08.10.2010

Jesteśmy coraz bardziej fit!

Małopolskie klimaty

Fot. Theta

W Krakowie działa już około 100 klubów fitness, mniej więcej tyle samo siłowni i zapowiada się, że będzie ich jeszcze więcej, bo chętnych nie brakuje. Początki nie były jednak łatwe.

– 20 lat temu kobiety ukrywały, że chodzą na aerobic – mówi Barbara Buchowicz, założycielka pierwszego klubu w Krakowie.

Powstał w 1989 roku przy hali Wisły na ul. Reymonta. Nie było wtedy słowa „fitness”, zajęcia nazywały się „gimnastyka ogólnorozwojowa”. Barbara Buchowicz skończyła rehabilitację, sama ćwiczyła gimnastykę artystyczną i widziała kilka kaset z gwiazdą aerobiku Jane Fondą, którą podziwiały wtedy miliony kobiet na całym świecie. W Polsce dopiero ją poznawały.

- Oczywiście, że 20 lat temu zajęcia wyglądały zupełnie inaczej. Skupiałam się bardziej na pracy nad sylwetką, a nie na ćwiczeniach do muzyki. Dziś określiłabym to jako ćwiczenia z rehabilitacji z podkładem muzycznym – mówi instruktorka.

Przez kilka lat jeździła na szkolenia, które w tych czasach w Warszawie organizowała firma Reebok. Tam poznawała pierwsze układy choreograficzne przywiezione ze Stanów Zjednoczonych. Polski aerobik był spóźniony o jakieś 20 lat w stosunku do amerykańskich nowinek. Nie było też zawodu instruktor.

- Zawód instruktor pojawił się ok. 10-15 lat temu – szacuje pani Barbara. – Wcześniej nie można go było podać w Urzędzie Skarbowym, bo nikt nie wiedział o co chodzi. Na wywiadówkach u mojego dziecka nie przyznawałam się, że prowadzę gimnastykę, bo już wcześniej patrzono na mnie z wyrzutem „co to za praca?!”. Dlatego zaczęłam mówić, że po prostu prowadzę firmę.

Uśmieszkiem kwitowano także taki sposób spędzania czasu przez uczestniczki aerobiku. Klientki przyznawały się, że ukrywają dlaczego wychodzą z domu. – Mówiły, że idą załatwić ważną sprawę, a przychodziły poćwiczyć – wspomina z uśmiechem Barbara Buchowicz.

Jej zdaniem najważniejszym przełomem w temacie fitness jest współczesna świadomość, że warto dbać o kondycję i zdrowie. Zmiany widoczne są także w doborze ćwiczeń. Jeszcze całkiem niedawno obowiązywał podział, że na fitness chodzą panie, a panowie wybierają siłownię. Teraz to się podobno wyrównuje.

- Zajęcia fitness nie wpływają tak znacząco na rzeźbę ciała jak siłownia, dlatego wiele pań chodzi zamiennie na obie formy zajęć. Także panowie pojawiają się coraz częściej na fitnessie. Wybierają spinning, czyli jazdę do muzyki na rowerze stacjonarnym albo aeroboxing, trening łączącym aerobic z elementami kickboxingu, taekwondo, boksu, aikido i karate – mówi Katarzyna Dudzińska z klubu Energym.

Bieżnia z telewizorem

Walka o klienta trwa, bo fitness w dzisiejszych czasach to już poważny biznes. Czas siłowni otwieranych w ciasnych klitkach kończy się i żeby przyciągnąć klienta, lub utrzymać, co także nie jest proste, trzeba zapewnić mu coś wyjątkowego.

Na siłowniach standardem jest już bieżnia z telewizorem i słuchawkami więc zachętą mogą być naprawdę tylko nowoczesne sprzęty.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz