03.06.2011

Sprzedając dziecięcą radość

„Bańkowy potentat” Jakub Bochenek, fot. Marcin Warszawski

Tęczowe kolory, pilnie strzeżona receptura i studencka pomysłowość. Efekt – „bańkowy” potentat i radość kupowana w płynie.

Ciepły wiosenny dzień. W Krakowie tłumy turystów. Przez Rynek ciężko przejść od wczesnych godzin porannych. Nagle od strony kamienicy pod Krzysztoforami wlatuje na rynek błyszcząca kulka. Jedna. Piąta. Setna. Ludzie, jak zahipnotyzowani idą w kierunku, z którego przylatują małe mydlane bańki. Kilkanaście metrów dalej tłum. Nad głowami setki małych bąbelków.

Przeciskam się do przodu by zobaczyć, co tak bardzo zaintrygowało przechodniów. Okazuje się, że za murem z ludzi z każdą sekundą mydlana bańka staje się coraz większa. Ma jakieś półtora do dwóch metrów. Ludzie przeglądają się w błyszczącej powłoce. Nagle powiało trochę mocniej. Ułamek sekundy i tęczowa bańka znika ku uciesze dzieci mocząc wszystkich w pierwszym rzędzie. Wszystko dzieje się na wąskim chodniku przy ulicy Szczepańskiej przed witryną jednego ze sklepów. Nie było by w tym nic dziwnego. Tylko czy widział ktoś sklep, gdzie ludzie kupują mydlane bańki?

Studencka pomysłowość nie zna granic, czyli pilnie strzeżona receptura

Jedni pracują na zmywaku, inni gonią z kursu na kursu, walczą o staże i kolejne referencje, a jeszcze inni mają po prostu pomysł na biznes i trochę pasji.

Jakub Bochenek, który stał się „bańkowym potentatem” nie tylko w Krakowie, Polsce czy Europie, wypracował sobie tak silną pozycje na rynku, że w niedalekiej przyszłości będzie konkurować z wielkimi firmami z całego świata. – Tak naprawdę na międzynarodowym rynku są tylko trzy firmy produkujące płyn do robienia dużych baniek mydlanych. Amerykańska, której specyfik jest czterokrotnie droższy, niemiecka z ceną dwa razy wyższą i nasza - opowiada Tomek, człowiek z bańkowej ekipy.

Choć pomysł by stworzyć płyn do baniek zrodził się kilka dobrych lat temu to praca nad samą recepturą trwała trzy lata. Godziny spędzone przy odmierzaniu proporcji, próby gęstości, notatki, wzory. Jednym słowem niezła chemia. Efekt – nawet czterometrowe bańki, w których zmiesi się człowiek od stóp po czubek głowy.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Szymon :P Sulima
2011-06-05 00:01:36

Hmm... Po pierwsze jestem Szymon :P nie Tomek, świetny artykuł, nic do dać, nic ująć, po prostu bajkolandia. Pozdrawiam autora, naprawdę miło się rozmawiało :)

Odpowiedz »

KJ
2011-10-04 22:18:22

gratuluję Szymon ;)

Odpowiedz »

Dodaj komentarz