowem pisanym. Jeśli jednak przymus ma charakter czysto zewnętrzny, jeśli jego stosowanie nie jest dostatecznie uzasadnione i jeżeli nie towarzyszy mu przyjazny stosunek do człowieka oraz poszanowanie ludzkiej godności, staje się dokuczliwą normą, która pogłębia przepaść pomiędzy wychowawcą a wychowankiem. Gdy zastosujemy wyłącznie kontrolę, dozór i przymus, zostaniemy posądzeni o przyjmowanie okupanckich postaw. A przeciw okupantowi organizuje się powstanie.
- W naszych realiach młodzi często organizują powstanie... chociaż nie są to czasy przesadnej kontroli i przymusu.
- Profesor Antoni Kępiński powiedział kiedyś "kto nie buduje, ten musi burzyć". Nie ma trzeciej opcji w życiu młodego człowieka. Skoro nie dostają szansy kreacji, popadają w destrukcję. A nie dostają bo wielu wychowawców tej szansy im zwyczajnie nie stwarza. Ktoś, kto nie czuje się zdolny i dostatecznie zmotywowany, aby w sposób zaangażowany i twórczy realizować misję wychowawcy powinien oddać się odmiennie angażującym zajęciom. Niech wiedzą to szczególnie Ci, którzy wychowywać chcieliby w swoistych gettach bezczynności i sztampy, a których szczytem pomysłowości jest projekcja filmu video lub wycieczka do parku po kasztany na ludziki. Bycie wychowawcą to bardziej twórczość niż rzemiosło. Twórca zaś ma czas dla swoich dzieł.
- Sporo Ksiądz wymaga. Od rodziców, nauczycieli, od mediów, wychowawców. Dużo ludzi musi pracować na sukces wychowawczy.
- Afrykańskie przysłowie mówi: "Potrzebna cała wioska, by wychować jedno dziecko". A wszystkie osoby, które pan wymienił tworzą właśnie wychowującą wioskę. Zgodnie z tą filozofią działa Stowarzyszenie "U Siemachy". Nikogo nie wyręcza, mobilizuje wszystkich do bycia wychowawcami. Tworzy w ten sposób odpowiedzialne środowiska, w których ważne są zasady i partnerstwo, praca w grupie i przywództwo. Indywidualny rozwój i zbiorowy sukces.
ROZMAWIAŁ PIOTR LEGUTKO
- « poprzednia
- 1
- 2
- 3
- « poprzednia
- 1
- 2
- 3
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
Artykuł bezpłatny
Subskrybuj kategorię
Skomentuj (1)
Wydrukuj
Wyślij link
-
16.05.2012
Katecheci są dobrze oceniani
- Lekcje religii znalazły się na cenzurowanym. Pod adresem katechetów i programów nauczania pada sporo uwag. M.in. ta, że jeśli rząd płaci za lekcje religii w szkołach, to znaczy, że powinien kontrolować zarówno program nauczania, jak i... -
12.05.2012
Bariery nie do pokonania
- Czy premier Donald Tusk odpowiedział już na list otwarty, który Małopolski Sejmik Osób Niepełnosprawnych wysłał w styczniu na adres kancelarii? -
04.05.2012
Kukliński - Miller
-
27.04.2012
Jestem szczęściarzem
-
21.04.2012
Przyszła pora na kobiety
Facebook
GooglePlus
Wykop









Helena Radlińska
2010-02-25 20:23:09
[']
Odpowiedz »
Dodaj komentarz